wtorek, 14 sierpnia 2018

Amerykański desant na dolnośląskie

W świcie ptaków nie ma pojęcia wakcji. Co prawda w lasach czy nad wodami uderza w nas wyjątkowa cisza, bez ptasich śpiewów, to jednak nie oznacza że ptaki leniuchują, o nie !!! W ich życiu zaczyna się bardzo ważny czas, czas migracji. Właśnie w lipcu czy sierpniu, kiedy my smażymy się na plażach czy szukamy swojego miejsca nad wodami, w lesie, w górach ptaki siewkowe, w zasadzie jako pierwsze, ruszają "na południe". Nie zawsze ten kierunek okazuje się być "jedynie słusznym".  Stąd w okresie naszej kanikuły praktycznie corocznie pojawiają się skrzydlaci goście z odległych zakątków sąsiedniej półkuli czy też bardzo dalekiego wschodu. Ptasiarze muszą być zatem czujni.
Tegoroczny "okres wakacyjny" był dla mnie bardzo owocny, no a przecież do końca wakacji jeszcze dwa tygodnie. Tobiasz, mój 10 letni syn, chyba jest dobrym duchem mojego wakacyjnego twitchowania, bo ilekroć mam Go w wakacyjny czas przy sobie zawsze coś się pojawia 😀.
Na przełomie lipca i sierpnia  moja lista krajowa powiększyła się o dwa, nearktyczne, gatunki: siewkę szarą Pluvialis dominica i biegusa białorzytnego Calirdis fuscicollis.

Siewka szara Pluvialis dominica na stawach w Przemkowie została wypatrzona w dniu 29.07. przez Sławka Rubachę i Zbyszka Kajzera (2. stwierdzenie w Polsce !!!). Kiedy już już zgadywałem się z Markiem Stajszczykiem i Marcinem Dyduchem na nocny wyjazd w kierunku Przemkowa na fb pojawiły się wątpliwości czy czasami nie jest to, bardzo podobna przecież, siewka złotawa. Targani wątpliwościami, a przede wszystkim naszą podobną sytuacją finansową, postanowiliśmy jednak zrezygnować.
Próbując zasnąć wróciłem myślami w odległą przeszłość... Był 17 lipiec 1990 roku, po raz kolejny obchodziłem zbiornik na Warcie w Poraju dźwigając na ramieniu potężną konstrukcję: ciężki jak cholera, niklowany trójnóg  (bo statywem to raczej nazwać tego nie było można) do którego zamocowana była "głowica" z "lunetą" - czyli układem soczewek zamontowanym w rurach PCV 😀 . Wbrew pozorom dało się przez to patrzeć i o dziwo rozpoznawać ptaki ze znacznej odległości. W pewnym momencie na wypłyceniach w rejonie Ptasiej Wyspy zauważyłem pojedynczego ptaka przypominającego z daleka siewkę złotą. Z każdą minutą obserwacji zacząłem nabierać jednak wątpliwości co do przynależności gatunkowej wstępnie oznaczonego ptaka, chociażby z uwagi na bardzo dużo czerni w ubarwieniu spodu ciała, która sięgała praktycznie aż do końca pokryw podogonowych. Oczywiście natychmiast sięgnąłem do plecaka, gdzie spoczywały  "Ptaki Europy" Dobrowolskiego z rysunkami Siwka. Ówczesny przewodnik Nr 1 ! No i wyszło mi, że oto obserwuję siewkę azjatycką !!! Dumny wróciłem do domu i natychmiast sporządziłem zgłoszenie obserwacji do Komisji Faunistycznej. Z niecierpliwością każdego dnia wyczekiwałem listonosza. W końcu nadszedł ten dzień. Dostałem orzeczenie KF, z wypiekami na twarzy zagłębiłem się w jego lekturę. Wyjaśniono mi w nim, że nastąpił rozdział siewki azjatyckiej na dwa odrębne gatunki i że moim ptakiem z Poraja był dorosły osobnik nearktycznej siewki szarej Puvialis dominica w znoszonej szacie godowej i tym samym jest to pierwsze stwierdzenie tego gatunku w Polsce !!! Euforia !!! Długo się jednak nie nacieszyłem. Pewnego dnia zadzwonił do mnie Tadeusz Stawarczyk, wyjaśniając, że właśnie wrócił z posiedzenia europejskich komisji rzadkości, gdzie omawiano diagnostykę pomiędzy wyodrębnionymi z siewki azjatyckiej dwoma gatunkami, siewką szarą i siewką złotawą, gdzie podstawową cechą ma być projekcja lotek pierwszorzędowych. I tak oto, niestety, nie dane mi było zapisać się w historii polskiej ornitologii, bo w mojej obserwacji nie zwróciłem na to uwagi 😥. Ostatecznie obserwowany przeze mnie osobnik został określony jako siewka szara/złotawa Pluvialis dominica/fulva ...  
 
