piątek, 24 lipca 2020

Nocą w stropodachu

Ciepła, bezwietrzna, lipcowa noc. W jedynym bloku przy ul. Młyńskiej w Niepołomicach powoli gasną światła, mieszkańcy kładą się spać. W pewnym momencie światła latarni rzucają na ścianę bloku cienie trzech różnej wielkości sylwetek szybko przemieszczających się wzdłuż budynku, które znikają w jednej z klatek schodowych ... Toż to tylko MY: ja, Kasia Mikicińska i Kaziu Walasz czyli dzisiaj "brygada jerzykowa"😀. Docieramy na ostatnie piętro, gdzie przebieramy się w nasze śnieżnobiałe kombinezony robocze i zakładamy dodatkowe akcesoria ochronne. Teraz jeszcze tylko kilka metalowych szczebli drabinki i już jesteśmy, z naszymi "tobołami" w ciemnym labiryncie stropodachu - królestwie jerzyków. Kaziu bada tą kolonię już od 10 lat, ja z Kasią jesteśmy w tym miejscu drugi rok z rzędu. Dlaczego nocą ? To najlepsza pora i jedyna szansa na to aby połapać większą liczbę dorosłych ptaków, które powróciły na noc do kolonii i nie są w stanie uciec z powodu panujących ciemności.
Podział ról nastąpił już znacznie wcześniej 😉. Ja zakładam stały punkt obrączkarski, Kaziu buszuje po stropodachu wyłapując ptaki (te dorosłe i młode) a Kasia transportuje je do punktu obrączkarskiego czyli do mnie a następnie odnosi zaobrączkowane do Kazia. Stropodach jest podzielony na 9 komór, tak więc opróżniamy poszczególne komory i ptaki wracają w te same miejsca.
Stropodach nie jest bardzo nagrzany, dzień nie był z tych upalnych. Warunki są wręcz komfortowe. Buszując po stropodachu staramy się jak najmniej hałasować coby nie spowodować u lokatorów ostatniego piętra lęków, że u góry... straszy 👻👻👻 😉. 
W moje ręce trafiają pierwsze pisklęta. Są w różnym stopniu rozwoju. Najczęściej są już duże i lada dzień wyfruną w świat, ale też są i te znacznie mniejsze. W gniazdach, jak informuje Kaziu, trafiają się jeszcze nawet całkiem gołe i ślepe.

Punkt obrączkarski rozpoczął pracę fot. K.Walasz
Kasia dostarczyła kolejną partię jerzyków fot. K.Walasz
Trochę trzeba się natrudzić aby dokładnie ułożyć sierpowate skrzydło na linijce i odczytać jego długość
Połowa lipca a tu w gnieździe gołę i ślepe pisklaki fot. K.Walasz
Te pisklęta już dostaną obrączki fot. K.Walasz
Ta trójka już niebawem opuści stropodach fot. K.Walasz

Ten sezon wydaje się być bardzo dobry. Jest sporo piskląt. W  oczekiwaniu na kolejną dostawę w całkowitej ciemności rozmyślam o jerzykach. Jak to jerzyk stał się ostatnio naszym prawie narodowym ptakiem. Jak to włodarze miast i tych dużych i tych małych w świetle kamer prześcigają się w liczbie wieszanych budek lęgowych tym samym pokazując jak to walczą z plagą komarów. A jeszcze parę lat temu te same jerzyki w budynkach na terenie tych samych miast były masowo zamurowywane w szczelinach, gdzie miały gniazda. Zdarza się to i obecnie ale na pewno już w mniejszym stopniu. Jak to rodzą się samozwańczy eksperci od jerzyków którzy za pomocą społecznościowych mediów wciskają swoim "fanom" kit w postaci np. informacji, że jerzyk się nie pierzy bo całe życie lata 😂. No ale koniec rozważań bo pojawia się Kasia z następną partią jerzyków. Okazuje się, że godziny nocne upływają nam jak z bata strzelił i w zasadzie po zrobieniu 5 komór musimy kończyć bo zaczyna świtać. Kolejnej czyli dzisiejszej nocy dokończymy. Za pierwszym podejściem zrobiliśmy łącznie 44 pisklęta i tylko 15 ptaków dorosłych. Żaden nie miał geolokatora (przypominam, bo o tym pisałem już na blogu, że w latach 2014-15 założono 43 geolokatory ptakom dorosłym, do tej pory odzyskano tylko 3), żaden dorosły nie nosił obrączki (do dzisiaj 😉). No i tu jest pewna zagadka do rozwiązania. Dorosłych powinno być znacznie więcej licząc na gniazdo 2 osobniki. Tak więc widać, że nie wszystkie dorosłe wracają na noc do miejsc lęgowych. Czy to jest uzależnione od wieku ich potomstwa ??? Być może. Zobaczymy co przyniosą kolejne sezony. Wychodzimy z bloku. Świta. Za kilkanaście godzin wrócimy tu ponownie.

