sobota, 16 stycznia 2016

Dutch Birding po raz n-ty

Tym razem do Holandii „na szybko” udałem się z Jackiem Taborem. I od razu było inaczej niż dotychczas 😉. Jacek stanowczo stwierdził, że nie śpimy w samochodzie tylko będziemy nocować w jakimś tanim hostelu (hotelu) w Amsterdamie no i że ma kilka namiarów. Zważywszy, że również zorganizował środek transportu (mój Fiat zbliża się wielkimi krokami do 120 tysięcy km przebiegu a co za tym idzie przeglądu gwarancyjnego) wyjazd zapowiadał się jak dla mnie prawie bezstresowo. Byle tylko jeszcze dopisały ptaki. A naszym celem były: trznadel białogłowy, aleksandretta większa i śnieżyca duża (dla nas obu) oraz świstunka ałtajska, łabędź czarny i gęś tybetańska („special for” Jacek 😊). Oczywiście zgodnie z moim patentem, zapakowaliśmy trzy kanistry wypełnione tanim (może jeszcze nie jak barszcz, ale mimo wszystko) paliwem i ruszyliśmy wieczorem, 11 stycznia, w kierunku Niderlandów.
Na pierwszy ogień poszedł trznadel białogłowy. Samica tego gatunku raportowana była z jednego miejsca (okolice wioski Wilhelminadorp)  od blisko miesiąca. I jak to w Holandii pomimo, że już chyba wszyscy ją widzieli, to zawsze można liczyć, że na miejscu spotka się jakiegoś ptasiarza, który dysponuje najbardziej aktualnymi informacjami. Tak też było i tym razem. Trznadla namierzamy bardzo szybko. Jest dosyć mało płochliwy. Można więc napatrzeć się do syta. I od razu rodzi się pytanie: Ile takich „innych” trznadli jest niezauważanych wśród zimujących w Polsce „naszych” emberizek ?
W takich to okolicznościach przyrody mogliśmy podziwiać samicę trznadla białogłowego. Ptaszyna była stwierdzona w tym miejscu po raz pierwszy 15.12.2015
Trznadel białogłowy (Emberiza leucocephalos) - samica ad.
Trznadel białogłowy (Emberiza leucocephalos) - samica ad.
Trznadel białogłowy (Emberiza leucocephalos) - samica ad.
Trznadel białogłowy (Emberiza leucocephalos) - samica ad.
Trznadel białogłowy (Emberiza leucocephalos) - samica ad.
Trznadel białogłowy (Emberiza leucocephalos) - samica ad.
Trznadel białogłowy (Emberiza leucocephalos) - samica ad.
Czas na selfie (1:0 dla nas) 😊

Dzień jest krótki, nie ma czasu na dłuższe rozważania. Jedziemy w kierunku Cadzand-Bad na świstunkę ałtajską, po drodze zatrzymując się na krótko koło Colijnsplaat w miejscu, gdzie dwa dni wcześniej był stwierdzony świergotek szponiasty. Wabimy odtwarzając głos. Niestety „Ryśka” NIET. Pogoda nie współgra z naszymi dobrymi nastrojami. Pochmurno, ponuro, wieje i od czasu do czasu pada. W takiej aurze docieramy do Cadzand-Bad, gdzie ma być świstunka. Jest już koło 14 a więc stosunkowo późno aby wymagać aktywności głosowej poszukiwanej. Jacek wchodzi w głąb krzewów i po chwili twierdzi, że przez ułamek sekundy widział świstunkę. Dobra, dobra – nie ma zdjęcia nie ma ptaka 😉. Wspomagamy się nagraniem. Na efekt nie trzeba długo czekać. Nie ptasi ale … ludzki. Bo oto pospiesznie podąża ku nam z dołu jakiś ptasiarz zwabiony głosem świstunki ałtajskiej 😄. Ale dzięki temu jest nas więcej. W końcu świstunka nie wytrzymuje i zaczyna być aktywna zarówno głosowo jak i ruchowo. Co za ulga, przynajmniej dla Jacka. Plan na dzień dzisiejszy wykonany. Obieramy kierunek na Amsterdam. Im bliżej miasta tym zaczyna się robić gęsto pomimo miejscami czteropasmowej autostrady. Ale przecież nam się nie spieszy. Wbijamy się w końcu w miasto. No i naprawdę trzeba bardzo ale to bardzo uważać na rowerzystów. Pada deszcz, jest ciemno a oni jeżdżą bez świateł. W pewnym momencie o mało takiego jednego bicykla nie przytarłem. Docieramy do wyszukanego przez Jacka hostelu „Anne Marie”. Jacek idzie na zwiady po czym wraca z wieścią że mamy pokój za prawie 40 „jurków”. Przystajemy na tą cenę. Co prawda odkrywamy z każdą minutą pobytu, że chyba trochę jednak cena nie idzie w parze z jakością no ale w końcu to tylko jedna noc. Nasz „apartament” nazywa się szumnie „London” i ma około …5,5 m kw. powierzchni. Piętrowe, metalowe łóżko i duża umywalka vis a vis łóżka – ot całe wyposażenie. Muszę szybko zakodować w głowie ten układ pomieszczenia bo śpię na „piętrze” a drabinki nie ma. Jeszcze tylko trzeba opłacić miejsce dla samochodu  – 3 godziny w strefie płatnego parkowania (4 € za godzinę, na szczęście godziny nocne bez opłat) – bo hotel nie dysponuje parkingiem. Nic tylko się napić. Kroczymy więc do pobliskiego marketu i niespodzianka. Napoje wyskokowe tylko do mocy 20 % . Poprzestajemy więc na butelce Bacardi o jakimś tam smaku owoców tropikalnych, tak na dobry sen.