Strona z notatnika z opisem obserwacji siewki azjatyckiej - 17.07.1990
Rano jednak zacząłem drążyć temat. Rozmowy z osobami, które już były na twitchu, przekonały mnie (a ja w następstwie tych rozmów przekonałem moich kolegów) aby jednak wyprawę na Przemków odbyć, tym bardziej, że ptak cały czas był obecny. Ruszyliśmy z Tobiaszem we wtorkowe południe, co przy panujących temperaturach, było nie lada wyczynem, i zbierając po drodze pozostałych kolegów zjawiliśmy się późnym popołudniem na stawach w Przemkowie. Przy drodze prowadzącej do stawów dołączył do naszej ekipy kolega z Wielkopolski, który zbyt wcześnie pozostawił swój samochód i chyba dzięki nam zwiększył szansę zobaczenia siewki szarej, bo odległość którą miał przed sobą do przebycia pieszo mogła Jego plany zniweczyć. Pokonanie zamkniętej bramy prowadzącej na stawy nie nastręczyło nam żadnych kłopotów, natomiast zamiast od razu skręcić w południową groblę Stawu Lubuskiego, skąd raportowana była siewka szara,  poszliśmy dalej do grobli północnej, co spowodowało, że nadłożyliśmy, zupełnie niepotrzebnie sporo metrów. Staw Lubuski duży, ptaków siewkowatych (i nie tylko) dużo, a czas niestety ucieka. W końcu jednak Marcin zlokalizował w swej lunecie potrzebnego nam do pełni szczęścia ptaka. Teraz tylko pozostało mieć nadzieję, że nie zmieni on zbytnio swej lokalizacji. Dotarliśmy w końcu na południową groblę. Siewka szara trzymała się jednak dość daleko od linii brzegowej. Na jakieś dobre zdjęcia nie było większych szans, ale w lunecie widać było wszystko co potrzeba 😛. W promieniach zachodzącego słońca docieramy do samochodu. Wreszcie możemy ugasić pragnienie. Siewka szara zaliczona !

Stawy Przemkowskie - staw Lubuski. Gdzieś tutaj buszuje siewka szara
Siewka szara - Pluvialis dominica. Mapa przedstawia obszar lęgowy (pomarańczowy), obszar migracji (żółty) i obszar zimowania (niebieski) tego gatunku (źródło: wikipedia)
Siewka szara - Pluvialis dominica
Siewka szara - Pluvialis dominica