****

Kolejna noc i ten sam scenariusz. No prawie. Dzisiaj jesteśmy bez Kasi. Jest też jeden sektor do kontroli mniej. Trafiły nam się 2 dorosłe jerzyki z obrączkami 😀. Jeden z nich (YX00034) był obrączkowany jako dorosły w 2015 roku i dostał geolokator, który został mu zdjęty w 2019 roku. Drugi z nich (YX00425) dostał obrączkę jako dorosły w 2017 roku. Niestety zapas obrączek dzisiaj się nam skończył, tak więc nie wszystkie ptaki z możliwych zostały w tym roku zaobrączkowane, dzięki czemu ja mogłem wcześniej (przed 2 w nocy) zwinąć się do domu. W drugim podejściu zaobrączkowaliśmy kolejne 31 piskląt i tylko 2 dorosłe jerzyki. 

Swoista mieszanka jerzykowych pisklaków😉 fot. K.Walasz

Łącznie Kaziu w bieżącym sezonie doliczył się 33 gniazd z pisklętami (gniazda pewne). Piskląt łącznie w tym roku było 89. Znacznie więcej niż w ubiegłym sezonie. Z pisklętami jerzyków jest tak, że niektóre mają "owsiki" i łażą po stropodachu pakując się często do nie swoich "czarek gniazdowych". Takich "opuszczonych" gniazd w tym sezonie było 5-10. Swoją drogą ciekawe jak to jest z karmieniem takich "wędrowców". Czy karmią je ich rodzice czy też ci przybrani ? A może ci prawdziwi widząc puste gniazdo nie wracają już do stropodachu, co mogłoby częściowo tłumaczyć mniejszą od spodziewanej liczbę dorosłych ? Ot, tajemnice jerzyków 😏.



sobota, 18 lipca 2020

Pliszkowe podgatunki czyli dylematy twitchera

Pliszka siwa Motacilla alba jako gatunek zasiedla prawie cały obszar Palearktyki, od Grenlandii po Japonię, a nawet zachodni skraj Alaski. W obrębie tak ogromnego areału występowania wyodrębniono 9 - 11 podgatunków (w zależności od stosowanej systematyki; według IOC - 9). Pomimo, że ubarwienie pliszki siwej nie grzeszy feerią barw to mimo wszystko jednak podgatunki uderzają różnorodnością upierzenia. 

Rozmieszczenie 11 podgatunków pliszki siwej Motacilla alba (źródło: wikimedia; autor: L. Shyamal)  Wg systematyki IOC (v.10.1) podgatunek dukhunensis włączony jest do podgatunku nominatywnego alba, natomiast persica nie jest w ogóle wyodrębniony. 

Od wielu lat toczą się dyskusje i podejmowane są próby uporządkowania systematyki w obrębie pliszek, zarówno siwej jak i też żółtej. Część ornitologów uważa, że każdy z podgatunków powinien być traktowany jako odrębny gatunek. Inni twierdzą, że powinno się pogrupować pliszki siwe jako te "jasnopłaszczowe" i "ciemnopłaszczowe". Poczekajmy więc cierpliwie i dajmy szanse genetyce, która w ostatnim czasie "demoluje" ustalony od dawna "porządek" 😉. 
Być może w niedalekiej przyszłości dzisiejsze podgatunki, jeżeli nie wszystkie to przynajmniej niektóre z nich, zostaną podniesione do rangi gatunku. W każdym razie azjatyckie podgatunki (póki co) pliszki siwej (czy żółtej) są atrakcyjnym "kąskiem" dla tłiczerów. Warto mieć co niektóre w "worku" 😉.

***********

Panoszący się po świecie koronawirus nie pozwala w ostatnim czasie na jakieś wielkie podróżnicze szaleństwa i tłiczowanie w WestPalu. Ambitne plany poszły się ...., ale pojawiło się zielone światełko w tunelu i otwarto póki co granice "na zachód". Wraz z Pawłem Kołodziejczykiem (zabrałem jeszcze ze sobą mojego Tobiasza, wszak to wakacje) korzystając z tego "rozluźnienia" pognaliśmy więc ku Niderlandom, gdzie przy kanale Strypsche Wetering na północ od miasteczka Rockenje niedaleko Rotterdamu (51.884753, 4.098315) od końca maja obserwowana była pliszka (siwa) amurska Motacilla (alba) leucopsis. Areał lęgowy tej pliszki obejmuje centralne i wschodnie Chiny, wschodnią Rosję, Koreę i południowo-zachodnią Japonię. Zimuje od północnych Indii po południowo-wschodnią Azję. W WestPalu to dopiero 4 stwierdzenie (poprzednie w Anglii, Finlandii i Norwegii).