Hostel "Annemarie" przy Brouwersstraat. Zabudowa typowa dla starego Amsterdamu. Wszak to prawie centrum miasta.
Fragment wnętrza (ale jest WiFi)
No i nasz "apartament". Głowa mała 😉
Śniadanie ale przez bardzo małe "ś"

Śniadanie do wystawnych nie należy, zresztą czego się można było spodziewać. Pakujemy się szybko i podjeżdżamy pod Vondelpark. Witają nas okrzyki papug, które przesiadują w koronach wysokich drzew. Na pewno aleksandretty, tylko jakie ? Nim jednak robi się na tyle jasno aby dostrzec szczegóły ubarwienia papugi rozlatują się po okolicy. No nic, wchodzimy do parku. Asfaltowymi alejkami sunie rzesza bicyklistów. Czuję się trochę jak intruz, bo oprócz nas nie widać innych pieszych, no może z wyjątkiem jakiegoś pojedynczego biegacza. Szukając papug rozglądamy się po koronach wysokich drzew. Szyje bolą, interesujących nas papug wiadomego gatunku nie ma, czas nieubłaganie ucieka. Kilkanaście metrów nad ziemią stoi na konarze jednego z drzew i „drze się” gęsiówka egipska. W końcu jednak następuje przełom. Oprócz śmigających aleksandret zielonych dostrzegamy trochę inaczej latające papugi. Tak, to aleksandretty większe . Chodzimy przez dłuższy czas szukając papug do lepszych ujęć. Trafiają się też i inni skrzydlaci mieszkańcy parku. Ilekroć jestem w Holandii najbardziej frapują mnie czaple siwe – osobliwe „strażniczki” kanałów – zupełnie niepłochliwe, u nas nie do pomyślenia. Ostatecznie najlepiej pokazują się nam aleksandretty większe na drzewach przy Van Eeghenlean, ulicy gdzie zapakowaliśmy nasze auto. A więc papugi które nas witały skoro świt to też były aleksandretty większe.

"Drzewołaz egipski" kilkanaście metrów nad ziemią
Aleksandretta obrożna (Psittacula krameri) przy dziupli
Czarnowron (Corvus corone)
Czapla siwa (Ardea cinerea)
Aleksandretta większa (Psittacula eupatria)