Po niespełna dwóch tygodniach trafia do Polski, nie wykluczone, że w wyniku działania potężnego frontu niżowego Oriana, kolejny siewkowaty z Ameryki - dorosły biegus białorzytny Calidris fuscicollis. Ptaka tego wypatrzył 9.08. na stawie Jeleni III w okolicach Radziądza, w dolinie Baryczy, Wiesiek Lenkiewicz a następnego dnia jego obecność została potwierdzona i udokumentowana zdjęciowo (4. stwierdzenie w Polsce). Wyjazd w dolinę Baryczy zatem był nieunikniony, pozostało tylko ustalić termin i skład. Padło na niedzielę. Umówiłem skład, teraz pozostało tylko czekać na godzinę 1-szą w nocy oznaczającą start. Sobotnie popołudnie przyniosło kolejną sensację. Na Zbiorniku Mietków Grzesiek Orłowski "wydłubał" kolejnego, dorosłego biegusa białorzytnego (5. stwierdzenie dla Polski). Ruszyliśmy z Tobiaszem do Opola po Maćka Kowalskiego, a następnie do Brzegu po Marka Stajszczyka i Andrzeja Andrzejczyka. W drodze do Brzegu mieliśmy z Maćkiem czas na przedyskutowanie na którego z biegusów uderzamy.  Padło na Mietków co też ucieszyło kolegów z Brzegu. Zawsze to bliżej. Decyzja obarczona była pewnym ryzykiem, bo nie wiadomo było czy błotka na Mietkowie przypadły do gustu wykrytemu tam biegusowi. Na zbiornik od strony wsi Domanice przy ujściu Bystrzycy dotarliśmy wraz ze wschodem słońca. Krótki spacerek przez zielska i wychodzimy na otwarty teren błotnistego dna zbiornika. Lokalizujemy skupisko siewkowatych. Teraz tylko skanowanie zgrupowania. Po chwili Maciek oznajmnia, że widzi biegusa z długimi skrzydłami. Oglądamy go dokładnie w coraz lepszym oświetleniu. Wyraźnie wydłużona sylwetka, dobrze zaznaczona biała brew, dziób z masywną nasadą, lekko zakrzywiony na końcu, krótkie, ciemne nogi... Nie ma wątpliwości. To biegus białorzytny ! Czekamy więc na lepsze światło. Dystans niestety póki co jest duży ale jest szansa. Przecież siewkusy lubią ruch 😉. Stado tworzą głównie łęczaki, piskliwce i kszyki, ale też mamy 2 biegusy zmienne, biegusa malutkiego, bataliony, kuliki wielkie no i wyróżniającego się barwą - ostrygojada. Istotnie ptaki co jakiś czas się podrywają. Z każdym poderwaniem się stadka mocniej biją nam serca, bo a nóż biegus poleci sobie hen, a my nie mamy jeszcze dokumentacji. Na szczęście szybko wracają na te same błotniste łachy. Dzięki tym lotom mamy okazję dostrzec u naszego biegusa całkowicie białą nasadę ogona - podstawową cechę diagnostyczną (stąd jego polska nazwa).  W  pewnym momencie widzimy dwóch panów obwieszonych sprzętem foto idących prosto na stado siewkowatych. Na pewno nas widzą, widzą rozstawione lunety. Wołamy do nich, gwiżdżemy, machamy. Mają nas w dupie ! Siewki oczywiście w górę. "My tylko się położymy" - stwierdził jeden z nich. Jak tu się nie wkurzyć ? Na szczęście siewki wraz z biegusem białorzytnym wracają. Dołącza do nas Jiri Kaspar, ptasiarz z Czech. Biegus w międzyczasie zbliżył się do nas co przy korzystnym oświetleniu dało możliwość udokumentowania naszego spotkania z nim 😉. Mamy naprawdę komfortowe warunki obserwacji. Na Jelenim III, z tego co wiemy, jest zdecydowanie gorzej. W końcu zostawiamy stadko "pod okiem" nowo przybyłych Tomka Grochowskiego i Darka Szlamy. Wracamy na niedzielny rosół 😉 .

Wschód słońca nad zbiornikiem Mietków. To będzie piękny dzień
Trwa ożywiona dyskusja. Od lewej: Tobiasz, Marek, Jiri (tyłem), Andrzej i Maciek
W oczekiwaniu na jakiś ruch biegusa 😉
Biegus białorzytny - Calidris fuscicollis. Mapa przedstawiająca rozmieszczenie gatunku: obszar lęgowy (pomarańczowy), obszar wędrówek (żółty) i zimowiska (niebieski) (źródło: wikipedia)

Biegus białorzytny - Calidris fuscicollis
Biegus białorzytny - Calidris fuscicollis obok ostrygojada
Biegus białorzytny - Calidris fuscicollis w locie
Biegus białorzytny - Calidris fuscicollis
Biegus białorzytny - Calidris fuscicollis
Biegus białorzytny - Calidris fuscicollis

niedziela, 6 maja 2018

Ptak 70-ciu lotek czyli spotkanie z albatrosem

Wreszcie GO zobaczyłem, chociaż powiem szczerze nie zapowiadało się to wcale tak różowo. Albatros czarnobrewy ponownie "zadomowił się" na Sylcie. W tym roku był wyjątkowo "leniwy". Nie wiem tylko czy bardziej ode mnie. Po kilka dni nie odlatywał z Rantumbecken a ja zbierałem się na Sylt jakby to była wyprawa na koniec świata. Kiedy w końcu z Kasią zgraliśmy dni wolne albatros ... zniknął. No cóż, całe szczęście, że na terenie Niemiec były jeszcze dwa gatunki do odhaczenia, co prawda w kategorii C, ale zawsze to coś. To dało nam motywację i ruszyliśmy, odwracając pierwotnie zakładaną trasę, z nadzieją, że albatros jednak wróci. Zapraszam do lektury ostatniej części swoistego tryptyku z albatrosem 😊

