poniedziałek, 30 października 2017

CORVO – udany sezon nr 4

Tegoroczna jesień na Corvo była bardzo udana. Wreszcie sypnęło gatunkami w okresie, kiedy byłem na wyspie. I to gatunkami zacnymi jeżeli chodzi o liczbę dotychczasowych pojawów w WP. W składzie Polish Birding Teamu, po 5 latach bytności na „Skale”, pojawiły się po raz pierwszy kobiety, dwie Kasie, a po wyspie buszowało ponad 70 ptasiarzy z 15 krajów !!!

Polish Birding Team A.D. 2017: od lewej – Marcin Sołowiej „Słowik”, Jacek Tabor, Kasia Mikicińska, Stanisław Czyż, Hubert Stelmach, Radek Gwóźdź, Kasia Kucharska i Marcin Dyduch. Na zdjęciu grupowym brakuje naszego poczciwego Zdenka, który w tym czasie …

Z „amerykańskich” ptaków w okresie naszego, dwutygodniowego, pobytu na Corvo (11.10. – 25.10.2017) można było zobaczyć ponad 30 gatunków !!! m.in. 4 gatunki blaszkodziobych, 6 gatunków siewkowych (w tym preriowiec Bartramia longicauda), 3 gatunki wireonków, 2 gatunki drozdków i aż 10 gatunków lasówek (m.in. kasztanowata Setophaga castanea, rudogardła Setophaga fusca, żółtoczelna Setophaga citrina czy magnoliowa Setophaga magnolia) !!! A działo się też przecież i przed (m.in. rybaczek popielaty Megaceryle alcyon) i po naszym pobycie (m.in. drozd wędrowny Turdus migratorius). No i oczywiście co nieco pojawiło się też i na innych wyspach, np. głowienka preriowa Aythya americana na Teiceirze czy czapla zielona Butorides virescens na Fajal.
A co się działo dzień po dniu ? Zapraszam do lektury.

11.10.2017 – zagadkowa kokoszka

Po całodniowym zwiedzaniu Lizbony i nocy na lotnisku na San Miguel wreszcie docieramy na Corvo. Jak to bywa zazwyczaj w dniu przylotu samolotu przy lotnisku gwarno, pełno znajomych twarzy. Wędrujemy na camping. Camping z racji prowadzonej przebudowy nowego portu, stał się w znacznej części składowiskiem betonowych elementów, słychać też pracę ciężkich maszyn. Najważniejsze, że nadal nie obowiązują opłaty, sanitariaty stoją jak stały i solary działają jak działały, podgrzewając wodę. Ogarniamy sprawy obozowe i ruszamy w miasteczko. Muszę zaznajomić Kasię z lokalizacją podstawowych, niezbędnych do przeżycia, podmiotów.

Stawiamy namiot w miejscu osłoniętym. Przynajmniej tak nam się wydawało. Wiatru tutaj nie da się przechytrzyć .
Fragment campingu w Vila da Corvo

Vila do Corvo wypiękniała przez ostatni rok, wiele zaniedbanych, a nawet opuszczonych budynków odnowiono. Robimy zakupy. Spotykamy też Tanię Pippę z którą Kasia będzie współpracować w ramach akcji „S.O.S Cagaros”. Gdy już wracamy Kasia zauważa przemykającego w zielskach na jednym z poletek przy głównej drodze chruściela, który skrywa się w kukurydzy. No czyżby sora  Porzana carolina ? To byłoby dopiero wejście smoka. Powolutku obchodzimy, każde z nas od innej strony, to niewielkie poletko skrywające tajemniczego chruściela. W pewnym momencie chruściel podrywa się i siada na łodydze kukurydzy, kilka metrów przede mną. Robię zdjęcia. Ptak nie wytrzymuje napięcia i odlatuje w sąsiedni łan kukurydzy. Wygląda na „naszą” młodą kokoszkę Gallinula chloropus. W locie, w promieniach słońca na szyi widać metaliczną, niebieską barwę. Ta niebieska barwa trochę mnie intryguje. Na campingu są już też Radek, Jacek i Hubert. Na koniec dnia ekipa idzie zażyć oceanicznej kąpieli. Ja na „plaży” drążę temat kokoszki pokazując zdjęcia Duńczykom – Tommyemu Frandsenowi i Larsowi Mortensenowi. Poza stwierdzeniem, że ptak wygląda interesująco, wątpliwości pozostały dalej. Generalnie to chodziło o to czy mieliśmy do czynienia z „naszą” kokoszką czy też może, z niedawno wyodrębnioną, kokoszką amerykańską Gallinula galeata ?

