piątek, 15 marca 2019

Jak to Radek zrobił mi laskę czyli krótka opowieść nie tylko dla dorosłych


Dawno, dawno temu... Prawdę powiedziawszy to nie pamiętam dokładnie, gdzie i kiedy zrodziło się to ekscytujące zobowiązanie. Mogę jedynie przypuszczać. Nie było mnie przy tym, chociaż żałuję, bo musiało to wyglądać zabawnie. Ale zanim do meritum troszkę wprowadzenia. 
Na koniec 2012 roku miałem na swojej liście WP 427 gatunków. Najlepszy, Ernie Davis z Anglii, ponad 800. Następny rok obrodził w wyjazdy zagraniczne, zarówno aspirujące do miana wypraw (długoterminowe), jak i tzw. "szybkie strzały" (1-3 dni). Rok 2013 zamknąłem liczbą 504 gatunków.  Bez wątpienia byłem wtedy najbardziej aktywnym ciułaczem gatunków wśród polskich ptasiarzy 😋. 
Skowronik rudawy (Ammomanes cinctura) - 04.12.2013 - Maroko - nr 500
Rok 2013 to też przecieranie szlaków przez pierwszą polską ekipę na Corvo (Radek Gwóźdź, Paweł Malczyk, Wojtek Miłosz, Zbyszek Kajzer, Marcin Sołowiej). Długie wieczory na wyspie sprzyjają wszak dysputom na różne, niekoniecznie poważne tematy, i sądzę, że właśnie tam padło Radkowe zobowiązanie.
Dochodzimy do meritum.
W męskim gronie, pewnie przy piwie, zaczęto plotkować o mnie i moich WestPalowych zdobyczach. Jedni wierzyli w moje możliwości, inni powątpiewali, sytuacja wręcz książkowa do zakładu. Radek rzucił więc w świat deklarację "Jak zrobi 700 zrobię mu laskę"  Ba! Co niektórzy poszli nawet znacznie dalej w swych erotycznych wizjach, prawda Pablo😉? Oczywiście deklaracja Radka natychmiast zaczęła żyć swoim życiem. Mój ptasiarski blog, gdzie na bieżąco aktualizowałem listę widzianych w WestPalu gatunków zaczął być nagle odwiedzany po kilkadziesiąt razy na dzień. A ja parłem do przodu i w kolejnym, 2014 roku dorzuciłem kolejne prawie 70 gatunków, a w 2015 roku przekroczyłem w West Palu, 600 gatunków. Oczywiście wszyscy, będący w temacie, deklarację Radka a jakże pamiętali i przypominali Mu ją przy każdej nadarzającej się okazji. 

Lelek egipski (Caprimulgus aegyptius) - 01.04.2015 - Maroko - nr 600 
W następnych latach przyrost liczby gatunków na mojej liście nie był już tak dynamiczny. Zbyszek Kajzer rzucił przy jakiejś okazji, stworzenie funduszu wspierającego moje wyjazdy, abym czym prędzej te 700 gatunków osiągnął, bo to jednak głównie o brak funduszy rozbijała się ta moja mniejsza aktywność w tym czasie. Jaka szkoda, że się ta inicjatywa nie przyjęła 😔. 
W końcu nastał 2018 rok, w który wszedłem liczbą 682 gatunków. Do zrobienia pozostało tylko, a może aż, 18 gatunków. Postanowiłem więc, że te 700 w tym roku paść musi !!! Tym bardziej, że na wiosnę, jako pierwszy polski ptasiarz 700 gatunków w WestPalu przekroczył Jacek Tabor. Moje plany wypaliły no i na mojej liście jako nr 700 - pojawił się dżunglotymal afgański* 😃.

Dżunglotymal afgański (Turdoides huttoni) - 08.12.2018 - Kuwejt - nr 700

Radek mógł w końcu swoje zobowiązanie spełnić.  Nie wiedziałem do końca, co ale byłem pewien, że coś tam kombinuje. Miałem "coś" otrzymać podczas jakiegoś spotkania w szerszym gronie ptasiarskim, ale ponieważ w takich okolicznościach jakoś nie mogliśmy się spotkać, dostałem w końcu to (na szczęście nie tym 😉) pod domem. 



RADEK 
ZROBIŁ MI LASKĘ !!! 


Kostur, na 146 cm długi, z wypisaną ręcznie, czarnym flamastrem, moją listą 700 gatunków ptaków !!! 











Przyznam, że się troszkę wzruszyłem. To bez wątpienia, najpiękniejsza pamiątka związana z ptakami jaką dotychczas otrzymałem. Na kosturze jest jeszcze dużo miejsca - na pewno zmieści się tam kolejna setka gatunków. Radek obiecał, że mi je dopisze, ja ma m tylko "wziąć się do roboty" 😉. 

DZIĘKUJĘ RADKU !!!!

Tak oto historia ekscytująca ptasiarski świat dobiegła końca. Niektórzy zapewne są rozczarowani 😄. Ja póki co idę dalej, 800 to poważne wyzwanie 😊. Panowie i Panie może jakieś zobowiązania, zakłady 😉 ?