Błotnisto-piaszczyste łachy przy rozlewiskach kanału Strypsche Wetering po stronie zachodniej od drogi N496. 
Błotnisto-piaszczyste łachy przy rozlewiskach kanału Strypsche Wetering po stronie wschodniej od drogi N496. Najczęściej w tym miejscu pojawiała się dotychczas pliszka amurska
Na miejscu pojawiliśmy się w okolicach godziny 10. Zastaliśmy jednego ptasiarza, który nerwowo biegał z lunetą jednej strony ulicy na drugą. Widać gość jest mocno zdeterminowany 😉. Pogoda niestety zrobiła nam psikusa i przywitał nas sztormowy "wiaterek". Niedobrze, przy takiej pogodzie leciutka pliszka mogła zostać "niechcący przeniesiona" hen hen. Podziwiając różnorodny skład tutejszej awifauny, łącznie z "egzotami" czekaliśmy wytrwale wpatrując się co chwilę w odsłonięte piaszczysto-błotniste łachy. Towarzyszący nam początkowo ptasiarz w końcu zrezygnował. Co jakiś czas pojawiały się pojedyncze pliszki alba  podnosząc nam ciśnienie. 

Pliszka amurska wystawiła naszą cierpliwość na poważną próbę 
Nie tylko my obserwowaliśmy ale byliśmy też obserwowani przez dwie "holenderki" a w zasadzie to chyba powinno być już"niderlandki" 😉

Czekaliśmy w sumie 5 bitych godzin, aż w końcu... na południowym brzegu pojawiła się ONA. Najpierw, bardzo daleko w lunecie wypatrzył ją Paweł. Żerując wzdłuż brzegu przemieszczała się ku nam dając nadzieję na jako taką dokumentację zdjęciową. 

Pliszka amurska Motacilla (alba) leucopsis: całkowicie białe boki głowy i białe czoło sięgające aż do czubka głowy;  białe gardło i pierś a na niej czarny wyizolowany "śliniaczek"; wyraźny biały panel w skrzydle tworzony przez średnie i duże pokrywy; ciemny płaszcz i kuper; zewnętrzna sterówka całkowicie biała 

Naszym "znaleziskiem" dzielimy się z parą starszych twiczerów, którzy od dłuższego czasu wspomagali nas w znalezieniu tego ptaka i już chyba byli mocno zrezygnowani😉. Pliszka po kilkunastu minutach żerowania a następnie kąpieli, zerwała się i niesiona wiatrem przeleciała kilkaset metrów na północ w kierunku gospodarstw i zniknęła nam z oczu. Szukaliśmy jej jeszcze przez jakiś czas przy pasących się koniach, krowach i owcach ale bez sukcesu. W końcu trzeba było się zdecydować na rozpoczęcie powrotu. Paweł musiał rano zameldować się w pracy. Nie spóźnił się 😀.

Raz na wozie raz pod wozem czyli Hiszpania po raz n-ty

Kiedy pakowałem się do samolotu lecącego do Sevilli nie sądziłem, że będzie to mój ostatni tej wiosny wypad na podbój WestPalu, że za kilkanaście dni takie "małe cholerstwo z wypustkami" postawi na głowie cały świat. Zarówno ten duży, jak i ten mój, mały świat ptasio-podróżniczy, niwecząc ambitne plany na tą wiosnę. Pozostaje wierzyć, że "Jeszcze będzie przepięknie. Jeszcze będzie normalnie"

etap I - Bonanza bez Cartwrightów 5 - 6 luty

Miała na mnie poczekać 😉. Obrała sobie jako miejsce pobytu mało atrakcyjne laguny w miejscowości Bonanza, na skraju kultowej w świecie ptasiarskim Doñany. Młoda sułtanka afrykańska Porphyrio alleni. Fajnie byłoby odhaczyć kolejną sułtankę z innego kontynentu. Chyba się rozmarzyłem 😊. Z lotniska, jak zwykle korzystając z wypróbowanej już wypożyczalni "Centauro", pędzę wybranym przez nawigację szlakiem. Mój "nawigator"poprowadziła mnie jakimiś polnymi, gruntowymi drogami między różnorodnymi uprawami do wielkiej sortowni (przechowalni) warzyw kombinatu rolniczego "Frusana". Jestem na miejscu (36.809714; - 6.325312). Mam jeszcze godzinę do wykorzystania przed zapadnięciem ciemności. Woda przy kombinacie na pierwszy rzut oka nie robi dobrego wrażenia. Obrzeża to prawdziwe wysypisko śmieci. Na tafli dostrzegam jednak kilka sterniczek Oxyura leucocephala, jest i... modrzyk Porphyrio porphyrio, w zaroślach drze się wierzbówka Cettia cetti. Są łyski Fulica atra, kokoszki Gallinula chloropus...tej afrykańskiej jednak póki co nie ma 😟. Docierają też dwaj ptasiarze z Nottingham. Fajnie. Jest więcej par oczu. Niestety w obliczu nadchodzących ciemności nasza percepcja wzrokowa ma ograniczone możliwości. Na dziś koniec walki. Jadę więc do miasteczka po jakiś prowiant. Jeszcze tylko muszę znaleźć ustronne miejsce na nocny spoczynek 😉. Wybieram teren przy drodze prowadzącej na solniska w Doñanie. Sen przychodzi bardzo szybko.