W sumie Amsterdam nie jest to jakieś ogromne miasto i dość szybko udaje nam się wyjechać na autostradę A7 wiodącą w kierunku Groningen. Wyczytałem na waarneming.nl informację, że w okolicy wsi Dijkshoek było widziane  w grudniu liczne stado śnieżyc dużych. Czy ptaki pozostały ? Okazało się, że pozostały. Stado liczy około 80 osobników i oprócz typowych, czysto białych ptaków kilka z nich to forma ciemna tzw. „Blue Goose”. Ptaki, żerujące na trawie, okazały się dość płochliwe i po chwili całe stado wzbija się w powietrze i przelatuje z głośnym „gęganiem” nad naszymi głowami.  Dokumentacja zdjęciowa zrobiona . Sposób zachowania się ptaków, ich płochliwość dodawała nam pewności, że mamy do czynienia z ptakami dzikimi. Zadowoleni z „łatwego rozprawienia się” ze śnieżycami udajemy się w kierunku granicy niemieckiej. Do zobaczenia Jacek ma jeszcze łabędzia czarnego i gęś tybetańską. Służę za przewodnika. Okazuje się jednak, że na obu znanych mi z wcześniejszego pobytu miejscówkach tych ptaków nie ma. Nie ma czasu bo kończy się dzień na poszukiwania w innych miejscach. Jacek będzie musiał złożyć ponowną wizytę w kraju tulipanów. Pewnie i mnie to też się zdarzy.  Droga powrotna przebiega z kłopotami. Jacek przechodzi jakieś ciężkie „zatrucie”.  Jakoś dochodzi do siebie po kilku godzinach. No cóż czasami takie niemiłe niespodzianki się zdarzają.

Stado gęsi śnieżnych (Anser caerulescens). Widoczne też osobniki formy ciemnej.
Zbliżenie na fragment śnieżycowego stada
Śnieżyce duże (Anser caerulescens) w locie

Okazało się jednak, że nie była to jedyna niemiła niespodzianka.  Po powrocie analiza zdjęć pokazała, że duża część śnieżyc ma metalowe obrączki, a niektóre żółte plastiki z czarnym kodem.  To samo zauważył Jacek i zadzwonił z obawami o „czystość” gatunku.  W sieci znajduje informację, że na żółto oznakowano  populację śnieżyc dużych w Niemczech, a tam ten gatunek jest uznawany jako kategoria „D”. Napisałem do mojego znajomego ptasiarza z Holandii, Thierriego Jensena. „Hi Stanislaw, these birds have a German origin and are considered to be escaped. So not tickable I’m afraid…” – odpowiedź Thierriego nie pozostawia złudzeń. Śnieżyca duża znika z mojej listy widzianych gatunków w WP .

czwartek, 3 września 2015

Hej sokoły !!! - czyli o rarogu i nie tylko

Dzisiejsze (3.09) popołudnie spędziłem na polach Opolszczyzny koło wsi Otoki. Powód: rarogi, które ponownie w tym miejscu wypatrzyli rano Tomek Tańczuk i Michał Zawadzki. Według ich relacji były to ptaki młode. Z nastawieniem czego mam szukać wbiłem się moim Fiatem Doblo w polną drogę. Nie był to mój pierwszy pobyt w tych okolicach. Tydzień wcześniej też szukałem raportowanego stąd młodego raroga, ale bez sukcesu. Dzisiaj miało być inaczej. Sporo kobczyków (tak szacunkowo z 25 os.), pustułek, pojedyncze myszołowy i błotniaki stawowe dawały nadzieje, że i rarogi się ostały. No i po pewnym czasie jeżdżenia wśród pól zobaczyłem siedzącego na słupie wysokiego napięcia dużego sokoła. Zostawiłem samochód. Powoli staram się zmniejszyć dzielącą nas odległość. Ptaka widzę  już  dość dobrze, białe czoło, płowy wierzch głowy, wyraźnie jasny policzek, ale i wyrazisty wąs, jasna pierś. Ale zaraz, zaraz. Ten ptak ma żółte nogi (pomijam, że na lewej ma obrączkę), tak więc  nie może to być ptak młody ! Ptak wydaje się z wierzchu dosyć ciemny. Na myśl przychodzi mi sokół wędrowny. Ale ptak zmienia pozycję. Ustawia się  bokiem i przygotowuje do lotu. Na lekko uniesionych skrzydłach widać bardzo ciemne pokrywy i kontrastujące z nimi jasne lotki pierwszorzędowe. To jest RARÓG !  Może nie jest to osobnik w pełni dorosły ale na pewno nie młody. Czyli to jest inny ptak niż te widziane rano ! Trzeci raróg 😊 ! Obserwowany osobnik w końcu odlatuje w kierunku Śmicza. Ja wracam do auta i dokonuję kolejnego objazdu pól. W pewnym momencie do mych uszu dociera kwilenie pustułek. Patrzę w tym kierunku i widzę grupę pustułek i kobczyków, które zajadle napastują siedzącego na słupie dużego sokoła. Tym razem to młody RARÓG ! Na polach dołącza do mnie Janusz Wójcicki. Po jakimś czasie docierają chłopaki z Raciborza. Do końca dnia spotykamy jeszcze raz raroga (chyba młodego) i … kurhannika.  Dzisiaj szczęście dopisało 😊 .