Oto jak "rosła" moja lista gatunków dla WestPalu w poszczególnych latach. Linia czerwona - nowe z Polski, linia żółta - nowe spoza PL, słupki - łącznie

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------    
* niestety, ciągłe roszady w listach gatunkowych, skreślanie jednych gatunków bo przestały być gatunkami, dopisywanie innych, nowych powoduje, że ciężko jest tak na dłużej zaprowadzić porządek w kolejności widzianych gatunków. No ale przecież to tylko zabawa 😉. Już dzisiaj wiem, że nr 700 na mojej liście stał się ... krabożer (według Birdwatching.pl) bo rangę gatunku stracił kulik kanadyjski, a z kolei na Netfugl.dk mam ... 699 gatunków, bo wyrzucono z listy dodatkowo jeszcze 2 gatunki z kategorii C w Niemczech: gęś łabędzionosą i amazonkę żółtoczelną. Radek, czyżbyś musiał robić drugą laskę ? 😀


poniedziałek, 18 lutego 2019

Wśród "morsów" i łysek zrodził się pomysł


Zbiornik Pogoria III w Dąbrowie Górniczej nie był mi dotychczas znany. Pomimo niewielkiej odległości od mego miejsca zamieszkania, jakoś nie znajdywałem motywacji do odwiedzin. Zmotywował mnie Radek Gwóźdź, prosząc z dalekiego Iranu, abym sprawdził zgłoszenie od Straży Miejskiej, czy przy molo jest jakiś osłabiony, wymagający pomocy, łabędź niemy. Wykorzystując piękne niedzielne przedpołudnie pojechaliśmy więc z Kasią "na ratunek". Spośród kilkudziesięciu łabędzi niemych żaden, na szczęście, nie potrzebował ratowania. Za to ilość łysek na niewielkiej powierzchni niezamarzniętego zbiornika zrobiła wrażenie. Około 300 ptaków !!! Istna czarno-biała tłuszcza !!! Ptaki zupełnie niepłochliwe, dokarmiane przez liczne grono spacerowiczów kukurydzą. Chleb był serwowany w zdecydowanej mniejszości. I to cieszy. Kiedy już przymierzaliśmy się do odczytywania zaobrączkowanych łabędzi, spośród karmiących ptaki,niczym Wenus z morskiej piany 😂, wyłonił się Jacek Betleja, tradycyjnie z dyktafonem, który właśnie w tę czynność był już mocno zaangażowany. No i tak patrząc na chodzące wokół nas po plaży łyski, podziwiając odwagę i determinację licznej "populacji" morsów taplających się w lodowatej wodzie, nie omieszkując skomentowania artykułu w "Braci Łowieckiej" zarzucającego nam, ornitologom, zabijanie ptaków podczas obrączkowania, zrodził się w naszych głowach pomysł … znakowania łysek na tym zimowisku wraz z wykonaniem pomiarów 😊. Postanowiliśmy spróbować za tydzień, żeby przynajmniej określić, jaką metodę łapania przyjąć no i jak na to będą reagować ptaki.

Zimujące łabędzie nieme, łyski i krzyżówki na Pogorii III
"Morsy" w kąpieli. Brrrrr 😉

Tak też się stało, w sobotę (16.02.2019) wcześnie rano wraz z Tobiaszem zajechaliśmy na plażę przy molo na Pogorii III. Mroźny, aczkolwiek słoneczny, poranek zniechęcał póki co spacerowiczów. Łysek i łabędzi nie ubyło. W oczekiwaniu na Jacka oddałem się fotografowaniu łysek. Trudno było sobie odmówić 😉. W końcu dotarł i Jacek. Dość sprawnie udało nam się złapać 5, a zaobrączkować i dokonać pomiarów u 4 ptaków. Ten jeden zdołał uciec Tobiaszowi będąc już w … worku, niestety nie zaciągniętym. No ale tak się zbiera doświadczenie 😊. Pozostałe łyski zupełnie nie reagowały na nasze odłowy. Metodyka jest, zapał póki co też, a więc następnej zimy będzie się tu działo 😋.

My obrączkujemy, a Tobiasz dokumentuje 
Pomiar długości nogi wraz z palcem
Zielonkawo-żółte zabarwienie na nodze świadczy, że w naszych rękach jest osobnik dorosły

A poniżej kilkanaście "artystycznych" zdjęć łysek 😉

Łyska (Fulica atra) - noc musiała być mroźna
Łyska (Fulica atra)
Łyska (Fulica atra) - chętnie wychodzi na ląd
Łyska (Fulica atra)
Łyska (Fulica atra)
Łyska (Fulica atra)
Łyska (Fulica atra)
Łyska (Fulica atra)
Łyska (Fulica atra)
Łyska (Fulica atra)

sobota, 22 grudnia 2018

Polarnyj Ural 2018





Termin:  24.06. - 03.07.2018


Uczestnicy: Stanisław Czyż, Kasia Mikicińska, Virginia Stocker (Nowa Zelandia), Rami Mizrachi (Israel), Rony Livne (Israel) oraz ekipa z Ural Expedition&Tours - Vitaly Polyakov (przewodnik), Galina Korżowa i Siergiej - Jej syn (obsługa techniczna)

Kalendarium:

dzień 1: przelot Aerofłotem z Warszawy do Moskwy (lotnisko Szeremietievo); zwiedzanie Moskwy; nocleg na lotnisku
dzień 2: spotkanie na lotnisku z naszymi przyjaciółmi z Israela; przelot liniami Aerofłot do Salekhardu; spotkanie z ekipą Ural Expedition & Tours i transfer do hotelu; zwiedzanie Salekhardu; nocleg w hotelu "Domasznaya Gostinica"
dzień 3: wczesnoporanny wyjazd na przeprawę promową; przeprawa promowa przez Ob do Labytnangi; przejazd pociągiem z Labytnangi do stacji Yeletskiy (Елецкий); przejazd samochodami do obozu I (67.065550, 64.217780) nad rzeką Liokyelec (Лёкъелец); nocleg w namiotach
dzień 4 - 6: obserwacje ptaków w rejonie obozu I w dolinie rzeki Liokyelec (Лёкъелец); po południu przejazd wszędołazem przez tundrę około 30 km, przeprawa przez rzekę Manitaszor (Маниташор) do obozu II (67.088041, 64.923921); nocleg w namiotach
dzień 7: obserwacje ptaków w rejonie obozu II i grzbietu górskiego Manitanyrd (Kряж Mанитанырд)
dzień 8: zwinięcie obozu II; przeprawa wszędołazem i przejazd przez tundrę do stacji kolejowej Polarnyj Ural; powrót pociągiem do Labytnangi; przeprawa promowa przez Ob do Salekhardu; kolacja w restauracji ; nocleg w hotelu "Domasznaya Gostinica"
dzień 9: pożegnanie z ekipą Ural Expedition & Tours; transfer na lotnisko i powrót liniami Aerofłot do Moskwy. Pożegnanie z kolegami z Israela; nocleg na lotnisku;
dzień 10: powrót liniami Aerofłot do Warszawy