Modrzyk (Porphyrio porphyrio) o zmierzchu
Pełnia nad Doñana

****
Skoro świt wracam nad "bajorko". Skład gatunkowy nie uległ zmianie. Niestety. To oznacza, że sułtanka afrykańska się wyniosła (albo ją coś zjadło). Trzeba przełknąć gorycz porażki. 

Lagunas de Bonanza o świcie bez sułtanki afrykańskiej
Kaczor sterniczki (Oxyura leucocephala) na otarcie łez 😉

Jadę na solniska w Doñanie. Tam jest szansa na flaminga małego Phoeniconaias minor. Niestety nie mam ze sobą lunety. Liczę, że ktoś się może pojawi. Póki co krążę wzdłuż grobli próbując wśród grup flamingów wypatrzyć tego jednego, jedynego. Docierają też "znajomi z Nottingham", więc jest i luneta 😀. Po kilku godzinach wypatrywania, skanowania różowych stad, kolejna porażka staje się faktem. Koledzy z Anglii jadą na sępa plamistego Gyps rueppelli w okolice Bolonii, ja wracam na lotnisko. 

Doñana bez wątpienia królestwo flamingów różowych (Phoenicopterus roseus) 
Krwawodziób (Tringa totanus)
Piaskowiec (Calidris alba)
Żerujące flamingi różowe (Phoenicopterus roseus)
Sieweczka morska (Charadrius alexandrinus)
Krwawodziób (Tringa totanus)

Mewa cienkodzioba (Chroicocephalus genei) w szacie przejściowej I.zima/I.lato 
Dorosła mewa cienkodzioba (Chroicocephalus genei)
"Kopalnia" soli morskiej Alabasia 

etap II - Gran Canaria  7 - 8 luty

No cóż, hiszpański interior nie był dla mnie łaskawy. Liczę, że słoneczna Gran Canaria odwróci tą złą kartę. Cel: kraska abisyńska Coracias abyssinica, którą zwiało z kontynentu afrykańskiego i która "zacumowała" w samej stolicy wyspy. To 12 stwierdzenie w WestPalu a 2 dla "Kanarów". A jak do celu ? A ekonomicznie 😊. Za 3 Euro autobusem linii 60 z lotniska do dworca autobusowego Santa Catalina a stamtąd pół godziny spacerkiem.
Docieram do Paseo Chil. Po drugiej stronie ulicy skarpa, z "przyklejonymi" do niej kilkoma domami. Jeszcze tylko trzeba się tam wdrapać. Człap, człap. Uff !!! Jestem na wzniesieniu. Oczom mym ukazuje się mało ciekawy krajobraz jakiegoś obszaru ruderalnego, porośniętego z rzadka opuncją i czymś tam jeszcze. Niewątpliwie miejsce spotkań lokalnej "śmietanki towarzyskiej" o czym świadczą liczne ślady. Co bardziej dogodne miejsca zajęte pod "apartamenty". Jakoś tak swojsko. Prawie tak jak u nas w takich miejscach. Tylko te krzaki jakieś inne. Jeszcze raz sprawdzam fragment ortofotomapy ze wskazówkami przesłany mi przez Marcosa Benito, który fotografował kraskę w tym miejscu 3 dni temu. Nie ulega wątpliwości.To tu.  


Gdzieś tutaj kraska abisyńska podobno wylatuje na "szamanko"
Jeden z "apartamentów" i to z jaką panoramą 😉
Zabudowa "afrykańska" z kluczowym, czerwonym domem


Obchodzę to gruzowisko raz, drugi raz. Kraski nie ma. Nie ma też nikogo innego oprócz mnie, kto byłby zainteresowany skrzydlatym przybyszem z Afryki. No temu się akurat nie dziwię. Ptak siedzi (z nadzieją używam czasownika w czasie teraźniejszym) tu już od 14 stycznia. Pewnie wszyscy co mieli go zobaczyć - już go zobaczyli. Rozglądam się po okolicznych słupach z okablowaniem wszak na wielu zdjęciach z tego miejsca, kraska była właśnie fotografowana kiedy siedziała na drutach. Niestety. Ale Marcos zrobił jej zdjęcia na tle czerwonego budynku. Siedząc na jakimś kamieniu lampię się więc w tą czerwoną "afrykańską architekturę". Przy budynku prowadzi ścieżka - skrót, na której panuje dość duży ruch.
Mijają kolejne kwadranse. Pojawiła się jak zjawa. Nagle, nie wiadomo skąd. Zobaczyłem ją siedzącą na szczycie anteny telewizyjnej tegoż właśnie czerwonego budynku. Po jakiejś chwili  ptak zaczął się przemieszczać siadając na szczytach masztów antenowych, wystających metalowych konstrukcjach, na krawędzi muru, ale ciągle w obrębie "afrykańskiej zabudowy". A że był mało płochliwy zrobienie fajnych zdjęć nie nastręczyło praktycznie żadnych trudności. Chyba też "odkryłem" dlaczego trzymała się tak chętnie tego czerwonego budynku. Ludzie przechodzący ścieżką wypłaszali "żywe białko", które zlatując na ziemię chwytała i konsumowała. 