Na początek Stuttgart

Do Stuttgartu docieramy w godzinach przedpołudniowych. Wydawało się nam, że odnalezienie amazonek żółtogardłych Amazona oratrix, wszak to papugi a więc "krzykacze", nie powinno nastręczyć kłopotów. Miałem co prawda w głowie relacje od innych ptasiarzy, że może nie być to takie oczywiste, no ale przecież teraz jest sezon lęgowy więc powinno być łatwiej.
Historia tego środkowoamerkańskiego gatunku w Stuttgarcie zaczęła się w 1984 roku, kiedy to jakiś uciekinier z hodowli przypałętał się w pobliże wolier z papugami w Wilhelma Zoo. Dokarmiany przetrwał zimę i latem pracownicy ogrodu uszczęśliwili "gościa" wypuszczając drugiego osobnika. W następnym roku przyszły na świat pierwsze papuzięta 😊. Ile tych papug jest obecnie trudno powiedzieć, zimą na początku XXI wieku było około 50 os. Gniazdują w platanach i potrafią być bezwzględne wobec gołębi (w tym siniaków) jeżeli stwierdzą ich obecność w dziupli, która im się spodobała.
Pierwsze kroki kierujemy do Rosenstainpark. Przy budynku Muzeum Historii Naturalnej w fontannie pływa sobie gęsiówka egipska. Spacerujemy alejkami, rozglądamy się odwiedzając poszczególne miejsca obserwacji  wypisane z ptasiarskich portali (przede wszystkim ornitho.de i observation.org). Cisza. Tylko czarnowrony bacznie nas obserwują czy czasami czegoś nie zgubimy co nadawałoby się do zjedzenia.
Schodzimy w dół do Unterer Schlossgarten, parku miejskiego, podziwiając panoramę miasta nad Neckarem. Dzisiaj rano były widziane w tym parku amazonki. Idziemy wzdłuż pięknej platanowej alei. Bacznie oglądamy dziuplaste okazy drzew. Papug ani widu ani słychu. Może pora nieodpowiednia ? Jest za to puszczyk. W dziuplach gnieżdżą się gołębie miejskie i siniaki.
Zastanawiamy się czy nie jechać jeszcze dzisiaj do Heidelbergu na gęsi łabędzionose i wrócić ponownie tutaj jutro rano. Wreszcie na moje maile odpowiada Christian Rixen ze Szwjacarii, który właśnie dzisiaj nie tylko widział amazonki a nawet znalazł zajętą dziuplę. Dostaję nawet szczegółowe mapki. Wracamy do parku. Chodzimy gdzieś niby w pobliżu owej dziupli, jednak znalezienie tego najważniejszego w tym momencie dla nas drzewa, pomimo wydawać by się mogło dokładnych wskazówek, przerasta nasze możliwości wzrokowe. Papug też nie widać ani słychać
Zaczyna gonić nas czas, parking gdzie zostawiliśmy auto, czynny jest do godziny 19.00. W końcu kątem oka dostrzegam "coś zielonego" przelatującego w koronę kwitnącej, dużej, robinii. Jest amazonka !!! Po chwili słychać jej wrzaski. Objada się kwiatkami robinii (przynajmniej tak się nam wydaje). Uff !!! Nie musimy zmieniać planów. A albatrosa dzisiaj na Sylcie nie było.


Kwitnący kasztanowiec czerwony
Gęsiówka egipska - Alopochen aegyptiaca
Platanowa aleja w Unterer Schlossgarten
Puszczyk - Strix aluco
Amazonka żółtogardła - Amazona oratrix
Amazonka żółtogardła - Amazona oratrix 
Amazonka żółtogardła - Amazona oratrix 


Wciąż nad Neckarem


Wcześnie rano wjeżdżamy do Heidelbergu, urokliwie położonego miasteczka nad Neckarem. Od razu kierujemy się na błonia Neckarwiese. To właśnie ten niewielki odcinek doliny Neckaru, (1,1 km rzeki) ciągnący się pomiędzy mostami Theodor Heuss Brücke i Berliner Strasse wraz z wyspą stanowi siedlisko lęgowe gęsi łabędzionosej Anser cygnoides. Gatunek ten, pochodzący ze wschodniej Azji, trafił do hodowli europejskich dość późno bo około 1920 roku. Ptaki tworzące obecną, wolną, populację lęgową w Heidelbergu pojawiły się na wyspie w korycie Neckaru co najmniej w połowie lat 90.-tych XX w. (1996 - 8 par; 1997 - 7 par). W 2002 roku jej liczebność osiągnęła 140 osobników. Gęsi bardzo chętnie korzystały z błoni na północnym brzegu rzeki a że te również chętnie były wykorzystywane jako miejsce odpoczynku przez mieszkańców miasta powstał konflikt (odchody, agresywne zachowania wobec dzieci czy czworonożnych pupilów szczególnie przy wodzeniu piskląt). Taki stan rzeczy trwa do dzisiaj ale liczebność gęsi łabędzionosej poważnie ograniczono.
Oczywiście nie mamy problemu z odnalezieniem gęsi łabędzionosej, chociaż jako pierwsze w oczy rzucają się oczywiście wszechobecne gęsiówki egipskie, niektóre z nich wodzą młode. U gęsi łabędzionosych nie obserwujemy jeszcze tegorocznych młodych, przynajmniej u tych które spotykamy. Wracając do samochodu napotykamy jeszcze rodzinkę bernikli kanadyjskiej a w przydomowych zadrzewieniach ganiają się aleksandretty zielone. To już chyba przesyt z tymi "obcymi" 😉