Lista zaobserwowanych gatunków (łącznie 55)

Obóz I - 47 gatunków


nur rdzwoszyi Gavia stellata; nur czarnoszyi Gavia arctica; gęś tundrowa Anser serrirostris; świstun Mareca penelope; cyraneczka Anas crecca; rożeniec Anas acuta; szlachar Mergus serrator; nurogęś Mergus menganser; błotniak zbożowy Circus cyaneus; drzemlik Falco columbarius; pardwa mszarna Lagopus lagopus; sieweczka obrożna Charadrius hiaticula; siewka złota Pluvialis apricaria; kszyk Gallinago gallinago; bekas syberyjski Gallinago stenura; szlamnik Limosa lapponica; kulik mniejszy Numenius phaeopus; terekia Xenus cinereus; łęczak Tringa glareola; kwokacz Tringa nebularia; wydrzyk długosterny Stercorarius longicaudus; mewa siwa Larus canus; mewa żółtonoga Larus fuscus heuglini; rybitwa popielata Sterna paradisea; brzegówka Riparia riparia; świergotek łąkowy Anthus pratensis; świergotek rdzwogardlisty Anthus cervinus; pliszka żółta Motacilla flava thunbergii; pliszka cytrynowa Motacilla citreola; pliszka siwa Motacilla alba; płochacz syberyjski Prunella montanella; podróżniczek Luscinia svecica svecica; kwiczoł Turdus pilaris; droździk Turdus iliacus; rokitniczka Acrocephalus schoenobaenus; świstunka północna Phylloscopus borealis; pierwiosnek Phylloscopus collybita; piecuszek Phylloscopus trochilus; wrona siwa Corvus cornix; kruk Corvus corax; jer Fringilla montifringilla; czeczotka Acanthis flammea; czeczotka tundrowa Acanthis hornemanni; dziwonia Carpodacus erythrinus; trznadelek Emberiza pusilla; potrzos Emberiza schoeniclus; potrzos popielaty Emberiza pallasi;

Obóz II - 28 gatunków


łabędź krzykliwy
Cygnus cygnus;
nurogęś Mergus menganser; błotniak zbożowy Circus cyaneus; myszołów włochaty Buteo lagopus; orzeł przedni Aquila chrysaetos; drzemlik Falco columbarius; pardwa mszarna Lagopus lagopus; pardwa górska Lagopus mutus; bekas syberyjski Gallinago stenura; mewa siwa Larus canus; brzegówka Riparia riparia; świergotek tajgowy Anthus hodgsoni; świergotek łąkowy Anthus pratensis; pliszka siwa Motacilla alba; jemiołuszka Bombycilla garrulus; płochacz syberyjski Prunella montanella; kwiczoł Turdus pilaris; droździk Turdus iliacus; świstunka północna Phylloscopus borealis; świstunka żółtawa Phylloscopus inornatus; pierwiosnek (syberyjski) Phylloscopus collybita tristis; piecuszek Phylloscopus trochilus; wrona siwa Corvus cornix; jer Fringilla montifringilla; czeczotka Acanthis flammea; krzyżodziób modrzewiowy Loxia leucoptera; trznadelek Emberiza pusilla; potrzos Emberiza schoeniclus;
 
Rami, Stanisław, Vitaly, Gala, Rony, Kasia i Virginia


Kierunek Moskwa


No to ruszamy. Wiele trudów, napięć, wątpliwości towarzyszących praktycznie do ostatniego dnia a i negatywnych emocji też - to, mam nadzieję, mamy za sobą. Na długo ? Się zobaczy. Póki co startujemy do Moskwy.
Moskwa oczywiście żyje mundialem. Nie obejrzę chyba tradycyjnego meczu naszych o wszystko z Kolumbią. Może to i dobrze ? Ruszamy na ekspresowe zwiedzanie Moskwy. Przynajmniej takie mamy plany ale póki co prawie godzinę zmarnowaliśmy w przechowalni bagażu terminala D na Szeremietiewie. Jak się tylko da unikać tego punktu !!! Koszt 500 rubli za jedną sztukę bagażu. Niemiła niespodzianka. W internecie wyczytałem, że miało być 140. No cóż czyżby magia mundialu ? Autobusem miejskim 851 odjeżdżającym spod terminala D docieramy po godzinnej jeździe do stacji metra Wodnyj Wakzał (bilet 5,50 rubli u kierowcy, tyle samo kosztuje jeden bilet na metro). Po chwili już pędzimy linią 2 (zielona) ku Placowi Czerwonemu. Wysiadamy na stacji Teatralnaya. Wychodzimy spod- na ziemię. Plac Rewolucji rozśpiewany i roztańczony. Kolorowo i różnorodnie. Aby dostać się na Plac Czerwony musimy przejść przez bramki. Mijamy Punkt Zero - od tego miejsca liczą się wszystkie odległości w Rosji. Centralną część placu zajmuje jakaś infrastruktura związana z mundialem przez co miejsce to traci na swojej wyjątkowości. Grobowiec Lenina zamknięty ogrodzony i pilnowany. Sobór Wasyla Błogosłowionego przyciąga uwagę barwami ale też i bryłą. Wzdłuż rzeki Moskwy, bulwarem docieramy do Soboru Chrystusa Zbawiciela - największej świątyni prawosławnej na świecie, a stamtąd na Arbat, który być może że względu na pogodę, jakoś mnie nie zachwyca. No cóż zapewne brak we mnie choć odrobiny z duszy artysty 😉 Zaczyna kropić. Schodzimy do podziemia. Moskiewskie metro. Same w sobie jest wielką atrakcją Moskwy: 12 linii, 200 stacji, 333 km tras, 67 km ruchomych schodów i ta głębokość pod ziemią - max. 84 metry !!! Najstarsze stacje, a szczególnie te zlokalizowane po okręgu linii brązowej [linia 5 - Koltsevaya] wzbudzają podziw. Niczym podziemne komnaty jakiegoś zamku. Marmury, rzeźby, płaskorzeźby, witraże, żyrandole, malowidła... wszystko zadbane. Socrealizm w najczystszej postaci 😊 Naprawdę warto poświęcić trochę czasu aby to zobaczyć tym bardziej, że można to zrobić wykorzystując ... tylko 1 bilet. Linia 5 podobno powstała w dziwnych okolicznościach. Budowniczowie stawili się u towarzysza Stalina przedstawiając mapę z planem podziemnej kolei. Ten kazał ją pozostawić. Gładząc sumiastego wąsa i popijając kawę patrzył i patrzył w plan aż w końcu znudzony odstawił na leżący na jego biurku rysunek kubek z kawą, zajmując się czym innym. Wszak to był bardzo zajęty towarzysz 😉 Kubek ubrudzony kawą pozostawił idealnie okrągły, brązowy ślad. Plany wróciły do inżynierów a ci nie pytając już o nic, zrealizowali "pomysł" Iosifa Wissarionowicza i tak podobno powstała Koltsevaya 😊
Umęczeni docieramy na lotnisko. Przechodząc obok jednej z kawiarenek zerkam na ekran telewizora. Przecieram oczy, patrzę jeszcze raz. Polska - Kolumbia 0:3 !!! Ku..a !!! Ale wstyd, ale kompromitacja !!! Znajdujemy zupełnie przyzwoite miejsce noclegowe na 2 piętrze lotniska i przez nikogo nie niepokojeni kimamy do rana.