Kraska abisyńska (Coracias abyssinica). I już wtedy byłem szczęśliwy. Nie sądziłem, że będzie ...
...aż tak, a nawet lepiej 😉. Kraska abisyńska (Coracias abyssinica)
Kraska abisyńska (Coracias abyssinica)
Kraska abisyńska (Coracias abyssinica)
Kraska abisyńska (Coracias abyssinica). Portrecik ? Proszę bardzo. 
Kraska abisyńska (Coracias abyssynica). No to fruu na czerwony murek

Zostawiam kraskę. Czas na zaplanowanie dalszego ciągu mojej "wyprawy". Ponieważ nie miałem wykupionego biletu powrotnego, a z kraską poszło mi dość łatwo, choć początki tego nie zapowiadały, postanowiłem zmierzyć się ponownie z .... niebieską ziębą z Gan Canarii czyli endemiczną ziębą czarnoczelną Fringilla polatzeki. Jak to mówią do trzech razy sztuka 😉.
Tą samą komunikacją publiczną powróciłem więc na lotnisko. Spokojnie opracowałem plan podróży powrotnej do Polski i dokonałem zakupu biletów. Mam trochę więcej niż dobę na zaliczenie zięby. Aby osiągnąć ten cel muszę dysponować na pewno kilkoma "narzędziami". Po pierwsze - samochód. W rejon obszaru piknikowego Llanos de La Pez co prawda kursują autobusy (13, 303, 305 szczegółów już nie sprawdzałem) no ale dla mnie samochód to też "hotel". Po drugie - przydałoby się nagranie głosu godowego tej zięby. Na xeno-canto nagrania ukryte. Pozostaje napisać do Eduardo Garcia del Rey z prośbą o pomoc. Po trzecie - zrobić drobne zakupy prowiantu, a przede wszystkim picia.
Czekam cierpliwie na lotnisku aż wybije odpowiednia godzina rozpoczynająca zaplanowaną "moją dobę" wypożyczenia samochodu. Poszło bardzo sprawnie i szybko. Pan z "CICAR" wręcza mi kluczyki od białej renówki. No to jazda w górę. Gwiaździste niebo wróży dobrą pogodę. Dojeżdżam do "picnic area". W świetle samochodowych lamp widzę porozstawiane namioty. No tak, przecież zaczyna się weekend. Zatrzymuję się na poboczu. Wpatrzony w niebo szybko zasypiam.
Poranek okazuje się być dość rześki. Eduardo przysłał mi nagranie. Niestety w aplikacji na iphona. Zgrałem więc z xeno-canto głos zięby modrej Fringilla teydea z Teneryfy. Przecież jeszcze nie tak dawno obie zięby były jednym gatunkiem. Tak wyposażony ruszyłem w kanaryjską sośninę obierając kierunek na Refugio Diaz Bertrana. Obszar ten zamieszkuje też "nasza" zięba Fringilla coelebs z podgatunku canarensis, odzywająca się dość podobnie jak endemiczne "niebieskie zięby". Zaraz za płaskim obszarem campingowym teren zaczyna się lekko wznosić i pojawiają się skupiska gęstych zakrzaczeń tworzonych  przez m.in. lucernę drzewną (chyba). Słońce jeszcze nie dotarło w tą część zalesionych stoków. Stojąc w tej gęstwinie zaczynam odtwarzać śpiew zięby modrej. Po chwili słyszę blisko mnie głos. Takie sobie "bziakanie". Brązowawy ptak przelatuje w gęstwinie i znika. Myślę sobie pewnie samica zięby canarensis. Po chwili jednak wraca. Chodząc po ściółce cały czas odzywa się tym swoim "bziakaniem". Wreszcie mogę go sobie dokładniej obejrzeć. Od razu rzuca mi się w oczy masywny, szaroniebieski dziób. No to chyba jestem w domu 😀. To nie jest dziób "naszej" zięby. Po chwili ptak wskakuje na gałązkę krzewu pokazując kolorową biżuterię. Na lewej nóżce metal a nad nim żółty plastik, na prawej na dole fioletowa a nad nią czerwona obrączka plastikowa. W upierzeniu można było dostrzec niebieski odcień w niektórych jego partiach. No to już wszystko jasne. Samczyk zięby czarnoczelnej w wieku 2. Popatrzeliśmy jeszcze na siebie przez kilkanaście sekund po czym ptak się oddalił. Pewnie, szkoda, że nie jest to osobnik dorosły, ale nie ma co wybrzydzać 😊. Wreszcie zięba czarnoczelna trafia na moją listę. Eduardo napisał, że ptak był zaobrączkowany w rejonie zapory Los Hornos, a więc niedaleko stąd.
Słońce zaczyna oświetlać korony sosen, robi się ciepło. Słyszę śpiew zięby dochodzący z sosen rosnących niżej, może sto metrów od wcześniejszego miejsca. No, "mój" samczyk się rozśpiewał na całego. 