Raróg (Falco cherrug) nr 1 – osobnik dorosły
Raróg (Falco cherrug) nr 1 – osobnik dorosły (widać obrączkę)
Raróg (Falco cherrug) nr 1 (osobnik dorosły) – zaraz mnie tu nie będzie 😉
Kobczyki (Falco vespertinus) – z lewej samica, z prawej ptak młody
Pustułka (Falco tinnunculus)
Raróg (Falco cherrug) nr 2 – ptak młody, atakowany przez pustułkę (Falco tinnunculus) 

sobota, 15 sierpnia 2015

Pojawiam się i znikam czyli jak to ze żwirowcem stepowym było

Żwirowce nie należą do gatunków łatwych do twitchowania. Miałem okazję się o tym już przekonać przy okazji tegorocznej wizyty żwirowca łąkowego na stawach w Spytkowicach. Pojawiał się i znikał a ja trzykrotnie próbowałem wstrzelić się w ten czas kiedy przesiadywał na dnie spuszczonego stawu …. Nadaremnie. Marne to pocieszenie, że nie tylko mnie się wtedy nie udało.
Kiedy pojawiła się informacja, o żwirowcu stepowym pod Szczodrzykowem wiedziałem, że łatwo pewnie nie będzie no ale nie spróbować byłoby grzechem. Szanse na udaną obserwację zwiększała informacja, że ptak na zbiorniku pozostał prawdopodobnie na noc. Wraz z Radkiem Gwoździem i młodym Wojtkiem Janeckim najechaliśmy więc Wielkopolskę.
Była 4 rano i jeszcze ciemno kiedy zajechaliśmy nad zbiornik przy Średzkiej Strudze. Jednak z każdą upływającą minutą było coraz jaśniej i mogliśmy oznaczać to co widzimy. Żwirowca brak. W międzyczasie dojechał Zbyszek Kajzer z Piotrkiem Zientkiem. Zaklinanie rzeczywistości niewiele pomogło. Obowiązki nakazywały obrać drogę powrotną na południe. Zbyszek z Piotrkiem jeszcze zostali, ucinając sobie drzemkę. Ujechaliśmy około 80 km kiedy „Zden” poinformował telefonicznie, że oto żwirowiec się objawił !
No cóż robić. Wracamy. Kiedy dojeżdżamy po godzinie z kwadransem oczywiście żwirowca nie ma. Kurde czy one mają ADHD ? Dołącza do nas znalazca tegoż żwirowca – Artur Włodarczak. Patrzymy na niebo z nadzieją, że może gdzieś go wypatrzymy z jaskółkami z którymi uprzednio odleciał. Mijają minuty. Nasz czas naprawdę zaczyna być napięty jak skóra na bębnie. W pewnym momencie przenoszę wzrok z chmur na błotnistą łachę i co widzę ? Żwirowiec stepowy stoi sobie w najlepsze wśród kilku czajek. Jak on to zrobił ? Nieważne, liczy się że jest. A już co niektórzy zaczęli z nas szydzić. O dziwo ptak zareagował na odtwarzany głos i w locie zbliżył się znacznie, co pozwoliło na wykonanie foto dokumentacji. Odetchnęliśmy. Wracamy jednak z tarczą.