Panorama Moskwy z mostu Bol'shoy Moskvoretskiy na rzece Moskwa
Stacja metra Komsomolskaya
Stacja metra Novoslobodskaya
Stacja metra Bieloruskaya

Nad brzegiem Obu 

W zasadzie to dopiero od dzisiaj zaczyna się nasza prawdziwa wyprawa. Rano spotykamy się z naszymi kolegami z Izraela. Lecimy do Salekhardu. To pierwszy etap naszej wspólnej eskapady. Na miejscu odbierają nas Vitaly i Siergiej. Szeroką "autostradą" mkniemy do miasta mijając po drodze pomnik uświadamiający nam, że właśnie przecięliśmy 66ᐤ   szerokości północnej czyli po prostu krąg polarny. Jedziemy do hotelu. "Domasznaya Gostinica" z zewnątrz niczym nie przypomina swojej funkcji jaką ma do spełnienia dla przybyszów. Wnętrza są już zupełnie przyzwoite, pokoje przestronne, czyste, woda z kranu cieknie (po odkręceniu kurka oczywiście 😉) i to ciepła. Jest internet i tv - żyjemy. Spotykamy się z resztą ekipy z biura. Jest i Gala, która leczyła moje zatoki jakąś tajemniczą miksturą podczas poprzedniej wyprawy w uralskie pustkowia, trzy lata temu. Wręczam wszystkim (tradycyjnie już przygotowane na wyjazd) pamiątkowe  koszulki (a jakże zasponsorowałem, a co 😋). Nie sądziłem, że sprawię obdarowanym tyle radości. 
Idziemy z Kasią w miasto. Nowoczesne budownictwo kontrastuje ze starymi, drewnianymi domami, pamiętającymi chyba niechlubne czasy zsyłek, nieposłusznych władzy, obywateli. Widać, że obecnie rządzący mają pieniądze z gazu i paliw kopalnianych, którymi rosyjska Arktyka przecież stoi, i inwestują w rozwój miasta. Nie zawsze idzie to w parze z jakością wykonania ale z dalszej perspektywy wygląda nieźle 😉.
Salekhard w języku Nieńców, pierwotnych mieszkańców tego obszaru, to "osiedle na cyplu". Widać trafność tej nazwy kiedy patrzymy na mapę. Czas wracać na "wieczorną ucztę" przygotowaną przez Galinę.

Pomnik 66 równoleżnika czyli jesteśmy na kole podbiegunowym
Hotel "Domasznaya Gostinica"
Stara, drewniana zabudowa miasta przy ulicy Gubkina
Most łączący brzegi Szajtanki. W dali nowo budowana Katedra Przemienienia Pańskiego. A na moście "kłódki miłości" (podobno zwyczaj pochodzący z Florencji) i herb Okręgu Jamalsko-Neneckiego;
Okazała (nie może być przecież inaczej) siedziba Władz Autonomicznego Okręgu Jamalsko-Neneckiego


Ku tundrze


Jakiś wewnętrzny niepokój przerywa mi sen. Za oknem widno. Zerkam na zegarek. Trzecia.  Pobudka miała być o 5.30. Czyżbym nie przestawił zegarka ? Na komórce czas ten sam. No tak, zapomniałem, przecież jesteśmy na dalekiej północy. Białe noce, słońce nie będzie chowało się praktycznie za linię horyzontu. Trzeba będzie przywyknąć. A tymczasem jeszcze dwie godzinki można dospać. Szybkie śniadanie i czas ładować cały ekwipunek do busika. Jakoś się zmieściliśmy. Jedziemy na prom. Przy przystani ogromny pomnik mamuta. Przed nami Ob, szeroki na 3 km. Promy kursują tu z częstotliwością metra 😉. Zimą podobno odbywa się tutaj normalny ruch kołowy. Kilkanaście minut i już jesteśmy na drugim brzegu w Labytnangi. Stąd wyruszymy pociągiem w kilkugodzinną podróż w kierunku Moskwy, do stacji Eleckaya. Póki co przenosimy nasze bagaże na peron i czekamy. Nasza cierpliwość będzie wystawiana podczas tej wyprawy wielokrotnie na próbę. Trochę ludzi się nazbierało. W końcu podstawiają pociąg no i trzeba to wszystko co mamy szybko wrzucić do "plackartnego" wagonu i rozmieścić po przydzielonych miejscach. Poszło nawet sprawnie. Ruszamy. Przed nami 3,5 godziny jazdy.