Zięba czarnoczelna (Fringilla polatzeki) samiec w wieku 2 - pierwsze spotkanie
Zięba czarnoczelna (Fringilla polatzeki) samiec w wieku 2 już w słońcu

No cóż można powolutku wracać na wybrzeże. W Ayacata w lokalnym barze "Casa Melo" (to na parkingu przed tym lokalem "walczyłem o przetrwanie" podczas ostatniej próby zaliczenia zięby) funduję sobie w nagrodę skromny, lokalny, posiłek. Zupełnie na luzie zjeżdżam sobie malowniczą drogą nr w kierunku wybrzeża zatrzymując się co jakiś czas na podziwianie górskich krajobrazów. A naprawdę jest na czym oko zawiesić.

Lokalny specjał - ziemniaki w skórkach z pysznym sosem pomidorowym czyli 

Papas arrugás con mojo rojo
Monumentalne skały z punktu widokowego de la Goleta: El Fraile i Roque Nublo
Ciąg dalszy pięknych widoczków cieszących oczy

etap III - Barcelona - 9 luty

Zaplanowałem powrót przez Barcelonę bo była szansa na zaliczenie jeszcze jednego gatunku, co prawda z mało szlachetnej kategorii C, ale mimo wszystko. Rozchodziło się o astrylda ciemnorzytnego Estrilda troglodytes, który zadomowił się w Putxet Parku. Miałem sporo czasu aby zaplanować przemieszczenie się na tą miejscówkę komunikacją publiczną. Sprawa okazała się banalnie prosta. Z lotniska autobusem nr 46 na Plaça d´Espanya, stamtąd 5 minutowy spacerek na drugą stronę placu czyli na Carrer de Tarragona, skąd odjeżdża autobus D40. Po 25 minutach jazdy wysiadam na przystanku Riera de Cassoles przy Plaça de Lesseps. Teraz przede mną kwadrans drałowania pod górkę. Docieram do bramy parku u wylotu Carrer d'Homer. Park nie jest duży, położony na wzniesieniu. Od razu kieruje się na podobno ulubione miejsce astryldów (41.408298, 2.142861). Piszę astryldów bo oprócz interesującego mnie astrylada ciemnorzytnego, występuje tu też, bardzo podobny, astryld falisty Estrilda astryld. Kontakt z astryldami nawiązuje bardzo szybko. Stado ptaków zlatuje się na puszczony głos z odtwarzacza. Bardzo ruchliwe, ciężko jest je uchwycić w obiektywie w taki sposób aby bez wątpienia określić z jakim gatunkiem mamy do czynienia. W końcu, za którymś podejściem, się to udaje. Przy astryldach udaje się też wypatrzeć parę raniuszków z podgatunku taiti, czubatkę oraz sosnówkę z podgatunku vieirae.

Astryld ciemnorzytny (Estrilda troglodytes) - tick 👍
Raniuszek (Aegithalos caudatus taiti)
Sosnówka (Periparus ater vieirae)

Jednak prawdziwymi władczyniami parku są krzykliwe mnichy nizinne Myiopsitta monachus. Park położony jest przy zabudowie blokowej. Współczuję mieszkańcom. Hałas jaki czynią od świtu te pierzaste cholery może wyprowadzać z równowagi 😉. Mnichy upodobały sobie stare wysokie iglaki w koronach których budują swoje gniazda, a że gniazdują kolonijnie, owe budowle osiągają duże rozmiary. 

Putxet Park - jedno z wielu gniazd mnich nizinnych (Myiopsitta monachus)
Putxet Park - jedna z kolonii lęgowych mnich nizinnych (Myiopsitta monachus)
Mnichy nizinne (Myiopsitta monachus) przy gnieździe - nie ma szans na ciszę 😉

Schodzę w kierunku przystanku autobusowego przy Plaça de Lesseps. Rozpoczynam powrót do kraju. Nie udało się odhaczyć wszystkich zaplanowanych gatunków ale z tego co się udało jestem zadowolony. Adios España ! Hasta la proxima vez.


środa, 8 stycznia 2020

Historia pewnej "kokoszki"

Niewątpliwie końcówka roku 2019 ptasio sprawiła mi wiele radości. O największej dowiedziałem się via email.
Śledzący mojego bloga zapewne pamiętają o tajemniczej "kokoszce", którą wraz z Kasią wypatrzyliśmy na Corvo 11.10.2017 roku ? Jeżeli nie, odsyłam do opisu jak to było, tutaj: 


