środa, 8 stycznia 2020

Historia pewnej "kokoszki"

Niewątpliwie końcówka roku 2019 ptasio sprawiła mi wiele radości. O największej dowiedziałem się via email.
Śledzący mojego bloga zapewne pamiętają o tajemniczej "kokoszce", którą wraz z Kasią wypatrzyliśmy na Corvo 11.10.2017 roku ? Jeżeli nie, odsyłam do opisu jak to było, tutaj: 


https://stanislawczyz.blogspot.com/2017/10/corvo-udany-sezon-nr-4.html

W zasadzie sprawa można powiedzieć została zamknięta. Nam pozostał w pamięci ten piękny niebieski kolor piór podrywającego się do lotu ptaka skrzący się w promieniach słońca. W każdym bądź razie czy to była "nasza" kokoszka Gallinula chloropus czy też niedawno wyodrębniona jako gatunek, jej nearktyczna kuzynka, kokoszka mała Gallinula angulata nie zostało rozstrzygnięte, bo jedynie w obrębie tych dwóch gatunków toczyła się debata. 
W mojej relacji z czwartego sezonu na Corvo nie wspomniałem, że tajemnicza "kokoszka" jeszcze mignęła w rejonie młynów i Zdenkowi i Radkowi w następne dni. Ciekawe jest również i to, że Radek wysłał, na moją prośbę, zdjęcia "kokoszki" do PAC-a, ale spodziewanego rozstrzygnięcia nie było. 
Nikt z oglądających zdjęcia na gorąco, tam na Corvo, jak również i na moim blogu później (a czytało relację ponad 50 osób) specjalistów przecież 😉, nie pokusił się o zasianie ziarnka niepokoju, że może to było jeszcze coś innego ?
Minęły dwa lata. Sprawa odżyła w listopadzie 2019 roku. Peter Alfrey (odkrywca Corvo jako jesiennego raju dla ptasiarzy, będący w składzie portugalskiej Komisji Rzadkości) napisał do wszystkich Corvo Birdersów, aby wysyłać uzupełnienia do obserwacji stwierdzonych na wyspie gatunków w sezonie 2017. Napisałem i ja, bo o "kokoszce" nie było nic wspomniane w załączonym roboczym zestawieniu. Wysłałem też zdjęcia, te same oczywiście, które były już oglądane. Odpowiedź jaką otrzymałem ... powaliła mnie (a to nie jest takie proste 😉):

Hi Stanislaw and Katarzyna,

Thanks for the pictures- it's a Purple Gallinule by the looks of it and not a Moorhen. The plumage has a purple iridescence and the bill is relatively long and thick  with yellow tip and red base. A young bird can show a bi-coloured bill in October with purple plumage coming through.
I remember seeing pictures at the time but only one of the pics where it is looking away but the profile pic is pretty conclusive

Informacja pojawiła się błyskawicznie też na Tarsigerze: 


Tuesday December 31st 2019
Purple Gallinule, Porphyrio martinica
Corvo Azores
Very belated news; Purple Gallinule photographed new airstrip, Corvo 11th October 2017, 10th record for Azores
Sułtanka amerykańska Porphyrio martinica - 1-wsze stwierdzenie dla Corvo i 10-te dla Azorów wraz z mapką skąd ten osobnik mógł przybyć 

No i tak oto 1-wsza dla Corvo sułtanka amerykańska Porphyrio martinica stała się faktem już bezdyskusyjnym a my przeszliśmy do ptasiarskiej historii tej wyspy. Tak zupełnie niechcący 😉 . 

Kulik krótkodzioby do Holandii przywiązany

Gnieździ się na dalekiej północy Centralnej i Wschodniej Rosji by zimować w północnej Australii (kiedyś przecież Nową Holandią zwanej). Kulik krótkodzioby Numenius minutus, bo o nim mowa, w Europie (czyli WestPalu) pojawia się niezmiernie rzadko. Odnotowano dotychczas tylko 8 takich pojawów. W tym roku był już notowany w Szwecji (po dekadzie od ostatniej obserwacji). Kiedy na dzień przed Wigilią został wypatrzony w Holandii (9 stwierdzenie) zastanawiałem się czy będzie to ptak z tych "tłiczowalnych", bo ten ze Szwecji zniknął bardzo szybko. Okazało się, że był. Na szczęście Stara Holandia była dla niego na tyle gościnna, że przywitał tu Nowy Rok, dając wiele radości obserwatorom ptaków z całej Europy 😊.