Mamut przy porcie promowym (fot. Kasia Mikicińska)
Promy "łączące" oba brzegi Obu kursują regularnie. No chyba, że bardzo wieje. Wtedy pojawia się problem 😋
To wszystko trzeba wrzucić do wagonu. Jak to zrobić ? -  zdają się zastanawiać,sądząc po minach,Vitaly i Siergiej

Jesteśmy w pierwszym wagonie za spalinówką. Zanim się pociąg rozpędził pod górkę świat za oknem przysłaniały nam kłęby dymu. Od czasu  do czasu przedostawał się on przez uchylone okno czyniąc nie małe spustoszenie w naszym powonieniu. W końcu jednak naszym oczom zaczęły ukazywać się górskie krajobrazy. Przecinamy Ural. Z okien udaje się dostrzec też trochę świata żywego - pardwy mszarne, zająca bielaka czy wydrzyki długosterne. Ale to wszystko jeszcze obszar Azji. Po przeciwnej stronie jakaś para objada się pieczonym kurczakiem. Nie powiem ślinka cieknie, śniadanie było wszak parę godzin temu. Gala, na szczęście, jak zwykle zresztą, wyczuła sprawę i zaserwowała coś na słodko. Do tego kawa. Jest OK! O kurczaku przestałem rozmyślać. Za oknem kolejna stacja. Jak w każdej mijanej po drodze, żółte, wydaje się, że zadbane, przynajmniej  z zewnątrz budynki stacyjne  kontrastują z tymi w których funkcjonują ludzie. Nazwa stacji a jakże - dwujęzyczna: Polarnyj Ural. Na jednym z tych mniej pięknych budynków tablica "Europa-Azja". Znak, że wjeżdżamy do WestPalu. Na naszej docelowej stacji czeka na nas transport - dwa mocno wysłużone radzieckie (a może już rosyjskie) pojazdy terenowe. Jeden nawet ma przyczepkę, na którą trafia większość pakunków. Patrzę i zastanawiam się czy nie zaproponować kolegom z Izraela zakładu: rozkraczy się po drodze czy nie ? Na szczęście mój skromny angielski zwyciężył. I całe szczęście.  Obstawiając, że się rozsypie, przegrałbym z kretesem.  Po krótkim, co najwyżej 2-u km odcinku docieramy do rzeki .....mijając po drodze dwa wysypiska śmieci a na nich wszystko łącznie z wrakami pojazdów i jakimiś podejrzanymi beczkami. No i jak to na wysypiskach są też mewy... mewy syberyjskie Larus fuscus heuglinii, co w niczym nie umniejsza naszych zdecydowanie negatywnych odczuć estetycznych. Kierowca cały czas kontrolował sytuację bagażu, obserwując z uwagą to co dzieje się za nim na drodze w lusterkach. Na szczęście nic nie wypadło. Nie pierwszy raz "rosyjski zmysł inżynierski" okazał się być i pragmatyczny i skuteczny. Rozbijamy pierwszy obóz. Tak to już jest w głowie każdego ptasiarza, tu rozkłada namiot a tu drugim okiem patrzy na to co tam gdzieś frunie lub pływa 😀. Nur rdzawoszyi w godówce przerywa na chwilę prace obozowe. W końcu namioty zostały postawione. Znalezienie wbrew pozorom w takim terenie w miarę płaskiego podłoża nie jest łatwe. Niestety w plecy będzie gniótł mnie jakiś korzeń czy też pień z tundrowej, skarłowaciałej brzózki. Wytrzymam 😉. Pogoda niestety nie jest z tych wymarzonych ale jest nadzieja, że front przesunie się na wschód i jeszcze dzisiaj wyruszymy w teren. Tak też się stało. 

Dotarliśmy. Teraz tylko trzeba upchać bagaże i nas. Przed nami już tylko bezkresna tundra 
Koniec jazdy. Docieramy do rzeki Liokyelec (Лёкъелец). Póki co jest ponuro, wietrznie i zimno
Powstaje obóz I (fot. Kasia Mikicińska)

Późnym popołudniem wyszło słońce. Wyruszamy na rekonesans w najbliższe otoczenie naszego obozu. Poprawa pogody wpłynęła również na aktywność ptaków. Przy drodze śpiewa trznadelek, tuż przy namiotach podróżniczek, uwijają się czeczotki zbierające jakieś nasiona doskonale widoczne na płatach śniegu, nad głowami latają wydrzyki długosterne bacznie obserwując teren tundry, a rybitwy popielate próbują coś upolować w bystrych nurtach Liokyelca. No ale okazuje się, że mamy też po sąsiedzku pierwszy z kluczowych gatunków - potrzosa popielatego !!! Terytorialnego samca wypatrzył Rami. Przy rewirze potrzosa popielatego zaczęła śpiewać świstunka północna. Pięknie się zaczęło 😀. Na środku drogi prowadzącej do rzeki sieweczki obrożne założyły gniazdo. Ciekawe czy przetrwa ?
Z dalszego rekonesansu wraca Vitaly. Ma same pomyślne wieści. Odkrył kilka rewirów płochacza syberyjskiego oraz spotkał bekasy syberyjskie. Pojawił się jednak jeden problem. Prawdopodobnie trzeba będzie przejść przez rzekę. Vitaly ma wodery, woda sięgała mu do połowy ud. Na samą myśl o "kąpieli" w zimnym, rwącym potoku przechodzą mnie dreszcze, no ale jeżeli trzeba będzie to się odważę 😉. Ustalamy, że wstajemy o 4 i ruszamy na płochacza
 