https://stanislawczyz.blogspot.com/2017/10/corvo-udany-sezon-nr-4.html

W zasadzie sprawa można powiedzieć została zamknięta. Nam pozostał w pamięci ten piękny niebieski kolor piór podrywającego się do lotu ptaka skrzący się w promieniach słońca. W każdym bądź razie czy to była "nasza" kokoszka Gallinula chloropus czy też niedawno wyodrębniona jako gatunek, jej nearktyczna kuzynka, kokoszka mała Gallinula angulata nie zostało rozstrzygnięte, bo jedynie w obrębie tych dwóch gatunków toczyła się debata. 
W mojej relacji z czwartego sezonu na Corvo nie wspomniałem, że tajemnicza "kokoszka" jeszcze mignęła w rejonie młynów i Zdenkowi i Radkowi w następne dni. Ciekawe jest również i to, że Radek wysłał, na moją prośbę, zdjęcia "kokoszki" do PAC-a, ale spodziewanego rozstrzygnięcia nie było. 
Nikt z oglądających zdjęcia na gorąco, tam na Corvo, jak również i na moim blogu później (a czytało relację ponad 50 osób) specjalistów przecież 😉, nie pokusił się o zasianie ziarnka niepokoju, że może to było jeszcze coś innego ?
Minęły dwa lata. Sprawa odżyła w listopadzie 2019 roku. Peter Alfrey (odkrywca Corvo jako jesiennego raju dla ptasiarzy, będący w składzie portugalskiej Komisji Rzadkości) napisał do wszystkich Corvo Birdersów, aby wysyłać uzupełnienia do obserwacji stwierdzonych na wyspie gatunków w sezonie 2017. Napisałem i ja, bo o "kokoszce" nie było nic wspomniane w załączonym roboczym zestawieniu. Wysłałem też zdjęcia, te same oczywiście, które były już oglądane. Odpowiedź jaką otrzymałem ... powaliła mnie (a to nie jest takie proste 😉):

Hi Stanislaw and Katarzyna,

Thanks for the pictures- it's a Purple Gallinule by the looks of it and not a Moorhen. The plumage has a purple iridescence and the bill is relatively long and thick  with yellow tip and red base. A young bird can show a bi-coloured bill in October with purple plumage coming through.
I remember seeing pictures at the time but only one of the pics where it is looking away but the profile pic is pretty conclusive

Informacja pojawiła się błyskawicznie też na Tarsigerze: 


Tuesday December 31st 2019
Purple Gallinule, Porphyrio martinica
Corvo Azores
Very belated news; Purple Gallinule photographed new airstrip, Corvo 11th October 2017, 10th record for Azores
Sułtanka amerykańska Porphyrio martinica - 1-wsze stwierdzenie dla Corvo i 10-te dla Azorów wraz z mapką skąd ten osobnik mógł przybyć 

No i tak oto 1-wsza dla Corvo sułtanka amerykańska Porphyrio martinica stała się faktem już bezdyskusyjnym a my przeszliśmy do ptasiarskiej historii tej wyspy. Tak zupełnie niechcący 😉 . 

Kulik krótkodzioby do Holandii przywiązany

Gnieździ się na dalekiej północy Centralnej i Wschodniej Rosji by zimować w północnej Australii (kiedyś przecież Nową Holandią zwanej). Kulik krótkodzioby Numenius minutus, bo o nim mowa, w Europie (czyli WestPalu) pojawia się niezmiernie rzadko. Odnotowano dotychczas tylko 8 takich pojawów. W tym roku był już notowany w Szwecji (po dekadzie od ostatniej obserwacji). Kiedy na dzień przed Wigilią został wypatrzony w Holandii (9 stwierdzenie) zastanawiałem się czy będzie to ptak z tych "tłiczowalnych", bo ten ze Szwecji zniknął bardzo szybko. Okazało się, że był. Na szczęście Stara Holandia była dla niego na tyle gościnna, że przywitał tu Nowy Rok, dając wiele radości obserwatorom ptaków z całej Europy 😊.

W sobotę (28.12) koło południa na Dutch Rare Bird Alert pojawia się wreszcie informacja - ptak jest !!! Jestem zdeterminowany żeby jechać, Kasia może trochę mniej. Nie ma się co dziwić bo w poniedziałek na 8 rano musi być już na dyżurze. W końcu jednak ulega 😉. Wyruszamy popołudniem. Na pewno musimy być tam skoro świt. Prawie 1300 km do pokonania. Kiedy w brzasku wschodzącego słońca w niedzielę mijam tabliczkę z napisem Schagen jest już pewne, że na miejsce ostatniej obserwacji kulika krótkodziobego z wczoraj dotrzemy tak jak planowaliśmy. Zapowiada się piękny słoneczny dzień, niestety noc była tutaj mroźna, co widać po szronie na polach. Czy to nie przegnało naszego obiektu ? Zatrzymujemy auto na poboczu wąziutkiej drogi, przy przejeździe kolejowym. Za chwilę pojawiają się kolejne auta i ludzie. Przybyli w tym samym celu co my. Dobrze, bo będziemy mieli też szybką informację, jeżeli ptak zmieni lokalizację. "Nasz" człowiek, niezastąpiony Thierry Jensen, również czuwa abyśmy z Holandii wrócili z tarczą. W powietrzu  pomimo zimna zaczyna się ruch, widać przemieszczające się czajki, mewy siwe lądujące na łące przy torach kolejowych. Przylatują też bataliony, siewki złote. W końcu do naszych uszu dociera fletowe "kuu-li, kuu-li". Nadlatują kuliki. Najpierw jedna grupa, potem pojawiają się następne. Przybywa ludzi. Przejeżdżający co jakiś czas pociąg początkowo płoszy ptaki, które po chwili wracają na łąkę. Później już nie reagują. Zastanawiające jest dlaczego wybrały akurat ten skrawek ziemi, blisko zabudowy i czynnych torów. Nie ważne, w końcu jest sygnał, że ktoś widzi kulika krótkodziobego !!! Robi się zamieszanie, bo nie wszyscy, z uwagi na ukształtowanie terenu mogą zobaczyć miejsce jego przebywania. Z pomocą przychodzi kolejny przejazd pociągu. Ptaki w górę i nasz kulik ląduje już na centralnej połaci zieleni. JEST !!! W okularze "swarowskiego młota" użyczonego nam przez Jacka Betleję możemy podziwiać tą "miniaturkę" kulika mniejszego.