W sobotę (28.12) koło południa na Dutch Rare Bird Alert pojawia się wreszcie informacja - ptak jest !!! Jestem zdeterminowany żeby jechać, Kasia może trochę mniej. Nie ma się co dziwić bo w poniedziałek na 8 rano musi być już na dyżurze. W końcu jednak ulega 😉. Wyruszamy popołudniem. Na pewno musimy być tam skoro świt. Prawie 1300 km do pokonania. Kiedy w brzasku wschodzącego słońca w niedzielę mijam tabliczkę z napisem Schagen jest już pewne, że na miejsce ostatniej obserwacji kulika krótkodziobego z wczoraj dotrzemy tak jak planowaliśmy. Zapowiada się piękny słoneczny dzień, niestety noc była tutaj mroźna, co widać po szronie na polach. Czy to nie przegnało naszego obiektu ? Zatrzymujemy auto na poboczu wąziutkiej drogi, przy przejeździe kolejowym. Za chwilę pojawiają się kolejne auta i ludzie. Przybyli w tym samym celu co my. Dobrze, bo będziemy mieli też szybką informację, jeżeli ptak zmieni lokalizację. "Nasz" człowiek, niezastąpiony Thierry Jensen, również czuwa abyśmy z Holandii wrócili z tarczą. W powietrzu  pomimo zimna zaczyna się ruch, widać przemieszczające się czajki, mewy siwe lądujące na łące przy torach kolejowych. Przylatują też bataliony, siewki złote. W końcu do naszych uszu dociera fletowe "kuu-li, kuu-li". Nadlatują kuliki. Najpierw jedna grupa, potem pojawiają się następne. Przybywa ludzi. Przejeżdżający co jakiś czas pociąg początkowo płoszy ptaki, które po chwili wracają na łąkę. Później już nie reagują. Zastanawiające jest dlaczego wybrały akurat ten skrawek ziemi, blisko zabudowy i czynnych torów. Nie ważne, w końcu jest sygnał, że ktoś widzi kulika krótkodziobego !!! Robi się zamieszanie, bo nie wszyscy, z uwagi na ukształtowanie terenu mogą zobaczyć miejsce jego przebywania. Z pomocą przychodzi kolejny przejazd pociągu. Ptaki w górę i nasz kulik ląduje już na centralnej połaci zieleni. JEST !!! W okularze "swarowskiego młota" użyczonego nam przez Jacka Betleję możemy podziwiać tą "miniaturkę" kulika mniejszego.

Miejsca obserwacji kulika krótkodziobego Numenius minutus
Kulik krótkodzioby Numenius minutus
Kulik krótkodzioby Numenius minutus
Kulik krótkodzioby Numenius minutus
Kulik krótkodzioby Numenius minutus
Kulik krótkodzioby Numenius minutus
Kulik krótkodzioby Numenius minutus
Kulik krótkodzioby przez czas swojej obecności w Holandii ściągał tłumy "gapiów" z całej Europy (fot. Kasia Mikicińska)

Ptak intensywnie żeruje. Zadziorny ptaszek, co rusz wchodzi w "bójki" z białogłowym samcem bataliona. Pojawiają się wśród twitcherów znajome twarze. Przybiega Vincent Legrand, po chwili pojawia się Thomas i Helmut. Jest i Rafael Armada aż z Hiszpanii. Zjawia się też i ... patrol Policji. Panowie mundurowi są mocno zdezorientowani, co widać po ich minach. No trzeba przyznać, że trochę bałaganu na drodze jest. Samochody zaparkowane po obu stronach wąskiej ulicy Grote Sloot (w zasadzie to grobla z asfaltem), ludzie z lunetami (tak z 50 osób) zgromadzeni przy przejeździe kolejowym, a co niektórzy stojący i na torach czynnej, jakby nie było, linii kolejowej. No a przede wszystkim najbardziej dziwi ich chyba powód tego zgromadzenia 😉. Prowadzą jakieś rozmowy z Holendrami i odjeżdżają. Kulik cały czas daje się oglądać, niestety słońce świeci nam prosto w twarz, zdjęcia będą kiepskie. W końcu stado siewkowatych podrywa się i przelatuje na drugą stronę kanału. Przemieszczamy się i my w tłumie ptasiarzy. Tutaj jest już lepsze oświetlenie. Ptak odnajduje się dość szybko. Niestety szybko też zmienia lokalizacje. Jest już południe, musimy myśleć o powrocie. Mamy do zobaczenia jeszcze jeden gatunek - czuprynkę, kaczkę z dalekiej Syberii, która zimuje w południowo-wschodniej Azji. Na szczęście miejsce jej przebywania znajduje się po drodze w kierunku granicy niemieckiej. Zmęczenie daje jednak o sobie znać. Musimy się zdrzemnąć. Krótka drzemka niestety przerodziła się w dłuższy, bo ponad godzinny sen. Do Voorst mamy jeszcze godzinę jazdy a jest już grubo po 14-tej. Na szczęście słoneczna pogoda się utrzymuje, więc jest szansa, że na miejsce dotrzemy jak jeszcze "coś" będzie widać. Na brzegu "jeziorka" De Grote Plas (rezerwat przyrody w dolinie rzeki Ijssel) wypełnionego różnej maści kaczkami pojawiamy się w ostatniej chwili. Samiec czuprynki w tej kaczej grupie na szczęście szybko rzuca się w oczy. Ptaki są daleko. W lunecie jednak możemy podziwiać kaczora i jego pióropusz z lotek trzeciorzędowych. Piękny. Czy powiększy nasze listy widzianych gatunków ? To już zależeć będzie od stanowiska holenderskiej Komisji Faunistycznej. Większość osobników tego gatunku widzianych w Europie trafia po orzeczeniach komisji rzadkości do grupy ptaków niewiadomego pochodzenia. Tak też było i z samcem czuprynki widzianym w zeszłym roku u nas na stawach w Spytkowicach. Niemniej na pewno warto było zajrzeć w to miejsce i popatrzeć na ten gatunek. Zdjęcia ? Zapomnij, choć jakieś jedno, na siłę, zamieszczam 😉.