Młoda kokoszka …
… chloropus czy galeata ?

12.10.2017 – uparta kobyła

Jedziemy całą polską ekipą do kaldery. Trzeba wykorzystać piękną pogodę. Jutro podobno ma lać. Krajobraz kaldery urzeka mnie co roku. Z ptaków nic nowego dla mnie. No może poza czystą brązówką Anas rubripes. Ciekawe jest to, że całkowicie zniknęły krzyżówki Anas plathyrhynchos i ich mieszańce z brązówkami widziane tu corocznie. Obchodzimy jezioro odwrotnie niż to jest zwyczajowo przyjęte. A to za sprawą bekasa amerykańskiego Gallinago delicata, którego miała wypatrzeć ekipa BigYearWP przy której znalazł się Jacek. Chłopcy zawzięcie brodzili po rozlewiskach ale wypłaszali jedynie „nasze” kszyki Gallinago gallinago.  W zatocze od strony wschodniej spotykamy Radka i Huberta fotografujących biegusa białorzytnego Calidris fuscicollis, malutkiego Calidris minuta i 2 bodźce żółtonogie Tringa flavipes. Próbuję się dołączyć ale mam za sobą „małe zwierzątko” – kobyłę, która na różne sposoby próbuje odwieść mnie od fotografowania ku uciesze moich współtowarzyszy. Nawet jabłko które dostała od Kasi, owszem zjadła, ale i to nie odwiodło jej od bycia wyjątkowo złośliwą. Powstała nawet hipoteza, że po prostu usiadłem na drodze do wodopoju jej i jej źrebaka.
Rzeczywiście po naszym odejściu konie zaczęły pić.  W pobliżu mamy jeszcze 5 ibisów kasztanowatych Plegadis falcinellus i bataliona Pugnax pugnax oraz 2 śmieszki Chroicocephalus ridibundus. Na podejściu trafia się biegus arktyczny Calidris melanotos

Kaldera jak co roku urzekła mnie kolorystyką
Brązówka (Anas rubripes)
Brodziec żółtonogi (Tringa flavipes)
Biegus arktyczny (Calidris melanotos)
Z ekipą BigYear WP po wyjściu z kaldery (fot. Radek Gwóźdź)

Nie ustają emocje związane z naszą wczorajszą kokoszką. Po zejściu do miasteczka Radek prosi abym podszedł do Bombeiros. O szczegóły tej obserwacji wypytują mnie Peter Alfrey i Vincent Legrand. Robią fotki moich zdjęć. O 16 zarządzono pospolite ruszenie w sprawie kokoszki. Rzeczywiście przy środkowych polach zebrało się ze 30-tu chłopa. Okazuje się, że wszyscy czekają na mnie cobym dokładnie wskazał miejsce naszej obserwacji. Biegnę więc w laćkach, pokazuję i tłumaczę na ile potrafię. Tajemniczej kokoszki jednak nie odnajdujemy.

Poszukiwania tajemniczej kokoszki

13.10.2017 – wiadomo 13-ty i piątek

Dzisiaj niestety pogoda się załamała. Od rana deszcz. I to dość intensywny. W drodze z Bombeiros na camping, zamaka mi mój Canon. Pomimo, że schowany w plecaku. Jestem załatwiony. Jak tu nie wierzyć, że 13-ty w piątek … Na wyspie ptasiarsko nic się specjalnego nie dzieje. Czyżby ostatni dzień spokoju ? Zbliża się huragan Ofelia. Patrzymy na mapy. W Azory uderzy od południa w rejonie San Miguel. My dostaniemy rykoszetem. Zapowiada się ciężka noc. Ale jest nadzieja na ptaki. Póki co po południu trochę się rozpogadza. Wokół płyty lotniska spacerują ci co nie mają lunet, szukają po polach i w tamaryszku jakichś pierzastych nowości. Reszta jak to zazwyczaj tutaj przy takiej pogodzie bywa, korzystając z wnęki w budynku campingowych kibelków, uprawia seawatching. Rzeczywiście burzyków dużych Colectris borealis latają setki. Ktoś przynosi z plaży osłabionego i przemoczonego nawałnika dużego Oceanodroma leucorhoa. Ależ to jest cudak. Staramy się go osuszyć. W końcu zabiera go Tania. 