Heidelberg, rzeka Neckar. Po lewej fragment wyspy na której gniazdują m.in. gęsi łabędzionose
Błonia Neckarwiese - w zgodzie gęsi i ludzie
Gęś łabędzionosa - Anser cygnoides
Portret gęsi łabędzionosej - Anser cygnoides 
Gęsiówka egipska - Alopochen aegyptiaca 
Pisklę gęsiówki egipskiej - Alopochen aegyptiaca 
Rodzinka bernikli kanadyjskiej - Branta canadensis 
Aleksandretta obrożna - Psittacula krameri

Podejmujemy decyzję, że pomimo braku informacji o albatrosie ryzykujemy i jedziemy te kilkaset kilometrów na północ. Z zachodem słońca docieramy do Westerhever nad sławnym Wattenmeer. Chciałem pokazać Kasi latarnię morską w której miałem okazję nocować podczas jednej z pierwszych ptasich wypraw poza Polskę w 1992 roku. Na polderach pasą się tysiące bernikli białolicych. Na spektakularny zachód słońca spóźniliśmy się kilkanaście minut.


Latarnia morska w Westerhever

Długo oczekiwane spotkanie 


Spanie w samochodzie ma tą zaletę (jedną z wielu 😉), że praktycznie nie ma szans zaspać. Trochę "połamani" pakujemy się do pociągu w Niebüll. Ryzyk - fizyk. Plan uknuliśmy taki. Jedziemy do Westerland, a stamtąd albo komunikacją publiczną albo pieszo dotrzemy do Rantumbecken. To tylko 7 km. Oczywiście marudząc pod nosem próbowałem przeforsować wariant z komunikacją ale Kasia szybko wybiła mi to z głowy. Idziemy. Pogoda wymarzona. Odnotowując kolejne gatunki spotkane po drodze docieramy do grobli skąd widać otwarą wodę. Skanuję taflę i ... widzę dużego ptaka z ciemnymi skrzydłami kołyszącego się na wodzie, który po chwili znika mi za niewielkim półwyspem. Omam jakiś ? NIE !!! ALBATROS WRÓCIŁ !!! Opłacało się jednak zaryzykować. Ochłonąłem. Nie ruszę się już stąd przez kilka godzin. Mam nadzieję, że ptak zbliży się do linii brzegowej, bo rozgrzane powietrze przeszkadza w zrobieniu przyzwoitych "dokumentów". Poza tym mogę napatrzeć się na ten "żywy szybowiec" w komfortowych warunkach, bez konieczności stoczenia walki z choroba morską 😊 Koniecznie muszę zobaczyć go w locie. Trochę pofruwał a i owszem, no ale wieje słabo i to były takie loty na rozruszanie skrzydeł.  Fotek dobrych niestety nie będzie ale jedno z marzeń lat młodzieńczych - "zobaczyć albatrosa" - się spełniło.  Z innych gatunków odnotowaliśmy m.in. kilkaset bernikli obrożnych, edredony, szlamniki, biegusy rdzawe, szlachary. Ale bez wątpienia król tego dnia mógł być tylko jeden - ALBATROS CZARNOBREWY.  


Albatros czarnobrewy - Thalassarche melanophris

Albatros czarnobrewy - Thalassarche melanophris. Ptak z napędem wiatrowym
Albatros czarnobrewy -Thalassarche melanophris. Po 35 lotek w skrzydle





wtorek, 6 marca 2018

Uhla pani Ryszardy


Pani Ryszarda, sympatyczna mieszkanka Gdańska, wybrała się na spacer wzdłuż plaży na Stogach. Piękne słońce pomimo mrozu, zachęcało do spacerów a flauta spowodowała, że morskie kaczki: uhle i lodówki pływały blisko brzegu, stając się wdzięcznym obiektem dla fotografów. Piękne zdjęcia uhli Pani Ryszarda wrzuciła następnego dnia (27.02) na fb ale szczególnie jedno z nich zelektryzowało ptasiarski świat. Przedstawiało bowiem pięknego samca uhli ale … garbonosej Melanitta deglandi, ptaka z podgatunku stejnegeri gniazdującego w Azji !!! To dopiero drugi przypadek obserwacji tego gatunku w Polsce !!!