Miejsca obserwacji kulika krótkodziobego Numenius minutus
Kulik krótkodzioby Numenius minutus
Kulik krótkodzioby Numenius minutus
Kulik krótkodzioby Numenius minutus
Kulik krótkodzioby Numenius minutus
Kulik krótkodzioby Numenius minutus
Kulik krótkodzioby Numenius minutus
Kulik krótkodzioby przez czas swojej obecności w Holandii ściągał tłumy "gapiów" z całej Europy (fot. Kasia Mikicińska)

Ptak intensywnie żeruje. Zadziorny ptaszek, co rusz wchodzi w "bójki" z białogłowym samcem bataliona. Pojawiają się wśród twitcherów znajome twarze. Przybiega Vincent Legrand, po chwili pojawia się Thomas i Helmut. Jest i Rafael Armada aż z Hiszpanii. Zjawia się też i ... patrol Policji. Panowie mundurowi są mocno zdezorientowani, co widać po ich minach. No trzeba przyznać, że trochę bałaganu na drodze jest. Samochody zaparkowane po obu stronach wąskiej ulicy Grote Sloot (w zasadzie to grobla z asfaltem), ludzie z lunetami (tak z 50 osób) zgromadzeni przy przejeździe kolejowym, a co niektórzy stojący i na torach czynnej, jakby nie było, linii kolejowej. No a przede wszystkim najbardziej dziwi ich chyba powód tego zgromadzenia 😉. Prowadzą jakieś rozmowy z Holendrami i odjeżdżają. Kulik cały czas daje się oglądać, niestety słońce świeci nam prosto w twarz, zdjęcia będą kiepskie. W końcu stado siewkowatych podrywa się i przelatuje na drugą stronę kanału. Przemieszczamy się i my w tłumie ptasiarzy. Tutaj jest już lepsze oświetlenie. Ptak odnajduje się dość szybko. Niestety szybko też zmienia lokalizacje. Jest już południe, musimy myśleć o powrocie. Mamy do zobaczenia jeszcze jeden gatunek - czuprynkę, kaczkę z dalekiej Syberii, która zimuje w południowo-wschodniej Azji. Na szczęście miejsce jej przebywania znajduje się po drodze w kierunku granicy niemieckiej. Zmęczenie daje jednak o sobie znać. Musimy się zdrzemnąć. Krótka drzemka niestety przerodziła się w dłuższy, bo ponad godzinny sen. Do Voorst mamy jeszcze godzinę jazdy a jest już grubo po 14-tej. Na szczęście słoneczna pogoda się utrzymuje, więc jest szansa, że na miejsce dotrzemy jak jeszcze "coś" będzie widać. Na brzegu "jeziorka" De Grote Plas (rezerwat przyrody w dolinie rzeki Ijssel) wypełnionego różnej maści kaczkami pojawiamy się w ostatniej chwili. Samiec czuprynki w tej kaczej grupie na szczęście szybko rzuca się w oczy. Ptaki są daleko. W lunecie jednak możemy podziwiać kaczora i jego pióropusz z lotek trzeciorzędowych. Piękny. Czy powiększy nasze listy widzianych gatunków ? To już zależeć będzie od stanowiska holenderskiej Komisji Faunistycznej. Większość osobników tego gatunku widzianych w Europie trafia po orzeczeniach komisji rzadkości do grupy ptaków niewiadomego pochodzenia. Tak też było i z samcem czuprynki widzianym w zeszłym roku u nas na stawach w Spytkowicach. Niemniej na pewno warto było zajrzeć w to miejsce i popatrzeć na ten gatunek. Zdjęcia ? Zapomnij, choć jakieś jedno, na siłę, zamieszczam 😉.


Rezerwat Rammelwaard w dolinie Ijssel (fot. Kasia Mikicińska)

Czuprynka Mareca falcata. Coś tam można dostrzec, m.in. jasne plamy na podogoniu (podobnie jak u cyraneczki), ciemny pióropusz z lotek trzeciorzędowych, jasno popielaty grzbiet kontrastujący z ciemniejszymi bokami, kształt głowy szczególnie jej tył.



Ruszamy ku Polsce. Po całonocnej walce z kilometrami, zmęczeniem i uciekającym czasem Kasia zjawia się z niewielkim kilkunastominutowym spóźnieniem na dyżurze 😊.