Rezerwat Rammelwaard w dolinie Ijssel (fot. Kasia Mikicińska)

Czuprynka Mareca falcata. Coś tam można dostrzec, m.in. jasne plamy na podogoniu (podobnie jak u cyraneczki), ciemny pióropusz z lotek trzeciorzędowych, jasno popielaty grzbiet kontrastujący z ciemniejszymi bokami, kształt głowy szczególnie jej tył.



Ruszamy ku Polsce. Po całonocnej walce z kilometrami, zmęczeniem i uciekającym czasem Kasia zjawia się z niewielkim kilkunastominutowym spóźnieniem na dyżurze 😊. 

piątek, 22 listopada 2019

Powiało Afryką czyli zaliczamy kraskówkę afrykańską


Niezmiernie rzadko się zdarza aby zabłąkane ptaki z obszarów afrykańskiego Sahelu docierały do wybrzeży śródziemnomorskich. Sahara stanowi potężną barierę i zapewne jest bezlitosna. Czasami jednak niektóre osobniki mają farta a ich pojaw wzbudza poruszenie w świecie ptasiarzy. Tegoroczny początek jesieni sypnął dwoma mega gatunkami w Izraelu. Żołna białolica Merops albicollis pojawiła się w okolicach Ejlatu 13.sierpnia. Do dzisiaj gnębi mnie pytanie "Dlaczego nie pojechałem ?". Przecież było to dopiero jej 3 stwierdzenie w WestPalu (wszystkie po 2010 roku). W miesiąc później kolejne MEGA BOOM !!! I to MEGA MEGA !!! KRASKÓWKA AFRYKAŃSKA Eurystomus glaucurus. Wypatrzył ją 12. września w Karmija, żyjący w tym kibucu, Gabi Levitzky. To też dopiero 3 pojaw tego gatunku w WestPalu. Pierwszy od ... 1924 roku. Tego już przepuścić nie mogłem, tym bardziej, że był też cień szansy na nadrobienie żołny, której najwyraźniej spodobały się zbiorniki przy K20 koło Ejlatu (cały czas była stamtąd raportowana). Wraz z Pawłem Kołodziejczykiem podjęliśmy weekendowe wyzwanie i w sobotnio-niedzielną noc zjawiliśmy się pod bramą, oczywiście zamkniętą, kibucu Karmija, odległego o 70 km od Tel Avivu i tylko o niecałe 2 km od granic strefy Gazy. Pewne było, że kraskówka została na noc o czym poinformował nas podając szczegółowe informacje gdzie jej szukać "nasz człowiek" czyli Rami Mizrachi. Zapowiadało się na szybki "twitch". W planach było jeszcze zaliczenie sokoła śniadego (target dla nas obu) no i jakby czasu starczyło żołny białolicej (Paweł był na niej  już wcześniej). Te bardzo ambitne plany jak na kilkanaście godzin pobytu szybko zostały zweryfikowane. Przez kraskówkę. O świcie zjawiliśmy się ponownie pod bramą kibucu. "Gdy brama będzie zamknięta poczekajcie aż ktoś będzie wjeżdżał albo  wyjeżdżał wtedy przejedziecie" - doradzał Rami. Ten "podstęp" szybko się udał i już po chwili staliśmy na parkingu pod uschniętym drzewem, gdzie najczęściej przesiadywała dotychczas kraskówka. Dzień powoli zaczął budzić się do życia za sprawą rozwrzeszczanych aleksandrett obrożnych i senegalek czyli afrykanek żółtobrzuchych Poicephalus senegalus, które być może niebawem wejdą na listę izraelską jako gatunek z kategorii C. Póki co to one okupują suche konary.

Jedna z afrykanek żółtobrzuchych (albo senegalek) Poicephalus senegalus o brzasku
Te "zielone wrzaskuny" są wszędzie 😉


Kraskówki nie ma. Pojawia się Gabi, który zaprasza nas na krótką wycieczkę nad morze, bo podobno na kraskówkę jest jeszcze za wcześnie. Wrócimy do kibucu za jakieś 2 godziny i wtedy powinna być w tym miejscu. No cóż wierzymy Mu i po chwili wspólnie oglądamy ptaki przy lagunie Zikim. Fajnie jest oglądać 3 gatunki zimorodków w jednym miejscu czy egzotyczne majny brunatne ale nerwowo zerkam na zegarek. "Gabi wracajmy już proszę". "OK. Wracamy". Na parkingu spotykamy kolejnych kilku izraelskich ptasiarzy rządnych spotkania z kraskówką. Ich liczba będzie wzrastać z każdą godziną. Natomiast nas niepokoi brak owej kraskówki. Jesteśmy już trzecią godzinę, chodzimy po kibucu, rozglądamy się - nie ma. Czyżby pech ? 