Żwirowiec stepowy - Glareola nordmanii
Żwirowiec stepowy - Glareola nordmanni
Żwirowiec stepowy - Glareola nordmanni
Żwirowiec stepowy - Glareola nordmanni
Żwirowiec stepowy - Glareola nordmanni
Żwirowiec stepowy - Glareola nordmanni

piątek, 3 lipca 2015

Puszczyk mszarny

Puszczyk mszarny Strix nebulosa – wielka, tajemnicza i bardzo rzadka w Polsce sowa. Od kilku sezonów zadomowiona w Lasach Sobiborskich w liczbie kilku par. Miejsca lęgów otoczone tajemnicą, co zrozumiałe. Dotychczas robiłem trzy podejścia, aby ten gatunek zobaczyć u nas. Ba ! Ja mimo licznych podróży, nie miałem go na „życiówce”. Ostatnio było blisko, podczas mojej czerwcowej wyprawy na Ural. Blisko to znaczy dzień spóźnienia
No ale wreszcie nadszedł ten dzień. Po informacji od Marcina Borowika i Grzesia Kaczorowskiego ruszyłem wraz z Irkiem Woźniakiem i Wojtkiem Miłoszem pierwszego dnia lipca w godzinach rannych do Sobiboru. Upalny dzień dodatkowo wzmagał zmęczenie po nieprzespanej nocy (nietoperze trzeba było skontrolować). Dotarliśmy na sobiborskie mszary około 15. Na szczęście nie odczuliśmy obecności komarów. Co za ulga 😄. Szybkie przygotowanie sprzętu i w las. Dotarliśmy szybko na miejsce, gdzie kilka dni wcześniej chłopaki mieli ptaka dorosłego z młodym. Szukamy, szukamy i nic. Obchodzimy dookoła mszar. Wszystko suche jak pieprz. Nic. Trzeba się decydować na jakieś kroki. Ustalamy, że wracamy do auta. Krótka drzemka i o zmierzchu wyruszymy wzdłuż torów. Może coś usłyszymy ?
Ale plany biorą w łeb, bo oto w drodze powrotnej, idąc tyralierą, napotykamy młodego (Irek) i dorosłego (ja z Wojtkiem) puszczyka mszarnego. I to wszystko w odległości około 100 metrów od miejsca obserwacji, na które mieliśmy namiar. Ptaki są niepłochliwe, jak to puszczyki mszarne. Młody, jeszcze niezdarnie dość, przemieszcza się po gałęziach drzewa. Dorosły, chyba samica, bacznie obserwuje to co robimy, wydając jakieś ciche, ledwie słyszalne dla naszych uszu, dźwięki.
Zostawiamy rodzinkę w spokoju i szczęśliwi wracamy do auta. Tak oto skompletowałem swoją listę sów na obszarze Zachodniej Palearktyki.

Sobiborskie mszary
Sobiborskie mszary
Szukamy (fot. Irek Woźniak)
Młody puszczyk mszarny - Strix nebulosa
Dorosły (chyba samica) puszczyk mszarny - Strix nebulosa
Dorosły (chyba samica) puszczyk mszarny - Strix nebulosa

niedziela, 7 czerwca 2015

Czapla modronosa w Hadrze

Po całkowicie nieudanej próbie zobaczenia żwirowca łąkowego na stawach w Spytkowicach i to na dodatek w trzech podejściach (że o nieudanej wyprawie na albatrosa nie wspomnę) moje psyche trochę siadło. Ale jak to bywa ptaki nie odpuszczają. Tym razem czapla modronosa, która zawitała na doskonale znane mi stawy w Hadrze, a którą wypatrzył  02. czerwca Krzysiek Belik, pozwoliła puścić w niepamięć niepowodzenia ostatnich dni. Zresztą podziałała kojąco nie tylko na mnie, bo ten nieszczęsny żwirowiec dał się we znaki też jeszcze kilku innym ptasiarzom 😉.

Czapla modronosa - Ardeola ralloides
Czapla modronosa - Ardeola ralloides
Czapla modronosa - Ardeola ralloides
Czapla modronosa - Ardeola ralloides
Czapla modronosa - Ardeola ralloides
Czapla modronosa - Ardeola ralloides
Czapla modronosa - Ardeola ralloides
Czapla modronosa - Ardeola ralloides
Czapla modronosa - Ardeola ralloides


wtorek, 19 maja 2015

Coo ? Białorzytka saharyjska ? W Polsce ? - A jednak :-)