Nawałnik duży (Oceanodroma leucorhoa) – niczym przemoczony kurczak
Nawałnik duży (Oceanodroma leucorhoa) – ależ on ma śmieszną tą „kichawę”


14.10.2017 – po przejściu Ofelii

Dzisiaj dzień nie dla twitcherów. Po „liźnięciu nas” przez Ofelię na Wyspie pojawiło się trochę nowości. Niestety widzieli je tylko odkrywcy. Najpierw Daniele Occhiato zauważył podejrzanego wróbla w typie nieszporka Pooecetes gramineus (co to za nazwa ???) !!! Oczywiście zaraz zrobiło się tłoczno na tym stoku. Okolica przeczesana, ptaka nie ma.
Z Jackiem postanawiamy zajrzeć do Lighthaus valley. Tam miała czekać na nas lasówka czarnogardła Setophaga virens. Zamawiamy taksę. Okazuje się, że chętnych jest więcej. Na miejscu spotykamy ekipę BigYearWP. Ptaka niestety brak. Wracamy do wsi. Kupujemy mięso na grilla. W drodze do campingu Hiszpanie, których widzimy z drogi rzucają coś na radio co my z Jackiem rozumiemy jako catbird.  Biegiem w ich kierunku. Okazuje się, że widzą tylko … kukawika żółtodziobego Coccyzus americanus. Za chwilę w tym miejscu zbiera się spora grupka osób. Niestety kukawika dzisiaj nie zobaczą. W radio pojawia się komunikat o preriowcu Bartramia longicauda. Jedzie Hubert. My zabieramy się za grillowanie. Kurczaczek i szaszłyczki przygotowane i upieczone wspólnym wysiłkiem smakowały wybornie. Tym bardziej, że wypadło tylko tak po 3 euro na głowę. Hubert wrócił. Preriowca nie widział nikt oprócz znalazców. Podobnie było z pirangą szkarłatną Piranga olivacea. Na dodatek okazało się, że jednak lasówka czarnogardła była w Lighthaus valley !!! Per Forsberg, który był z nami przecież od rana, zostawił swój telefon w dolince. Wrócił się po niego i … lasówkę zaliczył 😞. Wieczorem uderzamy tradycyjnie do Bombeiros podładować sprzęt i coś się napić. Mój ptasi licznik nadal wskazuje zero.  Aparat w dalszym ciągu nie działa i już straciłem nadzieję. Trzeba się z tym pogodzić. W nocy mocno wieje z zachodu, czyli dobrze.

Zapowiada się dobrze 😋

15.10.2017 – zadziało się

Z Jackiem jedziemy ponownie do Lighthaus valley. Oczywiście jest jeszcze kilka innych osób co lasówki czarnogardłej nie widziało. Znów kilka godzin oczekiwania, wabienia i … zero. Wychodzę w górę m.in. wraz z Ramim i Thierry Jansenem. Obieramy kierunek ku miasteczku. Jacek gdzieś polazł. W tym miejscu z łącznością nie jest za dobrze. Wołam Go przez radio bez efektu. Kiedyś się znajdzie. Docieramy do miejsca, gdzie jest już zasięg. No i od razu bomba !!! W Tennessee Valley znaleziono lasówkę rudogardłą Setophaga fusca !!! Wzywamy taksówkę i jazda. Szybko, ja z językiem na wierzchu, docieramy do środkowej części dolinki, gdzie widziano lasówkę. To dopiero 1 stwierdzenie dla Azorów i 5 dla WP !!! Spędzamy dużo czasu ale ptak się nie pojawia. Za to Radek i Hubert, szczęśliwcy którzy widzieli już ową lasówkę, wychodzą z dolinki i … mają wireonka żółtogardłego Vireo flavifrons  – 4 stwierdzenie dla Azorów i 7 dla WP !!! Gratki Panowie ! Wireonek się przestraszył i poleciał gdzieś dalej, więc nie pozostało nic innego jak ruszyć za nim „w pościg”. Teren mocno nachylony kończący się klifem. W międzyczasie przychodzi informacja, że lasówka rudogardła w dolince się odnalazła. Co robić ? Część chłopaków się wraca, ja jednak postanawiam pozostać. I to było dobre posunięcie. Wireonek się odnajduje. Intensywnie żeruje, można go obserwować z kilkunastu metrów. Wreszcie tick !!!