Taki gatunek nie może czekać Świadomy niezbyt przychylnych prognoz pogody, w środku mroźnej nocy ruszyłem ostatniego dnia lutego ku Zatoce Gdańskiej. Na miejscu Samek Sosnowski z ekipą próbował coś wskurać wcześniej, jeszcze przed moim przybyciem, ale warunki pogodowe były fatalne: mróz -12°C można byłoby jako tako wytrzymać, ale bardzo silny, „przeszywający” wiatr z północy, wiejący prosto w twarz, skutecznie zniechęcał do patrzenia w morze, które na dodatek parowało. Pogoda niestety nie poprawiła się. Ptaki trzymały się daleko od brzegu. Odnalezienie w takich warunkach uhli garbonosej było niemożliwe. Licząc na poprawę warunków pogodowych trwałem samotnie na plaży próbując chronić się przed wiatrem za budynkiem. W końcu „przybyły posiłki”. Pojawił się Marek Betlejewicz i Piotrek Baszanowski. Przybyła też Pani Ryszarda. Dotarł Marcin Sołowiej z Maćkiem Sobierajem. Wszyscy „polegliśmy”. Ja poddałem się tuż przed 15-tą. Zaskakujące było dla mnie to, że kaczucha nie przyciągnęła dzisiaj większej liczby obserwatorów. Pewnie wszyscy czekali w „domowym ciepełku” na potwierdzenie obserwacji.

Oczywiście ono nastąpiło. W dniu następnym. W czwartek pogoda się zdecydowanie poprawiła. Uhla garbonosa została ponownie odnaleziona. Przez kogo ?  Oczywiście, że przez Panią Ryszardę. Ku Stogom wreszcie ruszyły "tłiczerskie zastępy” z całej Polski.

Zaliczyłem sobie uhlę garbonosą dopiero w niedzielę (04.03.2018). Nie obyło się bez emocji z elementami groteskowymi. Przed 10-tą na plaży pomiędzy Stogami a Górkami Zachodnimi była już znaczna grupa tłiczerów.

Dzisiejsza aura była o wiele łaskawsza a morze nie falowało tak mocno. Od grupy znajdującej się bliżej Górek Zachodnich przyszedł komunikat. JEST !!! Pędzimy więc w tym kierunku. Nie miałem swojej lunety więc musiałem korzystać z uprzejmości kolegów, a że takich jak ja było więcej, więc trzeba było cierpliwie czekać. Co za emocje ! Zazdroszczę tym, którzy „przybijają sobie piątki” zadowoleni z obserwacji. Wreszcie i ja jestem przy lunecie. Komunikat brzmiał: „na wysokości niebieskiego statku i trochę w lewo, tam jest”. Patrzę, patrzę i nie widzę. Może zanurkowała ? Po chwili komunikat brzmi: „jest w prawo od żółtej boi”. Zaraz, zaraz. Przecież to jest kilkaset metrów na prawo od niebieskiego statku. Co to ? Są dwie ? Znowu „lukam”, dostaje prawie wytrzeszczu oczu i poza zwykłymi uhlami nic nie widzę. Ktoś chwali się digi-zdjęciami. Nawet nie patrzę. Jestem podłamany. Szymon Czyżewski, nieśmiało, tak trochę pod nosem, komentuje zdjęcie, że coś mu w wyglądzie tego kaczora nie pasuje. Nie przebija się to jednak przez gwar rozentuzjazmowanych szczęśliwców. Żałuję, że nie mam ze sobą swojej lunety. W pewnym momencie znaczna część morskich kaczek podrywa się i leci w kierunku Stogów. W tej grupie co pozostała uhli garbonosej na pewno nie było. Od strony Stogów ciągną  kolejni ptasiarze. Już wiedzą, że mają szukać uhli garbonosej w tamtym rejonie.

Wracam zniesmaczony w towarzystwie Marcina Borowika i Grzesia Kaczorowskiego. Za nami podążają też i pozostali. Idziemy i co jakiś czas przeglądamy grupki kaczek. W pewnym momencie Samek Sosnowski zwraca uwagę, na śpiącego kaczora uhli z podejrzanie dużą ilością białego upierzenia wokół oka. Okazuje się, że właśnie patrzymy na … samca uhli garbonosej. DOPIERO TERAZ !!! Wcześniej ptak uznany za uhlę garbonosą okazał się być samcem zwykłej uhli !!! Zadziałał „owczy pęd”. Na szczęście chyba wszyscy, którzy wcześniej już zaliczyli sobie uhlę garbonosą zdołali powrócić i poprawić „zaliczenie”. No humor od razu mi się poprawił. Pozostał jedynie niedosyt, że ptak przebywał w znacznym oddaleniu od linii brzegowej co uniemożliwiało zrobienie lepszej dokumentacji zdjęciowej jako pamiątki ze spotkania.