Mniej więcej taka, jak w tytule, była moja reakcja na newsa jaki przekazał mi Radek Gwóźdź. Szczegóły które poznałem po chwili były jeszcze bardziej zaskakujące. Otóż ptaka na swojej, samotnej posesji, położonej głęboko wśród lasów, zauważyła Pani Teresa Łybko już kilka dni wcześniej. Czuła, że widzi „coś dziwnego”, więc postanowiła powiadomić fachowców. Wybór padł na OTOP. Na miejscu Tomek Chodkiewicz i Krzysztof Pietrasz potwierdzili, że oto mamy w Polsce pierwsze stwierdzenie białorzytki saharyjskiej (Oenanthe leucopyga). Nie ma co czekać. Kompletujemy z Radkiem ekipę twitcherską (coby było taniej 😉) i o 2 w nocy spotykamy się w komplecie jak zwykle w Koziegłowach pod „Czardaszem”. Po około trzech godzinach jazdy jesteśmy we Włocławku i staramy się znaleźć posesję Winduga 2. Po pewnych perturbacjach lokalizacyjnych wjeżdżamy w leśną drogę, która powoli zaczyna wyglądać coraz bardziej nieciekawie jak na możliwości mojego auta. W lesie napotykamy … „Słowika” czyli Marcina Sołowieja, który też próbuje dojechać do posesji. W końcu już wspólnie udaje nam się i przed 6 rano jesteśmy przy ogrodzeniu posesji. Jesteśmy pierwsi. Wita nas przeraźliwy krzyk pawia, za chwilę rozszczekały się psy. A białorzytka saharyjska ? JEST !!! Siedzi sobie w słońcu na drewnianym płocie. Nasz najazd obudził Panią Teresę, która wpuszcza nas na teren swojej posesji. Pani Teresa jest osobą bardzo miłą, ciepłą i gościnną. Grzecznie odmawiamy jednak poczęstunku herbatą, wiedząc, że do Windugi ściągają kolejni twitcherzy. A białorzytka nic nie robi sobie z naszego zainteresowania nią. Intensywnie żeruje i przemieszcza się siadając a to na palikach, a to na płocie ale najbardziej ulubionym jej miejscem jest dach obórki pod którym gniazdują jaskółki. W międzyczasie dołącza do nas Michał Radziszewski. Po kilkunastu minutach białorzytka podlatuje wysoko na czubek dębu (?) a następnie odlatuje głęboko w las. No nie wygląda to ciekawie. Przed chwilą  kontaktował się ze mną Tomek Tańczuk, który wraz z pozostałymi „opolanami” błądził po lesie w poszukiwaniu sławnej już posesji. W końcu docierają. Miny mają nietęgie. Nie dziwie się. Pani Teresa jednak uspokaja białorzytka tak robi, odlatuje gdzieś a potem wraca”. „Opolanie” zostają My wracamy. W drodze powrotnej dowiadujemy się via sms, że słowa Pani Teresy okazały się prorocze :-). Białorzytka saharyjska wróciła !

Miejsce akcji czyli Winduga 2
Jeden z najbardziej krzykliwych przedstawicieli żywego inwentarza Pani Teresy – Paw…Staś 😊
Ale oto i białorzytka saharyjska (Oenanthe leucopyga) w kilku odsłonach
Białorzytka saharyjska (Oenanthe leucopyga)
Białorzytka saharyjska (Oenanthe leucopyga)
Białorzytka saharyjska (Oenanthe leucopyga)
Białorzytka saharyjska (Oenanthe leucopyga)
Pani Teresa z pierwszą falą ptasiarzy. Od lewej: Maciek Kowalski, Adam Kuźnia, Wojtek Janecki jr., moja skromna osoba, Radek Gwóźdź, Darek Szlama, Wojtek Miłosz, Michał Zawadzki, Aga Tańczuk i Tomek Tańczuk

Białorzytka saharyjska (za Wikipedią) zamieszkuje kamieniste tereny pustynne od Sahary poprzez Arabię Saudyjską aż do Iraku.  Uznawana jest za gatunek wybitnie osiadły, stąd wszelkie jej pojawy na północ od Morza Śródziemnego stanowią niemałe wydarzenie ornitologiczne. Poszperałem trochę po literaturze i w sieci. Takich wizyt na terenie Europy było na przestrzeni ostatnich 50 lat raptem zaledwie kilkanaście: 1964 – Irlandia, 1977 – Hiszpania, 1982 – Anglia, 1986 – Niemcy (kat. D), 1993 – Grecja, 2001 – Portugalia, 2005 – Hiszpania i Turcja, 2010 – Dania, Niemcy, Włochy, 2013 – Włochy, 2014 – Holandia no i 2015 – Francja i Polska.