Na izraelskim wybrzeżu jestem po raz pierwszy. W głębi "zasieki" - granica strefy Gazy
Zimorodek (Alcedo atthis)
Pankracjum nadmorskie (Pancratium maritimum) - w Izraelu roślina rzadka i chroniona
Pankracjum nadmorskie (Pancratium maritimum)
Czekamy cały czas z nadzieją
Kibuc Karmija od środka
Kibuc Karmija od środka
Na szczęście Gabi znajduje ją w godzinach południowych na suchych gałęziach drzewa rosnącego między budynkami kibucu. Za chwilę strzelają migawki aparatów kilkunastu ptasiarzy. Kraskówka ze stoickim spokojem pozuje bacznie zerkając na to co się dzieję na dole. Czekamy aż się przemieści pokazując barwne skrzydła. Uparta "bestia". Stoimy na prywatnym trawniku, który właścicielka rozpoczęła właśnie kosić. Najwyraźniej nie podoba jej się nasze towarzystwo i otwarcie daje temu wyraz wypraszając wszystkich bez wyjątku z jej terenu.

JEEEST !!!!
Kraskówka afrykańska (Eurystomus glaucurus)
Kraskówka afrykańska (Eurystomus glaucurus)
Kraskówka afrykańska (Eurystomus glaucurus)
Kraskówka afrykańska (Eurystomus glaucurus)

Nie czekamy już dłużej na jej przelot. Mamy kraskówkę zaliczoną, żegnamy się z Gabim i ruszamy w dalszą drogę. Niestety żołny białolicej już podczas tego wyjazdu nie zobaczę. Zabraknie czasu. Jedziemy bardziej na południe na sokoła śniadego. Docieramy do bram Parku Narodowego Ein Avdat. Za wstęp trzeba zapłacić po 28 szekli. No cóż chyba nie zbiedniejemy. Przed nami piękny, aczkolwiek surowy, pustynny krajobraz. Zjeżdżamy krętą drogą do parkingu przy którym spotykamy koziorożce nubijskie. Przed nami piesza wędrówka wzdłuż wapiennego, głębokiego wąwozu wyżłobionego przez wody rzeki Zin. Potwornie gorąco. Nad nami krąży rodzina ścierwników, para orzełków południowych a na występie skalnym wypatrujemy oznaczonego znaczkiem skrzydłowym sępa płowego

Surowy krajobraz pustyni Negev w Parku Narodowym Ein Avdat
To gdzieś na tamtych wzgórzach w kanionie  rzeki Hakev ma gniazdować sokół skalny. Tylko samochodem terenowym
Głęboki wąwóz rzeki Zin robi wrażenie
Koziorożec nubijski (Capra nubiana)
Koziorożec nubijski (Capra nubiana)
Dorosły ścierwnik (Neophron percnopterus) 
Para orzełków południowych (Aquila fasciata) - czyżby przy półce gniazdowej ?
Młody ścierwnik (Neophron percnopterus) z plastikiem
Sęp płowy (Gyps fulvus)
Niestety sokołów śniadych nie ma. Ich miejscem występowania jest sąsiedni kanion, do którego wiedzie szlak dla pojazdów tylko 4x4.  Przynajmniej tak jest napisane. Rami też nas przestrzegał. No ale mamy nie spróbować naszym skromnym autkiem ? Ujechaliśmy kilkaset metrów, skalny próg kończy naszą "ułańską szarżę". Tu sokołów nie zobaczymy. Czas ucieka. Mamy jeszcze jedną miejscówkę na sokoła śniadego. Trzeba dotrzeć do zbiornika Haimar przy skrzyżowaniu dróg 90 i 31. Tu sokoły śniade przylatują na polowanie łapiąc zapadające na nocleg jaskółki, pliszki czy też inny drobiazg. Czas nas goni. Nie możemy czekać dłużej niż do 17.00. Rzeczywiście powoli zaczynają pojawiać się coraz liczniej dymówki, brzegówki, jest też kilka rudawych.

Zbiornik Haimar - podobno miejsce polowań sokołów śniadych

Niestety musimy opuścić to miejsce zanim pojawiły się sokoły śniade. Z wywieszonymi językami, bo oczywiście kolejka do "spowiedzi" przed bramkami była masakryczna dotarliśmy do właściwego "gejtu". A tu okazało się, że lot będzie opóźniony o około 1,5 godziny. Tego nie dało się przewidzieć. Za to jest czas na zakup pamiątkowej, wyśmienitej chałwy.