"Polowanie" na trznadelka (fot. Kasia Mikicińska)
Trznadelek (Emberiza pusilla)
Potrzos popielaty (Emberiza pallasi) - głowa jeszcze nie wybarwiona całkowicie
Potrzos popielaty (Emberiza pallasi)
Potrzos popielaty (Emberiza pallasi)
Gniazdo sieweczki obrożnej (Charadrius hiaticula)


Mam komplet

Wstajemy. Poranek rześki, niebo błękitne. Ruszamy przez tundrę depcząc skarłowaciałe brzozy. Idzie się zupełnie przyzwoicie a na dodatek brak komarów (a ich obawialiśmy się najbardziej), czegóż więcej w takim terenie chcieć ? No oczywiście ptaków ale czeczotki czy wydrzyki długosterne nam już nie wystarczają. Pokonujemy niewielkie zabagnione obniżenie terenu porośnięte gęsto zaroślami wierzb w dole którego płynie nieduży strumyk. Trzeba się trochę przedzierać i uważać na śliskie gałęzie. Drobna nieuwaga i w gumowcu zimna woda. Nie jest to przyjemne. Przekonała się o tym Virginia. Ale dzielnie idzie dalej. Ponownie wychodzimy na wyższy teren. Docieramy do rzeki o wartkim nurcie, dopływu Liokyelca, przez którą wczoraj przechodził Vitaly. To Junkoszor (Юнкошор). Rzeka przecina w zasadzie gruntową drogę. Rewiry płochaczy syberyjskich zlokalizował na przeciwnym brzegu. Kręcimy nosami. Wszyscy niby byliby zdecydowani ale ... jednak głównie ten silny nurt nas przystopował. Zostajemy na lewym brzegu i poruszamy się w górę rzeki skrajem gęstych zarośli wierzbowych. W pewnym momencie do naszych uszu dociera charakterystyczny śpiew. To jest płochacz syberyjski !!! Tylko gdzie on jest ? Śpiew nie jest głośny. W końcu na szczycie jakiegoś suchego badyla lokalizujemy "poszukiwanego śpiewaka". Niestety daleko a i światło fatalne. Najważniejsze, że gatunek nr 2 zobaczony 😀.  Próbujemy wabić samca ale efekt jest żaden. Wracamy. Przy brodzie śpiewa świstunka północna, ale to inne odgłosy dochodzące, gdzieś wysoko, znad naszych głów przykuwają naszą uwagę. Jak je określić ? Syczące pogwizdywanie ???  Na tle błękitnego nieba ciężko jest zlokalizować obiekt, który te dźwięki wydaje. Vitaly się uśmiecha, wiedząc, że bekas syberyjski,  a to on jest sprawcą tychże dźwięków, jest na mojej liście życzeń. To zupełnie inny dźwięk niż "naszego" kszyka, chociaż też wydawany przez wibrujące zewnętrzne pióra ogona, które u bekasa syberyjskiego mają przypominać szpilki. W końcu udaje się wypatrzeć 2 ptaki. Tak więc wszystkie chciane przeze mnie gatunki zaliczone 😀. Wracamy do obozu. Przedłuża się czas naszego pobytu w tym jednym miejscu. Są jakieś kłopoty z "tankiem". Podobno wjechał na jakiś kamień i uszkodził gąsienicę, co wydaje nam się wręcz niewiarygodne. Rami szydzi, że to musiał być jakiś ogromny głaz, he he he 😄. No cóż jesteśmy zdani na zmysł organizacyjny naszych opiekunów. Vitaly z Siergiejem udają się do wsi aby zorganizować jakiś transporter na gąsienicach w zastępstwie. Wracają zadowoleni. Podobno tank czyli wiezdiechod (po naszemu wszędołaz) ma przybyć jutro koło 12-tej.

Przybywa tank

Kolejny poranek w tym samym miejscu. W zasadzie robi się już nudno. Wciąż te same krajobrazy, te same ptaki. Sytuacja robi się trochę napięta. Powinniśmy zgodnie z planem naszej wyprawy być już zupełnie gdzie indziej. Dla zabicia czasu wybieramy się na wycieczkę na pobliskie bagienka. Na szczycie suchego pagórka dostrzegam parę wydrzyków długosternych. Na oko, chyba mają gniazdo. Idziemy w tym kierunku. Gdy już jesteśmy kilkanaście metrów od nich oba wydrzyki fru do góry a gniazda niet. To był po prostu póki co ich punkt obserwacyjny. Odnajdujemy kolejny rewir potrzosa popielategoŚwiergotek rdzwogradły, kszyk, łęczak i kwokacz wzbogacają naszą listę gatunkową wyprawy.Wracając do obozu, przy głównej drodze, udaje mi się wreszcie zrobić dobre ujęcia trznadelka i świstunki północnej. Mijają kolejne godziny. Mija też i 12-ta. Tanka jak nie było tak nie ma. Okazuje się, że ta 12-ta to była godzina według czasu moskiewskiego a więc lokalna 14, czyli czekamy sobie dalej.

Wydrzyk długosterny (Stercorarius longicaudus)
Potrzos popielaty (Emberiza pallasi)
Trznadelek (Emperiza pusilla)
Trznadelek (Emperiza pusilla)
Świstunka północna (Phylloscopus borealis)