W Lighthaus Valley
Lighthaus Valley – magiczna dolinka
Wireonek żółtogardły (Vireo flavifrons) – fot. Radek Gwóźdź
Wireonek żółtogardły (Vireo flavifrons) – fot. Radek Gwóźdź
Wireonek żółtogardły okazał się łakomym kąskiem dla większości z nas

No to teraz można wracać do Tennessee Valley. Okazuje się, że ci co się wrócili lasówki nie zobaczyli !!! Trochę odpoczynku i znowu trzeba biec. Lasówka rudogardła zawędrowała w górne partie dolinki.  Znowu kilka osób ją zalicza. Ptak jest wyjątkowo ruchliwy, znowu przelatuje w inne miejsce. Tym razem wlatuje w duży obszar iglaków pod samym wierzchołkiem wzniesienia. Czekam, może się pojawi. Nadaremnie. Mam już na dzisiaj dosyć. Schodzę w dół. Nogi bolą jak diabli. Doczłapuje jakoś do namiotu. Noc bardzo wietrzna i bardzo deszczowa.

W Tennessee Valley
Tennessee Valley

16.10.2017 – na spokojnie +2

Przestaje lać przed 9.00. Nie przestaje wiać. To dobrze bo wieje z pożądanego kierunku – zachodniego. Idziemy z Kasią na kawę. W porcie pojawiła się młoda uhla pstrodzioba Melanitta perspicillata. Oczywiście w kilka minut port się zapełnia. Widać, że niewielu chętnych wybrało się dzisiaj w górę. Po obejrzeniu kaczuchy pędzę do Bombeiros podmienić Kasię. Dla Niej będzie to już 8 gatunek na tym wyjeździe. Dzisiaj ma kolejny dzień współpracy z Tanią. Koło południa idziemy w tamaryszek nad wysypiskiem śmieci. I okazuje się że lasówkę czarnogłową Setophaga striata widzi tylko Kasia 😠. Dzisiaj przyleciała druga część polskiej ekipy. Zdenek już na wstępie raportuje kokoszkę. To ta „nasza” ? Po południu wracam w tamaryszek nad wysypiskiem aby ostatecznie rozprawić się z lasówką czarnogłową. Próbuję wabić. Efekty są mierne. Póki co widzę piecuszka Phylloscopus trochilus. Po kilkunastu minutach pojawiają się Finowie. W końcu uśmiecha się do nas szczęście.  Lasówka czarnogłowa pokazuje  się może 4 metry przed nami. I nietypowo jak na lasówki zastyga na suchej gałązce. Dlaczego zepsuł mi się ten aparat ? Zdjęcie na bloga będę miał od Seppo. Wieczór tradycyjnie spędzamy u strażaków.

W porcie poruszenie. Mam tick'a 😛
Uhla pstrodzioba (Melanitta perspicilatta) – fot. Radek Gwóźdź
Jakieś ładne ziele
Lasówka czarnogłowa (Setophaga striata) - fot. Seppo Järvinen

17.10.2017 - bez sukcesu

Do południa wbijam się z Jackiem w Cancelas. Opady deszczu „ożywiły” koryto potoku. To tylko dodaje uroku tej dzikiej dolince. Ptasio jednak nie dzieje się nic. Zresztą inni też nic nie raportują. Jacek idzie gdzieś tam jeszcze w górę ja powolutku podążam w dół.

Cancelas
Cancelas
Cancelas
Dopada mnie chyba jakiś kryzys. A na kryzys najlepszy jest … gorący news. W górnej części Tennessee Valley, już prawie pod Morro da Fonte, Hubert raportuje lasówkę rudogardłą. Jestem akurat przy Miradoro a więc w górę. Nie powiem, poszło mi to dość sprawnie. Nie na tyle jednak, żeby zastać ptaka. Znowu gdzieś się zabunkrowała. Odstałem swoje, jak zresztą kilkunastu innych. Sukcesu dzisiaj nie będzie.