                                                                                                            

Kraskówka afrykańska (Eurystomus glaucurus) zamieszkuje całą środkową część kontynentu afrykańskiego oraz Madagaskar. Zasiedla luźne drzewostany w otoczeniu otwartych obszarów trawiastych, bardzo chętnie w pobliżu wiosek. Jest migrantem wewnątrz obszaru swojego występowania a te przemieszczenia uzależnione są od okresów deszczowych i suchych. Wyjątkowo ptaki z Sahelu zapuszczają się poza stały zasięg swojego występowania. Poza dwukrotnymi stwierdzeniami na Wyspach Zielonego Przylądka w latach 1897 i 1924, martwego osobnika znaleziono w Egipcie na Adal Deep w rejonie Gabal Elba (ale poza granicami WestPalu) 30.10.2010 roku. 
Rozmieszczenie kraskówki afrykańskiej



wtorek, 24 września 2019

Tam gdzie benzyna tańsza od wody - część II


Dzień 1 - Poszło jak z płatka

Nie ma to jak przetarte już szlaki, chociaż zawsze dochodzą nowe elementy. Można już napisać, że tradycyjnie docieram do Kuwejtu przez Dubaj.  Nie nastawiałem się już na jakiekolwiek oglądanie Dubaju nocą, chciałem po prostu jak najszybciej dotrzeć na międzynarodowe lotnisko (DXB). Trochę zamieszania z tym było, bo zdążyłem już dojechać autobusem miejskim do metra, gdzie utknąłem, bo metro na noc jest zamykane. W końcu okazało się, że między lotniskami kursuje darmowy shuttlebus odjeżdżający spod hali odlotów 😊. Wracam więc na Al-Maktoum. Wyprawa rozpoczęła się dla mnie pechowo bo na lotnisku w Dubaju "pozbyłem się" komórki no ale mam nadzieję, że limit nieszczęścia został już wyczerpany.
Lot do Kuwejtu trwa trochę ponad godzinę mimo to linie Kuwait Airlines karmią i poją 😀. Pekka trochę się spóźnił, ale co najważniejsze dotarł i mogłem już bezstresowo skupić się na odhaczaniu interesujących mnie gatunków. Na pierwszy ogień wizytujemy Shaheed Park. W tym znanym mi już z zimy parku, na niewielkim, praktycznie całkowicie wyschniętym oczku wodnym z trzcinowiskiem (29.373529, 47.995249), miał być trzciniak perski. I był 😃. Trudny do wypatrzenia no ale w końcu się udało. Dobry start. Poszukiwania dzierzby rdzawosternej okazały się bezowocne. Co ciekawe, nie było żadnych dzierzb, a przecież park słynie jako dzierzbowa miejscówka. Przemknął też srebnodziobek indyjski. Z ciekawostek wypatrzyłem białorzytkę saharyjską. Okazuje się, że do "gruby" gatunek w Kuwejcie 😀. 

Trzciniak perski (Acrocephalus griseldis) - jeden z gatunków topowych w Kuwejcie
Czapla purpurowa (Ardea purpurea) nad niewielkim parkowym zbiornikiem
Białorzytka saharyjska (Oenanthe leucopyga) - podobno rzadki gość w Kuwejcie

Zajeżdżamy nad zatokę przy Souq Shark. Tu taj nie ma problemu z zaparkowaniem samochodu. Jest szeroki pasaż dla pieszych z ławkami. Dobre miejsce na seawatching. Są rybitwy. Siedzą na metalowych konstrukcjach (bojach?) oddalonych o kilkaset metrów od brzegu. Bez trudu daje się dostrzec przez lunetę, nowe dla mnie, rybitwy bengalskie jak i, jakież wielkie, rybitwy złotodziobe. Niestety będzie bez zdjęć bo dystans daleki a i drgające powietrze nie pozwala na jakieś fotki. No cóż, póki co muszę się zadowolić tym co jest. Kormorana perskiego nie odnajdujemy.
Jedziemy na Green Island. Zaczyna być upalnie. Szukamy bilbila czerwonoplamego. Okazuje się, że jest to gatunek, który upodobał sobie jedno z drzew, na które wraca kilka razy na dzień (29.366110, 48.026756). Trzeba tylko cierpliwości. Rzeczywiście w końcu w grupie bilbili białouchych pojawia się jeden bilbil czerwonoplamy. Kolejny gatunek zaliczony 😊 .

Bilbil czerwonoplamy (Pycnonotus cafer) - jeden z gatunków po który jeździ się do Kuwejtu
Bilbil czerwonoplamy (Pycnonotus cafer)

W godzinach południowych mamy odpływ więc udajemy się nad zatokę Sulaibikhat. Na błocie siewek odpoczywających w trakcie migracji sporo ale sieweczek mongolskich ZERO. Najbliżej nas przeważają terekie, są też biegusy malutkie, rdzawe i krzywodziobe, kamuszniki a nawet pojedynczy krabożer, co o tej porze roku nie jest tu już takie oczywiste. 

Terekie (Xenus cinereus) i inne siewkusy w drodze na północne lęgowiska

Siewki żerują czas pomyśleć też i o naszych żołądkach. Lądujemy więc w najbliższym ... Mac-u. Och jak przyjemnie schłodzić się w klimatyzowanych pomieszczeniach. Pokrzepieni wracamy na ptasią trasę. Tym razem jedziemy do Jahry.
Parkujemy auto przed jakimś zaniedbanym, ogrodzonym terenem (29.352301, 47.673390). Za ogrodzeniem ogromna, studnia (zbiornik na wodę). Z jej środka po chwili wylatują łowiec krasnodzioby i ... podloty majny norowej. Po chwili pojawiają się i ptaki dorosłe, które zapewne żerowały na okolicznych terenach uprawnych. W takich to okolicznościach przyrody gniazduje ten gatunek. Hałaśliwe, jak to majny, rozlatują się po najbliższej okolicy. 