W końcu do naszych uszu dociera coraz głośniejszy warkot potężnego silnika. Wyłania się wiezdiechod którym kieruje Aleksander, jak na tankistę przystało w hełmofonie. Zwijamy obozowisko. Teraz trzeba tylko zmieścić to wszystko w przestrzeni wewnętrznej tanka nie zapominając, że jeszcze musi tam zasiąść nasza ósemka. Wreszcie Aleksander uruchamia silnik. Hałas jest tak duży, że nie ma szans abyśmy mogli się nawzajem usłyszeć. No i trzeba dobrze się trzymać. Widoczność jest znikoma. Jak to w czołgu 😉. Po pokonywanych przeszkodach, naocznie mogę stwierdzić, że istotnie jedynie taki typ pojazdu ma szansę pokonywać tutejszy teren, przynajmniej o tej porze roku. Jeszcze przeprawa przez górską rzekę Manitaszor (Маниташор) i jesteśmy w miejscu obozu II. Namioty rozbijamy tuż przy brzegu rzeki. Zresztą wyboru za bardzo nie mamy. Okolica bardzo malownicza. Jesteśmy u podnóża grzbietu górskiego Manitanyrd (Kряж Mанитанырд). Wierzchołki, aczkolwiek skaliste, nie są wysokie, przynajmniej w tym miejscu, raptem niecałe 600 m n.p.m. Najważniejsze, że łagodne stoki pokrywa modrzewiowo - brzozowy las dający nadzieję m.in. na krzyżodzioby modrzewiowe. Vitaly mówi, że można trafić też na rosomaki i niedźwiedzie brunatne. No nieźle 😉. Rami wraca z pobliskich wierzbowych krzaków i obwieszcza, że widział 2 płochacze syberyjskie. Idziemy tam z Ronym ale ich nie odnajdujemy. Za to ładnie śpiewa pierwiosnek syberyjski. Tak czy owak zostawiamy to miejsce do jutra.
 
Aleksander i jego "wiezdiechod"
Rami walczy z bagażami. Jeszcze tylko my 😉

Wyprawa w góry

Tradycyjnie już wstajemy o 4. Ekipa się jednak zdekompletowała. Rony i Virginia śpią dalej. Pogoda żyleta. Pokonujemy dwa niewielkie strumyki, większym problemem jest jednak woda spływająca z wyższych obszarów, zalewająca tundrowo - leśną drogę. Oczywiście mamy gumowce ale ... w namiotach. Nikt przecież w gumowcach nie wychodzi na wycieczkę górską. Buty więc szybko przemakają ale nie użalamy się nad sobą zbytnio. Tym bardziej, że wchodzimy w las. I niebawem ku uciesze Kasi i Ramiego, natrafiamy na krzyżodzioby modrzewiowe. Pięknie wybarwiony samiec wystawia się na gałęzi wysokiego jak na te warunki modrzewia a ja nie zdążyłem go "ustrzelić" 😉. Wokół śpiewają jery, jest też i jemiołuszka. Na szczęście nie napotykamy misia, o tym nie marzyłem, ale chciałbym zobaczyć rosomaka. Nie tym razem. Wdrapujemy się wyżej, las się kończy, zaczynają się rumowiska skalne i płaty śniegu, przez które musimy przejść. Trzeba uważać, bo śnieg jest mokry, w niektórych miejscach jeszcze dosyć głęboki, a pod nim skały. O kontuzję w takich okolicznościach przyrody nie jest trudno. Osiągamy wreszcie grzbiet. Rami poszedł gdzieś w głąb skalistego grzbietu. No tu musimy napotkać pardwę górską. Istotnie piękny samiec pojawia się nagle, niczym zjawa, na wierzchołkach skalnego grzebienia zainteresowany dobiegającymi w jego rewirze odgłosami. Bacznie obserwuje teren. Na głos odtwarzany z telefonu przelatuje między sąsiadującymi grzędami skalnymi. Przez "walkie-talkie" wołamy Ramiego. Kogucik cały czas trwa w tym samym miejscu. No więc można już teraz powiedzieć, że ptasie cele wyprawy zostały zrealizowane w 100 %. Piękna pogoda, piękne krajobrazy, cisza. Jakoś żeśmy się rozleźli po tym grzbiecie. 

Kряж Mанитанырд - widok z obozu

Brzozowo-modrzewiowy górski las. Królestwo krzyżodziobów
Na granicy lasu. Dobre środowisko dla świergotka tajgowego
Górska tundra
Widok na główne pasmo gór Ural
I jeszcze jeden "landszafcik" 
Naskałka pełzająca (Loiseleuria procumbens)
Tu już drzewa widoku nie przysłaniają
Kogut pardwy górskiej - stróż górskiego grzbietu
Kogut pardwy górskiej (Lagopus muta)

Postanowiłem zejść, chciałem przejrzeć miejsce gdzie wczoraj Rami widział płochacze syberyjskie. Przy drodze, na podmokłym terenie, blisko już obozu, pięknie odzywa się bekas syberyjski. Gęste zarośla wierzb uniemożliwiają mi zlokalizowanie ptaka. Trudno. Zapuszczam się więc w zarośla wierzbowe przy obozie i widzę ... 4 płochacze syberyjskie na jednym drzewie. Obserwuje jakieś dziwne ich zachowania, żebranie o pokarm ? Młodych chyba jeszcze nie powinno być ? A może się mylę ? W każdym razie ptaki znikają w gęstych zaroślach. Przy mnie za to pokazuje się pierwiosnek syberyjski. Zajęty jego fotografowaniem w pewnym momencie zauważam, że kilka metrów przede mną na gałązkach krzewu siedzi sobie piękny płochacz syberyjski !!! No, to rozumiem. Teraz na spokojnie można iść coś zjeść. Nad mają głową przelatują trzy łabędzie krzykliwe 😊 .

Pierwiosnek syberyjski (Phylloscopus collybita tristis)
Pierwiosnek syberyjski (Phylloscopus collybita tristis)
Płochacz syberyjski - Prunella montanella
Płochacz syberyjski - Prunella montanella

Głód kompletuje ekipę w obozie. Gala znowu wykazała się kulinarnym talentem i przygotowała jakąś pyszną zupę. Rami informuje, że widzieli po drodze świstunkę żółtawą i świergotka tajgowego. Póki co trzeba będzie trochę odespać. Vitaly i Siergiej wybierają się w jakieś bardziej odległe rejony gór, żeby sprawdzić ewentualne możliwości trekkingowe na przyszłość. Po powrocie poinformowali, że widzieli mornela. W górę doliny majestatycznie wędruje orzeł przedni. Wybieramy się z Kasią ponownie w góry. Bez trudu odnajdujemy świstunkę żółtawą. Niestety świergotka tajgowego już nam się nie udaje odnaleźć.
Wysoka temperatura sprawiła, że śnieg w wyższych partiach gór zaczął szybciej topnieć i woda w rzece niebezpiecznie zaczęła podnosić swój poziom. Obawiamy się czy czasami nas nie zaleje. Nietęgą minę ma Aleksander. Tank nie jest przecież amfibią 😕.