Ku Stogom ruszyły "tłiczerskie zastępy” z całej Polski
Lodówka - Clangula hyemalis (kaczor)
Uhla - Melanitta fusca (z lewej samica)
Azjatycka uhla garbonosa - Melanitta deglandi stejnegeri
Azjatycka uhla garbonosa - Melanitta deglandi stejnegeri
Azjatycka uhla garbonosa - Melanitta deglandi stejnegeri



wtorek, 30 stycznia 2018

„Twitch” w Hallandzie

Chyba się starzeję. Brodziec piegowaty Tringa melanoleuca czekał ponad miesiąc abym w końcu się zdecydował i ruszył na szwedzkie zachodnie wybrzeże. Mocno zmotywował mnie do tego też i Czarek Pióro, dla którego to byłby ostatni brodziec z kolekcjonowanej fotograficznej listy „polskich” gatunków (póki co). Kasię nie trzeba było w ogóle namawiać a jako czwarty dołączył do nas Piotrek Szewczyk (podobnie jak Czarek – fotograf). Po blisko 10 godzinach jazdy po polskiej i niemieckich autostradach dotarliśmy do portu w Rostocku. Promem o wdzięcznej nazwie „Tom Sawyer” po ponad 6 godzinach przepłynęliśmy Bałtyk. Jeszcze tylko blisko 3 godziny jazdy w kierunku Göteborga. Dzięki temu, że wszyscy uczestnicy to kierujący, cała podróż samochodem nie należała do tych wielce męczących.
Przed 10-tą dotarliśmy w końcu do chronionego obszaru Utteros koło Smedsgård. Sobota, piękna pogoda. Można było się spodziewać, że i chętnych na zobaczenie tego amerykańskiego brodźca będzie więcej. Tak też było. Brodźca piegowatego namierzyliśmy szybko. Wśród szwedzkich ptasiarzy trwa ciągła rotacja, przychodzą, kilkanaście minut, zaliczają gatunek i idą dalej. Dla mnie i Kasi w zasadzie już wyjazd się powiódł. Gatunek zaliczony. Niestety brodziec póki co trzymał się ponad 200 metrów od brzegu, intensywnie żerował w towarzystwie kilku kulików, i nic nie wskazywało, żeby ta odległość miała się zmniejszyć. Moi fotografujący koledzy cierpieli więc bardzo. Nie ukrywam, że i ja chętnie popatrzyłbym na tego nearktycznego odpowiednika kwokacza z bliższej odległości, nie mówiąc o wykonaniusp; jakiejś porządniejszej fotki. Kasia postanowiła pozwiedzać okolice, my postanowiliśmy czekać. Mijały godziny. Przelatujący bielik poderwał do lotu ohary i bernikle kanadyjskie, te z kolei spłoszyły siewkowate, w tym i nasz obserwowany obiekt. Niestety nie spowodowało to zmiany ich lokalizacji i ptaki ponownie wylądowały w tym samym obszarze skąd poderwały się do lotu. Po jakichś dwóch godzinach brodziec piegowaty przeleciał na "łaszkę" zdecydowanie bliżej nas. Na tyle blisko, że Czarek z Piotrkiem postanowili coś już zacząć fotografować.  Tego co nastąpiło kilkanaście minut później chyba jednak nikt z nas się nie spodziewał. W pewnym momencie nasz brodziec poderwał się do lotu i przeleciawszy nad naszymi głowami, ciągle nawołując, wylądował na częściowo zalanym pastwisku, gdzie staliśmy. Czy mogło być lepiej ? Zdjęcia Czarka i Piotrka powalają. To najlepsze fotki tego ptaka, jakie były dotychczas zrobione od początku jego pobytu w Szwecji (przynajmniej z tych zamieszczonych na artportalen.se) !!! Co do tego nie mam wątpliwości. Ja ze swoich też jestem zadowolony. Niespodziewanie nadciągnęła mgła kończąc nasze zmagania z ptakami. Czas do promu wykorzystujemy na szybkie „zwiedzanie” Trelleborga. Na Bałtyku zaczyna być sztormowo. Ewidentnie nadchodzi zmiana pogody, a zawirowania w pogodzie … Ciekawe jaki ptak będzie dla nas kolejną motywacją do krótszej bądź dłuższej „wyprawy”.