Młoda majna norowa patrzy w głąb studni skąd przed chwilą wyleciała - wracać do nory czy nie ?
Dorosła majna norowa (Acridotheres ginginianus) - kolejny sztandarowy gatunek dla Kuwejtu
Dorosła majna norowa (Acridotheres ginginianus)
Dorosła majna norowa (Acridotheres ginginianus)

Szybki strzał. Licznik cały czas bije . Jedziemy na południe do Al-Kout. Tutaj Pekka twierdzi, że też jest szansa na kormorana arabskiego. Przebijając się przez miasto trzeba naprawdę mieć dużo cierpliwości i czasu bo chyba nie ma tutaj za dnia pory, żeby nie było ogromnych korków. Wchodzimy na teren ogromnego arabskiego targowiska, gdzie można kupić też i dary morza. Niestety luneta na statywie i aparat fotograficzny sprawiają, że nie możemy opędzić się od przeróżnych ochroniarzy. Nie wolno filmować i fotografować !!! Pekka oczywiście tłumaczy po co się zjawiliśmy tutaj ale i jemu w końcu brakuje cierpliwości. W przerwie między wizytami ochroniarzy udaje się jednak wyrwać z tego obszaru nowy dla mnie gatunek: rybitwę arabską 😀. Dwa ptaki siedzą sobie na metalowej boi w kanale portowym. Niestety gatunek bez dokumentacji. Olewamy to miejsce. Okazuje się, że czujność ochrony skierowana jest prawdopodobnie na to aby nie kierować aparatu w stronę rafinerii znajdującej się mniej więcej na wysokości souku. I tak udaje mi się zrobić zdjęcie łodzi rybackich w porcie a w tle ... owa rafineria 😉.

Łodzie rybackie w porcie a w tle ... "oczko w głowie" ochrony rafineria

Pracowity dzień dobiega końca. Pekka podwozi mnie pod hotel, ten sam co zimą oczywiście ale już o innej nazwie - Sky Hotel. Pan w recepcji znajomy, też poznaje mnie od razu. Pokój tym razem zamek w drzwiach ma sprawny 😉. Ruszam na jakieś drobne zakupy do pobliskiego Carrefoura. Muszę przyznać, że dobrze jest mieć kierowcę i przewodnika. W ogóle nie odczuwam zmęczenia 😉.

Dzień 2 - W piaskowej burzy

Pogoda zmieniła się diametralnie. Silny wiatr ruszył w górę piach, który przysłonił niebo, stąd od razu trochę chłodniej. W takiej namiastce burzy piaskowej jedziemy na tereny rolnicze Pivot Farms w poszukiwaniu dzierzby rdzawosternej i modrzyka szarogłowego.
Większości z nas zapewne Kuwejt kojarzy się z piachem i pustynią. I de facto tak jest. Znajdują się jednak enklawy rolnicze. No ale jak to w Kuwejcie, większość obszarów jest wygrodzona i aby wjechać na jakiś teren trzeba pokonać szlaban albo zamkniętą bramę, gdzie czuwa „wartownik”. Tak było też w przypadku Pivot Farms. Pekka jest oczywiście znany, ale widać nie wszystkim. Pan wartownik, „Indianin” z Azji 😉, jak większość zatrudnionych w rolnictwie (i nie tylko), prosi aby połączyć go z jego bossem, oczywiście z telefonu Pekki. Po w chwili szlaban idzie w górę. Pekka postanawia, że jednak wrócimy i pojedziemy na drugą stronę. Przejeżdżamy dosłownie w poprzek ulicę by ponownie stanąć przed szlabanem i innym wartownikiem. Na nic mówienie, że nasz wstęp jest uzgodniony z szefem. Procedura została powtórzona. Te dwa obszary rolnicze o łącznej powierzchni ponad 1500 ha mają różnych właścicieli ale tego samego szefa ochrony. Możemy jechać. Wygrodzić taką powierzchnię to musiało być nie lada wyzwanie, ale czy większe od podporządkowania sobie pustyni pod uprawy ? Charakterystyczną cechą pól uprawnych jest ich kształt. Są to bardzo często ogromne okręgi. Szczególnie dobrze widać to na zdjęciach satelitarnych.


Pola uprawne na terenie Pivot Farms
Specjalnej konstrukcji deszczownie kręcąc się dookoła własnej osi nawadniają non stop rośliny. Co ciekawe intensywne nawadnianie gliniastej gleby powoduje, że w zagłębieniach terenu gromadzi się woda tworząc czasami siedliska wodno-błotne jakże chętnie zasiedlane przez ptaki a jeżeli dodać jeszcze wysadzanie obrzeży dróg polnych szpalerami drzew (dominuje tamaryszek, spotykana jest też kazuaryna) osłaniających uprawy przed zasypywaniem, to wszystko tworzy miejsca o dużej różnorodności gatunków. Uprawiana jest tu głównie lucerna, trawa na paszę i owies (to przynajmniej dostrzegam). Ale na obszarze tym właściciele postanowili co nieco także pohodować. Nie tylko bydło, owce, kozy czy wielbłądy. Można spotkać też i emu czy nawet … krokodyle. Mnie szczególnie jednak zabolał widok ogromnej woliery, gdzie trzymane są ptaki drapieżne: młody orzeł stepowy, myszołów wschodni i kilka kań czarnych. Łuski po nabojach oraz sztuczne kaczki unoszące się na wodzie są dowodem, że i postrzelać też tu można. Te negatywne obrazy dostrzegam na północnym obszarze pól.