Widok spod Morro da Fonte na Vila do Corvo
Czekając na lasówkę rudogardłą


18.10.2017 – cierpliwość się opłaca

Cały czas wieje z zachodu. W czwórkę (z Radkiem, Jackiem i Hubertem) jedziemy na brzeg kaldery. Plan jest taki: nie zamierzamy schodzić do jej wnętrza, zresztą nie ma za bardzo po co – kaldera wypełniona niskimi chmurami, a jedynie poruszać się wzdłuż głównej drogi z nadzieją na spotkanie amerykańskich przybyszów którzy zagubieni, bez większych możliwości orientacji w terenie ze względu na niskie chmury, będą starali się przeczekać na pastwiskach i w zaroślach właśnie położonych przy drodze. Poza tym jesteśmy w dobrym położeniu, dobry zasięg radiowy no i z górki, jakby ktoś coś wypatrzył. Zmierzając w dół co jakiś czas zatrzymujemy się i wabimy. Efektów póki co nie ma. Odkrywamy za to interesującego przedstawiciela drapieżnych lądowych płazińców z rodzaju Bipalium. Nawet żartujemy, że w przypadku gdy gatunek będzie nowy dla nauki, nazwiemy go gwozdzii.

Pogoda nie rozpieszcza. Wieje tak mocno, że ciężko jest ustać. Na szczęście za chwilę wejdziemy za stok
Torfowiska na zboczu wulkanicznym
Wilgotne podłoże lubią też paprocie
Widoczność póki co mocno ograniczona
Po opadach deszczu koryta potoków wypełniają się wodą, tworzą się wodospady. Widok prawie jak z tropików
Płaziniec z rodzaju Bipalium. Jakby co ma być Bipalium gwozdzii

Pogoda się poprawia. Dochodzimy do Lapa Fields aż tu w radio komunikat: „Dickcissel !!!” Jesteśmy 400 metrów od miejsca jego obserwacji. Kiedy dobiegamy, według Hiszpanów, którzy go wypatrzyli, ptak zleciał w dolne partie roślinności. Hmm .. trzeba czekać. Za chwilę łączka zapełnia się twitcherami. Cierpliwość, cierpliwość, jeszcze raz cierpliwość. To jest zasadnicza cecha ptasiarza na Corvo. Łatwo powiedzieć, czasami się nie wytrzymuje. Tak było i w tym przypadku, niektórzy się oddalili po czym później żałowali. Łuszczyk czarnogardły Spiza americana powrócił na wysokie iglaki ale na krótko. Euforia jaka zapanowała u niektórych co go zobaczyli, spowodowała, że „wróbel” ponownie się gdzieś zawinął. Pod wieczór odnalazła się w Tennessee Valley lasówka rudogardła. Prawdopodobnie będzie nocowała w dolnej części doliny, przy trzcinach !!! Jutro uderzam.

W tej kępie roślinności Hiszpanie „wyczesali” łuszczyka czarnogardłego
W oczekiwaniu na powrót łuszczyka czarnogardłego
Łuszczyk czarnogłowy (Spiza americana), samica – fot. Mika Bruun
Świętujemy nr 500 na liście Huberta . Dwa dni wcześniej na liczniku u Zdenka – 600 (fot. Kasia Mikicińska)