Powrót

Vitaly budzi mnie o 4 i pyta czy idziemy na ptaki. Nie chce mi się za bardzo. Naszły deszczowe chmury, zrobiło się ponuro. Po chwili zaczyna padać. Z każdą chwilą coraz intensywniej. Z wyjścia na ptaki nici. Poziom wody w rzece co prawda opadł z czego ucieszył się przede wszystkim nasz "tankista" Aleksander, ale obóz zwijamy "na mokro". Pakujemy bagaże na tank. Przeprawa przez rzekę nie budzi już takich emocji. Przecinamy górską tundrę by po 2 godzinach dotrzeć na granicę Azji i Europy a konkretnie do stacji kolejowej Polarny Ural. Znanej nam już z okien pociągu podczas podróży w tamtą stronę. Zdecydowanie się ochłodziło. Silny wiatr wzmaga poczucie chłodu. Na szczęście przestało padać.
Budynek stacji niestety jest zamknięty. A więc .. na pokaz. Wizja 4 godzin oczekiwania na pociąg w tych warunkach przeraża. Na szczęście z pomocą przychodzi Aleksander, który pakuje nas w gościnę do domu pracowników kolejowych 😊. Jest przytulnie, cieplutko. Na stole pojawia się kawa, czaj i jakieś słodkości. Dla zabicia czasu robimy z Kasią krótką wycieczkę na polarne kwiatki. Wreszcie nadszedł ten czas. Ruszamy z bagażami na peron. Okazuje się, że mamy do przejścia kilkaset metrów. 

No to żeśmy się "doczołgali" albo , jak kto woli, "dotankowali" 😀 (fot. Kasia Mikicińska)
Na "granicy" dwóch kontynentów 😉 . Zabudowania przy stacji Polarnyj Ural
W gościnie u pracowników kolejowych
Pełnik europejski (Trollius europeus)
Dębik ośmiopłatkowy (Dryas oxypetala)
Gnidosz dwubarwny (Pedicularis oederi)
Lepnica bezłodygowa (Silene acaulis (L.) Jacq.)
Na "peronie". Dokładnie w tym miejscu ma zatrzymać się nasz wagon
Za chwilę wsiądziemy do tego pociągu i opuścimy obszar WestPalu

Podróż koleją szybko mija. Docieramy do Labytnangi. Tobołów mamy już znacznie mniej. Przeprawa promowa i meldujemy się w hotelu "Domasznaya Gostinica".
Niespodzianka. W ramach zachowania twarzy (za te kłopoty z tankiem) Oleg wydał dyspozycję że firma zaprasza nas na kolację do restauracji. Fajnie, tym bardziej, że zbytnio nie ma już co jeść a sklepy pozamykane. Mamy godzinę na wyszykowanie się. Jesteśmy bardzo zdyscyplinowani co nie dziwi w tych okolicznościach 😉. Do tej restauracji jakoś trzeba się dostać. I tu pojawił się nieoczekiwany problem. Trochę musimy się naczekać na drugą taksówkę. No w jedną wszyscy nie wejdziemy. No tak. Wszystko jasne. Rosja gra z Hiszpanią 😉 . Tutaj takich typowych, przynajmniej z wyglądu, taksówek nie ma. Podjeżdżają jakieś prywatne samochody, o bardzo różnym wyglądzie i stanie technicznym. Lokalny Uber ? Jak na duże miasto okazuje się, że wielkiego wyboru co do restauracji nie mamy. Nie, nie. Nie chodzi o to, że ich nie ma. Problem tylko z dostępnością w niedzielny wieczór. Zajeżdżamy w końcu do restobaru "Пятница" a jakże, przy ul. Lenina 😀. Z wnętrza wytacza się kilka osób z wielką rosyjską flagą. Są w szampańskim nastroju. Rosja wyrzuciła z mundialu Hiszpanię !!! Chyba nam też ten nastrój powoli się udziela tym bardziej, że na stole pojawia się dużo lokalnego, dobrego, piwa 😀 .

Biesiadujemy
Ряпушка - tak na rozruch
Чайковые гнездо czyli "gniazdo mewy"

 
Czas pożegnań

Jemy jeszcze wspólne śniadanie. Gala uroniła łezkę. Powiedziała, że z nami to nawet na koniec świata by pojechała. Miło to było usłyszeć ale prawdopodobnie więcej się już nie zobaczymy. Zostajemy wyposażeni w jedzenie na dalszą część dnia. Z Kasią ruszamy na jakieś drobne zakupy typu pieriożki no i oczywiście Oczakowskoye, bardzo zachwalane Kasi przeze mnie, piwo. Jeszcze szybkie, drobne upominki i wracamy do hotelu. O 15 ruszamy taksówkami na lotnisko i wieczorem meldujemy się ponownie w Moskwie. Czas pożegnać się z Ramim i Ronym. My lecimy dopiero jutro. 

Epilog

Drugą wyprawę na rosyjskie zachodnie krańce WestPalu, choć bezlitośnie wydrenowała nam kieszenie, myślę że należy uznać za udaną. Oczywiście to jeszcze nie koniec zmagań w tej części WestPalu o "ticki" na mojej liście gatunkowej. Trzecią częścią tego swoistego tryptyku będzie pewnie wizyta w niedalekiej przyszłości w okolicach Ekaterynburga wszak kukułka syberyjska, trznadel złotawy, trznadel czubaty czy płochacz czarnogardły cały czas czekają 😉

*******

Dziękuję Basi Balcer-Żbikowskiej za pomoc przy oznaczeniu niektórych roślin