Zwierzątko hodowlane
Specyficzne "zamiłowanie" do ptaków właściciela 😡
Wróbel domowy (Passer domesticus) na południu buduje gniazda na drzewach
Wiatr daje się we znaki nie tylko nam. Po drogach „przemieszczają się” pozrzucane gniazda wróbli, które tutaj gnieżdżą się normalnie, czyli na drzewach. Na terenach wodno-błotnych spotykamy kilka fajnych gatunków: dominują czajki stepowe ale są też i pojedyncze pary czajki indyjskiej oraz szponiastej. Szczudłaki wodzą już młode. Kilka terekii oraz łęczak uzupełniają listę siewkowatych. Pojedyncze dzierzby pustynne, gąsiorki, dzierzba białoczelna czy stado żołn modrolicych cieszą oko ale niestety nie powiększają mojej listy.


Czajka stepowa (Vanellus leucurus)
Szczudłak (Himantopus himantopus)
Czajka indyjska (Vanellus indicus)
Dzierzba pustynna (Lanius isabellinus) - samiec
Gąsiorek (Lanius collurio) - samiec
Dzierzba białoczelna (Lanius nubicus) - samiec
Przemieszczamy się na południową część pól. Szukamy cały czas dzierzby rdzawosternej. Póki co musimy zadowolić się stadem około 20 żwirowców łąkowych, podziwiać kolorowe żołny uwijające się między kwitnącymi akacjami. Spotykamy na naszym szlaku lokalnego ptasiarza Neila Toveya. Neil mówi, że widział dzisiaj dzierzbę rdzawosterną i wskazuje dokładną lokalizację. No niestety my nie mamy już takiego szczęścia. Za to mamy okazję obserwować trzy os. brodźca śniadego. To niezły gatunek w Kuwejcie.


Żwirowiec łąkowy (Glareola pratincola)
Brodźce śniade (Tringa erythropus)
Wracamy do klimatów morskich w odwiedzane już wczoraj miejsca. Chodzi głównie o sieweczkę mongolską bo w kormorana arabskiego powoli zaczynam wątpić. W zatoce Sulaibikhat trafiamy na przypływ ale siewek niewiele. Tej najbardziej mnie interesującej nie ma. Trochę mew cienkodziobych, pojedyncze rybitwy wielkodziobe i kilka rybitw bengalskich na tyle blisko, że liche fotki dokumentacyjne można zrobić. Poza tym kilka kulików mniejszych. Jedziemy na bulwar przy Souq Shark. Tutaj sukcesów też nie odnosimy. Pekka zajeżdża w jeszcze jedno miejsce na wybrzeżu. Jest to Rais al Ard - cypel z pięknym deptakiem prowadzącym do centrum naukowego. I to było dobre posunięcie, bo mogłem naoglądać się polujących rybitw bengalskich i złotodziobych do woli i z bliska.

Rybitwy bengalskie (Sterna bengalensis) i, większe, rybitwy złotodziobe (Sterna bergii) 
Rybitwa złotodzioba (Sterna bergii)
Rybitwa bengalska (Sterna bengalensis)


Dzień 3 - Co znaczy determinacja


Pogoda wróciła do kuwejckiej normy. Niepokoi mnie to, że mój licznik, po obiecującym pierwszym dniu, jakoś stanął w miejscu. Ostatnia szansa aby dzisiaj coś dorzucić. Jedziemy na północ do Liyah Reserve.
Po drodze zaglądamy na Mutla'a Ranch (29.550111, 47.710417) . O dziwo brama otwarta, nie ma wartownika. Pekka twierdzi, że to miejsce jest dostępne bez problemów. Nie jest to jakiś duży obszar, głównie uprawa palm daktylowych. Po chwili wyjeżdżamy przez przymkniętą tylko bramę na której jednym skrzydle, tak trochę złowieszczo, błyszczy nowiutki łańcuch z kłódką i kluczem. Teren za ogrodzeniem tworzą skupiska akacji oraz nagromadzone uschnięte powyrywane drzewa. Wydaje się idealne miejsce na dzierzby. Fakt. Po chwili mamy gąsiorka, dzierzbę rudogłową, pustynną i białoczelną. Brak ciągle tej dla mnie najważniejszej - dzierzby rdzawosternej. Skupiska suchych gałęzi upatrzyły sobie nie tylko dzierzby ale też turkaweczki czarnogardłe, że o sforze wychudzonych obszczekujących kundli nie wspomnę. Na szczęście nie są agresywne. W akacjach roi się od różnego "drobiazgu" ale prym wiedzie pleszka, w oczy rzucają się też muchołówki szare. Na bardziej szczegółowe przepatrzenie akacjowych zadrzewień jednak nie ma czasu. Wracamy do bramy. I co ? Brama zamknięta owym wspomnianym nowiutkim łańcuchem. Jedziemy do kolejnej bramy. Tu spotykamy taką samą przeszkodę. Na szczęście samochód Pekki to duże Mitsubishi stąd dajemy radę wydostać się przez pustynne wertepy do drogi. Łatwa dostępność do Mutla'a Ranch z dniem dzisiejszym wydaje się że przeszła do historii. 