19.10.2017 – lasówka jak nie jedna to druga

Wychodzę w górę kiedy jest jeszcze ciemno. Koło 8 docieram do dolnej części Tennessee Valley. Dopiero co świta. Na miejscu jest już w pełnej gotowości Rami. Po kilkunastu minutach dociera jeszcze kilku chłopaków. Czekamy. Udaje mi się wypatrzeć jako pierwszemu wireonka czerwonookiego Vireo olivaceus. Może to jakiś dobry znak ? Póki co mijają dwie godziny i lasówki rudogłowej brak. Zebrało się w sumie kilka osób. Daniele Occhiato wypłasza jakiegoś ciemnoszarego drozdka, albo szarolicy albo okularowy. Widzę go w locie jak zapada w gęste zarośla jerzyn. Poszukiwania nie dają rezultatu. Drozdek ulotnił się jak kamfora. Dostajemy info że w Ponte jest lasówka złotogłowa Seiurus aurocapilla. Jedziemy. W dolince dość tłoczno. Ale to dopiero początek tego co za chwilę tu nastąpiło. Bo lasówka złotogłowa się nie odnalazła za to znaleziona została … lasówka magnoliowa Setophaga magnolia – 4 dla Azorów i 8 dla WP !!! Oj zaludniła się dolinka po chwili. Kasia kolejny dzień kooperowała z Tanią przy burzykach. Dzisiaj kontrolowały m.in. gniazda poza rezerwatem. Cały czas bardzo, bardzo mocno wieje z SW, w niektórych miejscach ciężko ustać. Późnym popołudniem Węgrzy znajdują w Cancelas lasówkę czarnogardłą. Już wiem gdzie będę jutro rano. Wieczór tradycyjnie spędzamy u strażaków. Wreszcie z Kasią kupujemy bilety powrotne z Lizbony do Warszawy przez Brukselę.

Ribeira da Ponte. Uśmiechy na twarzach, znaczy się jest tick  😛
Lasówka magnoliowa (Setophaga magnolia) – fot. Zbyszek Kajzer


20.10.2017 – do trzech razy sztuka

Tak jak było do przewidzenia w Cancelas od rana buszuje większość ptasiarzy. Hubert pierwszy dostrzega lasówkę w szczytowych partiach koron drzew. Jest więc dobrze bo ptak został. Hubert przegląda jednak Sibleya i twierdzi, że widziany przez niego ptak był od spodu całkowicie żółty !!! A więc to nie może być lasówka czarnogardła !!! No dobrze ale co widział Hubert ? Możliwości jest kilka. Póki co biegnę w górę dolinki bo odkryto drozdka szarolicego Catharus minimus. Parę minut oczekiwania na drozdka i z dołu idzie komunikat – jest lasówka czarnogardła. Zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki. Błoto, kamienie, suche pnie i pędzące stadko dwunożnych istot na złamanie karku byle jak najszybciej znaleźć się w miejscu obserwacji. Obyło się bez poważniejszych kontuzji. W końcu docieram do miejsca, gdzie w całej okazałości wystawia się lasówka czarnogardła. Do trzech razy sztuka – w tym przypadku powiedzenie się sprawdziło. Jakby nie było to gatunek cenny w kolekcji ticków, 8 stwierdzenie dla Azorów i 10 dla WP !
Tyle co opadły emocje i odetchnęliśmy, część osób poszła w górę, a tu w tym samym miejscu dolinki kolejne BOOM !!! Pojawia się wilsonka żółtoczelna Setophaga citrina !!! Jestem w pierwszej grupie, której dane jest ją widzieć bardzo blisko jak żeruje na ziemi. I to jest zapewne ten ptak, którego na początku widział Hubert. Gatunek jeszcze cenniejszy niż poprzedni. To dopiero 5 stwierdzenie w WP i 3 na Azorach !!!

Lasówka czarnogardła (Setophaga virens) – fot. Zbyszek Kajzer
Wilsonka żółtoczelna (Setophaga citrina) – fot. Radek Gwóźdź
Wilsonka żółtoczelna (Setophaga citrina) – fot. Radek Gwóźdź
Z Hubertem opuszczamy Cancelas. On zostaje przy Fojo, gdzieś tutaj ma być łuszczyk indygowy Passerina cyanea, ja idę w kierunku Pico. Po drodze mijają mnie kolejni ptasiarze. Wszyscy pędzą na wilsonkę. Pieszo (Zdenek), taksówką (Radek), jakimś autem osobowym, David Monticelli … na traktorku rolniczym , a ja wyluzowany. Mam to już za sobą. Powodzenia Panowie. Zaglądam do Pico, pstroszki jednak nie odnajduję. Młodzież, czyli Kasia K. (jakoś te Kasie trzeba dla rozpoznania w tekście oznaczyć) z Marcinem D. (to samo z Marcinami) wyhaczyli w rejonie Mountain Reservoir łuszcza strojnego Pheucticus ludovicianus. No, Brawo.
Kasia zaobrączkowała samodzielnie pierwszego Corysa. Kiedy praktycznie zastanawiamy się co tu robić wieczorem, ptasi dzień na Corvo jednak jeszcze się nie skończył. Po 19 przychodzi news że na Lapa Fields PAC widział lasówkę oliwkową Leiothlypis peregrina !!! Choć szanse są niewielkie, po prostu robi się ciemno, jedziemy. Na miejscu okazuje się że lasówka zleciała gdzieś w dół za klif i pewnie poszła lulu. Może jutro dopisze szczęście.