Morska część chronionego obszaru Utteros. Gdzieś tam po wypłyceniach biega sobie brodziec piegowaty
Tablica informacyjna u wejścia na teren obserwacji. Lęgowisko m.in. szablodziob
Czeczotka ze stada około 30 ptaków, które przez chwilę żerowały blisko nas
Brodziec piegowaty - Tringa melanoleuca
Brodziec piegowaty - Tringa melanoleuca
Brodziec piegowaty - Tringa melanoleuca
Brodziec piegowaty - Tringa melanoleuca
Brodziec piegowaty - Tringa melanoleuca
Nadciągająca mgła kończy nasze obserwacje w Hallandzie



wtorek, 16 stycznia 2018

Na Mierzei Sarbskiej

Zdecydowanie nie byłem przygotowany ale wyzwanie podjąłem. Jeszcze w niedzielne przedpołudnie przy pięknym słońcu i przyjemnej temperaturze mijaliśmy z Kasią gaje pomarańczowe w drodze na lotnisko w Palma de Mallorca. Dobę później wdrapuję się na ruchomą wydmę w pobliżu latarni morskiej „Stilo” na Mierzei Sarbskiej. Opatulony w dwie kurtki i dwie pary spodni w „trochę” przymałej czapce dziecięcej na głowie i „odrobinę” za szczupłych rękawiczkach damskich na rękach. Efekt kompletowania ubioru na szybko, coby nie zamarznąć. Wyglądam zapewne prześmiesznie, no ale przecież mamy karnawał i czas „przebierańców”. Tutaj mam czekać na krzyżodzioby sosnowe. „Cierpliwie czekać” – podkreślają szczęśliwcy, którzy już widzieli je w tym miejscu w minioną sobotę. Na szczęście błękitne niebo i wspinające się po nim coraz wyżej słońce rokują, że jednak nie zamarznę. Przy odtwarzaniu głosów krzyżodziobów sosnowych mijają kolejne minuty. Póki co blisko mnie pojawia się czubatka, słychać „krakającą” wronę, „krzyczące” żurawie, a daleko, daleko krążą dwa bieliki. Niestety krzyżodziobów brak. Jakichkolwiek.

"Drogowskaz" na piaszczystym dukcie
Nad wydmą wstaje słońce
Zapowiada się piękny dzień
Fragment kosodrzewiny (w głębi widoczna latarnia morska Stilo).Pół tysiąca hektarów do schronienia się i …

Po jakimś czasie na wydmie, w tym samym celu co ja, pojawiają się Paweł i Monika. Robi się od razu raźniej. Postanawiamy rozszerzyć obszar poszukiwań. Wymieniamy się telefonami. Póki co ja zostaję na wydmie, Paweł z Moniką idą w miejsce, gdzie wczoraj po południu były widziane krzyżodzioby sosnowe w liczbie ponad 20 przez Marka Betlejewicza i Staszka Turowskiego. Czas biegnie nieubłaganie, dzień krótki. W telefonie wypełnienie ikonki oznaczającej poziom naładowania baterii niepokojąco maleje. W końcu dzwoni Paweł. Są krzyżodzioby !!! Paweł nie jest pewien jeszcze czy sosnowe, ale są. Tyle razy się nasłuchałem za młodu, że chodzenie na skróty w nieznanym terenie często bywa zgubne. Czy musiało to się potwierdzić akurat w takim momencie ? Wlazłem w gęstwinę kosówki. Koszmar. W końcu słyszę „ćwierkające” krzyżodzioby. Udaje mi się wydostać na drogę, gdzie stoją Paweł i Monika. Krzyżodzioby sosnowe są tuż przed nimi. Jest ich około 25. Już upatrzyłem sobie pięknie wybarwionego samca. Biorę go na „celownik” aparatu a tu stadko „frrru” w górę. Strzelam na oślep serię. Może coś z tego wyjdzie. Paweł pokazuje mi swoje fotki samca krzyżodzioba sosnowego. Wymiękłem. Zazdroszczę.

… dużooo jedzenia
Przedzierać się przez coś takiego jak ma się te 190 cm wzrostu, słuszną masę no i jeszcze plecak – koszmar
Krzyżodzioby sosnowe w locie
Krzyżodzioby sosnowe w locie
Krzyżodzioby sosnowe w locie
Samiec krzyżodzioba sosnowego - Loxia pytyopsittacus (fot. P. Mazurek) 

Chodzimy razem po terenie jeszcze z dwie godziny. Jednak drugi raz już do takiego bliskiego spotkania z „papugami” nie dochodzi. Oczywiście krzyżodzioby spotykamy co jakiś czas, nawet jest stadko 37 ptaków, ale wszystkie w locie. Paweł z Moniką wracają do domu, ja jeszcze „walczę”. Robi się coraz zimniej. Niestety herbata w termosie już utraciła swą „rozgrzewającą moc”. Przed 15 wracam do samochodu. Nie mam dobrej dokumentacji ale gatunek zaliczony. I z tego się cieszę 😊.