Turkaweczka czarnogardła (Oena capensis) - samiec
Słońce coraz wyżej. Robi się upalnie. Dojeżdżamy do bram Liyah Reserve. Wjeżdżamy w południową część ogromnego pustynnego obszaru, oczywiście ogrodzonego, na którym ma odradzać się naturalne siedlisko pustynne z typową roślinnością i światem zwierząt. Po deszczach widać, że paski trochę ożyły za sprawą kęp kwitnących żółto astrowatych Launaea mucronata. Co jakiś czas mijamy uciekające niezgrabnie do swoich nor blisko metrowe biczogony egipskie Uromastyx aegyptia microlepis. Skoro jest pustynia nie może zabraknąć i jej "jednogarbnych okrętów" snujących się w kilku grupach. 

Bezkresne (ale ogrodzone) pustynne obszary Liyah Reserve
Dorodny biczogon egipski (Uromastyx aegyptia microlepis)
"Jednomasztowe okręty" pustyni

Wokół pustynnego wzgórza ciągnie się kilkukilometrowy, pustynny trakt obsadzony akacjami. To kolejne miejsce idealne dla dzierzb. Początek jednak gasi optymizm. Jedziemy dobry kilometr i nie widzimy nie tylko dzierzb ale i żadnych innych ptaków. W końcu pojawiają się dwie pleszki a za chwilę samiec dzierzby rudogłowej, który otworzył "worek" z dzierzbami. W pół godziny mamy 6 gatunków dzierzb: oprócz rudogłowej, czarnoczelną, białoczelną, pustynną, gąsiorka no i wreszcie tą dla mnie najważniejszą - rdzawosterną. Wyjeżdżam więc z "tickiem" z tej "dzierzbolandii"😊. Do listy wyprawowej dochodzi jeszcze krętogłów.

"Dzierzbolandia" w Liyah Reserve
Dzierzba rudogłowa (Lanius senator)
Dzierzba rdzawosterna (Lanius phenicuroides)
Dzierzba rdzawosterna (Lanius phenicuroides)



Teraz kolej na modrzyka szarogłowego. Ponownie odwiedzamy północną część Pivot Fields. Strażnik przy szlabanie rozpoznaje nas więc nie wydziwia już z telefonowaniem do "bossa". Z niewidzianych tu wczoraj gatunków dochodzą dzisiaj śpiewające trzciniak perski i rokitniczki oraz zielonka. Modrzyk szarogłowy musi poczekać chyba na ... wizytę w Azerbejdżanie.
Pekka nie daje za wygraną. Ciągnie mnie ponad 100 kilometrów na południe w okolice Al-Zour . Tutaj spokojnie, bez natręctwa wszelkiej maści ochroniarzy możemy oddać się seawatchingowi. Ruch na morzu jest jednak znikomy. Zero mew i rybitw. Od czasu do czasu przemknie pojedynczy kormoran. Niestety nie ten, którego szukamy. Ciągną pliszki żółte w tym na pewno udaje mi się zobaczyć syberyjskie Motacilla flava lutea oraz świergotki rdzawogardłe. Niestety dzień mija bardzo szybko. Wracamy do stolicy. Zajeżdżamy do Al-Kout. Historia z naszej pierwszej wizyty się powtarza. Zanim jednak dopadnie nas sfora strażników dostrzegamy na tej samej metalowej konstrukcji co poprzednio dwie rybitwy arabskie (pewnie te same). Nawet udaje mi się cyknąć jakieś zdjęcie. W kanale portowym polują dwie rybitwy czubate. Nie ma sensu ciągle się tłumaczyć. 

Rybitwy arabskie (Sterna represa)
Jedziemy jeszcze do Souq Sharq. Ostatni skan metalowych konstrukcji wystających z morskiej wody. Nie interesują nas już mewy czy rybitwy, szukamy tylko kormoranów. Są. Na jednej konstrukcji siedzi ich 6 osobników. Na "pierwszym piętrze" z całą pewnością 4 kormorany czarne, "piętro" niżej oprócz czarnego jeszcze jeden jakiś odmienny. Odległość spora ale widać w lunecie, że głowa wraz z dziobem oraz szyja jakieś takie "slim", a i na skrzydłach można dostrzec białe "perełki" w pokrywach. To nie jest kormoran czarny. To jest młody kormoran arabski !!! Prawdopodobnie tego samego ptaka raportowała z tego miejsca grupa z "Birdfindera". Pięknie kończy się ten dzień 😀. Odbębniliśmy całe 12 godzin. Czas podziękować mojemu przewodnikowi i się pożegnać. Jutro, tym razem via Amman, wracam do Europy.