Vila do Corvo by night (widok z Miradoro)

21.10.2017 – lasówka oliwkowa do syta

I szczęście dopisało. Teren widziany z drogi wydaje się być łatwy. Okazuje się jednak, że ze względu na bardzo wysokie murki dzielące łąki na kwatery jest zupełnie inaczej. Rano udało się dość szybko odnaleźć lasówkę oliwkową. Chłopaki porobili piękne foty. Wracam do poszukiwania lasówki złotogłowej i pstroszki w Pico i Ponte nie powiodły się. Całkowicie padła mi komórka. Powerbanki na Corvo są jednak nieodzowne. Schodzę w dół. Rozsiadam się w tawernie, spijam 2 kawy, podłączam się do prądu i … znowu trzeba jechać w górę. Namierzono lasówkę nadwodną w Lapa. Czekam cierpliwie w grupie kilkunastu osób. Nachylenie stoku sprawia, że ból nóg dokucza coraz bardziej. Trzeba znaleźć miejsce i usiąść. W pewnym momencie wyczekiwana lasówka pojawiła się „pogoniona” przez idącego od dołu korytem strumienia Mikę Bruuna. Trwało to na tyle krótko, że raptem dostrzegło ją kilka osób. Mnie niestety w tej grupie nie było. No cóż trzeba „polować” dalej. Na pocieszenie naoglądałem się do woli lasówki oliwkowej, która cały czas trzymała się tej części dolinki, gdzie wyczekiwaliśmy, bardzo dobrze reagując na odtwarzane głowy.
 
Lasówka oliwkowa (Leiothlypis peregrina) – fot. Radek Gwóźdź
Lasówka oliwkowa (Leiothlypis peregrina) – fot. Radek Gwóźdź
Ribeira Lapa
W oczekiwaniu na lasówkę nadwodną
Jeszcze raz lasówka oliwkowa (Leiothlypis peregrina) – fot. Zbyszek Kajzer

22.10.2017 – MEGA!!! BOOM!!!

Sam w Ponte !!! Brzmi niewiarygodnie a jednak. Przynajmniej na razie. Po wczorajszej imprezie z okazji 850 ticków na liście PAC-a zapanowała jakaś niemoc. Zdenek ze Słowikiem i Młodzieżą atakują kalderę. Patrząc na chmury nad wulkanem to trochę szaleńcza decyzja no ale dla nich to ostatnia szansa w tym sezonie, jutro wracają. A ja szukam pstroszki. Z ciekawostek – dzisiaj rano wyciągnąłem spod kolana kleszcza ! A myślałem że ich tu nie ma. W końcu docierają i inni. Jest Thomas, jest też silna (dosłownie bo jest i Mika) grupa Finów. Nie przekłada się to niestety na wykrywalność. Cały czas silny wiatr. Już zbieram się do wyjścia a tu info na walkie-tokie z Lighthaus Valley: „Bay-breasted Warbler” czyli lasówka kasztanowata Setophaga castanea !!!!! Stwierdzenie 1 dla Azorów i 2 dla WP !!! Ptaszek znaleziony przez Davida Monticiellego. Trzeba przyznać że ten to jest farciarz. Dalej potoczyło się wszystko zgodnie ze scenariuszem dla takiego przypadku. Kto żyw pędem do Laighthausu !!! W niecałe pół godziny wokół kępy iglaków zgromadzili się wszyscy obecni na wyspie w tym momencie ptasiarze. Dobiła też i Kasia, która zrobiła sobie wycieczkę i zupełnie przypadkowo widząc pędzących po zboczu w dół gości postanowiła sprawdzić co się dzieje. A magiczny iglak dał nie tylko lasówkę kasztanowatą ale i … drozdka okularowego Catharus ustulatus oraz lasówkę czarnogłową. Dlatego magiczny. Jakby tego było mało zaleciał też wireonek czerwonooki. Tegoroczny samiec lasówki kasztanowatej, pokazywał się bardzo ładnie, tak że i fotografujący byli przeszczęśliwi. Drozdek okularowy już nie był taki chętny ale w końcu się przemógł. Droga powrotna po sukcesie niestety nie była już przyjemna. Naszły na wschodnie stoki ciężkie chmury i zaczęło lać. Na campingu zbiorowe suszenie.

Ribeira da Ponte
W Lighthause Valley magiczny krzew otoczony. Wszyscy czekamy aż lasówka pojawi, jak nie tu …
… to może z tej strony
A oto obiekt marzeń – lasówka kasztanowata (Setophaga castanea). Pierwszy raz na Azorach i dopiero drugie stwierdzenie dla WP ! (fot. Radek Gwóźdź)
Staramy się wypatrzeć drozdka okularowego (fot. Ruben Coelho)
Drozdek okularowy (Catharus ustulatus) – fot. Ruben Coelho

23.10.2017 – pan Hilary

Pogoda się załamała. Znaczna część Polish Birding Team dzisiaj opuszcza wyspę. Zostajemy tylko my i Zdenek. Ze starego portu obserwujemy młodego głuptaka Morus bassanus i przelatującą młodą uhlę pstrodziobą. Po południu przychodzą wieści o jemiołuszce cedrowej Bombycilla cedrorum w okolicach Cantinho. Ponadto w Cantinho stwierdzono samca wilsonki żółtoczelnej oraz … kropiatkę Porzana porzana. Jedziemy więc na jemiołuszkę pozostawiając na grillu ryby. Próba okazała się bardzo nieudana. Nie dosyć że zaczęło lać, zgubiłem okulary (to akurat zaczyna być u mnie normą) to po naszym powrocie z ryb na grillu zostało już niewiele.

Zawsze to siły zaoszczędzone
Gdzieś tutaj, w takim krajobrazie, miała przebywać jemiołuszka cedrowa
Hedychium gardnerianum czyli kahili ginger – roślina przywleczona z … Himalajów

24.10.2017 – powtórka

Przestało lać. Jadę szukać okularów. Zdenek pożyczył mi swoje zapasowe. Moja ślepota trochę się zmniejszyła. Może przy okazji wróci jemiołuszka cedrowa ? Nic z tego. Była okazja na ovenberda. Gerby znalazł ją żerującą na drodze między Cancelas a Cantinho. Niestety troszkę się spóźniłem. W drodze powrotnej złapał mnie deszcz. Powtórka z wczoraj. Przemokłem do majtek (z nimi włącznie). Ovenbird jakby na złość mi pojawił się znowu na drodze. Nie zdecydowałem się wrócić. Trudno, coś trzeba zostawić na zaś. Okularów oczywiście nie odnalazłem. Późnym popołudniem pogoda się poprawiła. Jest szansa że choć trochę podsuszę ciuchy i buty. No i pakowanie jutro będzie bezstresowo.

25.10.2017 – opuszczamy Corvo

Wreszcie słońce. Zwijanie obozu przy takiej pogodzie to czysta przyjemność. Jeszcze jakaś kawa w tawernie, płacimy Jão za kursy (w tym roku 3 Euro za kurs) i żegnamy Corvo. Bez opóźnień docieramy na Teiceirę. Bierzemy taksówkę i jedziemy do Paul da Praia. Mamy godzinę na znalezienie głowienki preriowej Aythya americana, która siedzi w tym miejscu od dłuższego czasu zmieniając lotki. Wczoraj Słowik zrobił zdjęcie jak pływa razem z czerniczką Aythya collaris. Czerniczkę odnajdujemy od razu. Mało płochliwa. Gdzie jest głowienka ? Idziemy wzdłuż linii brzegowej stawu. Łyski, kokoszki, krzyżówki i jakieś ich popaprańce, czaple siwe a głowienki nie ma. Zaczyna padać. Czas ucieka. Zaraz podejdzie po nas umówiony taksiarz. Czy naprawdę będziemy mieli aż takiego pecha ? Ostatni skan zbiornika i w końcu JEST !!! Samiec głowienki preriowej pływa sobie w pobliżu zagrody z płetwiastym hodowlanym drobiem. Obserwujemy go przez kilka minut.
To był ostatni ptasi akcent naszego tegorocznego sezonu na Azorach. Bardzo udanego sezonu .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz