niedziela, 6 maja 2018

Ptak 70-ciu lotek czyli spotkanie z albatrosem

Wreszcie GO zobaczyłem, chociaż powiem szczerze nie zapowiadało się to wcale tak różowo. Albatros czarnobrewy ponownie "zadomowił się" na Sylcie. W tym roku był wyjątkowo "leniwy". Nie wiem tylko czy bardziej ode mnie. Po kilka dni nie odlatywał z Rantumbecken a ja zbierałem się na Sylt jakby to była wyprawa na koniec świata. Kiedy w końcu z Kasią zgraliśmy dni wolne albatros ... zniknął. No cóż, całe szczęście, że na terenie Niemiec były jeszcze dwa gatunki do odhaczenia, co prawda w kategorii C, ale zawsze to coś. To dało nam motywację i ruszyliśmy, odwracając pierwotnie zakładaną trasę, z nadzieją, że albatros jednak wróci. Zapraszam do lektury ostatniej części swoistego tryptyku z albatrosem 😊

Na początek Stuttgart

Do Stuttgartu docieramy w godzinach przedpołudniowych. Wydawało się nam, że odnalezienie amazonek żółtogardłych Amazona oratrix, wszak to papugi a więc "krzykacze", nie powinno nastręczyć kłopotów. Miałem co prawda w głowie relacje od innych ptasiarzy, że może nie być to takie oczywiste, no ale przecież teraz jest sezon lęgowy więc powinno być łatwiej.
Historia tego środkowoamerkańskiego gatunku w Stuttgarcie zaczęła się w 1984 roku, kiedy to jakiś uciekinier z hodowli przypałętał się w pobliże wolier z papugami w Wilhelma Zoo. Dokarmiany przetrwał zimę i latem pracownicy ogrodu uszczęśliwili "gościa" wypuszczając drugiego osobnika. W następnym roku przyszły na świat pierwsze papuzięta 😊. Ile tych papug jest obecnie trudno powiedzieć, zimą na początku XXI wieku było około 50 os. Gniazdują w platanach i potrafią być bezwzględne wobec gołębi (w tym siniaków) jeżeli stwierdzą ich obecność w dziupli, która im się spodobała.
Pierwsze kroki kierujemy do Rosenstainpark. Przy budynku Muzeum Historii Naturalnej w fontannie pływa sobie gęsiówka egipska. Spacerujemy alejkami, rozglądamy się odwiedzając poszczególne miejsca obserwacji  wypisane z ptasiarskich portali (przede wszystkim ornitho.de i observation.org). Cisza. Tylko czarnowrony bacznie nas obserwują czy czasami czegoś nie zgubimy co nadawałoby się do zjedzenia.
Schodzimy w dół do Unterer Schlossgarten, parku miejskiego, podziwiając panoramę miasta nad Neckarem. Dzisiaj rano były widziane w tym parku amazonki. Idziemy wzdłuż pięknej platanowej alei. Bacznie oglądamy dziuplaste okazy drzew. Papug ani widu ani słychu. Może pora nieodpowiednia ? Jest za to puszczyk. W dziuplach gnieżdżą się gołębie miejskie i siniaki.
Zastanawiamy się czy nie jechać jeszcze dzisiaj do Heidelbergu na gęsi łabędzionose i wrócić ponownie tutaj jutro rano. Wreszcie na moje maile odpowiada Christian Rixen ze Szwjacarii, który właśnie dzisiaj nie tylko widział amazonki a nawet znalazł zajętą dziuplę. Dostaję nawet szczegółowe mapki. Wracamy do parku. Chodzimy gdzieś niby w pobliżu owej dziupli, jednak znalezienie tego najważniejszego w tym momencie dla nas drzewa, pomimo wydawać by się mogło dokładnych wskazówek, przerasta nasze możliwości wzrokowe. Papug też nie widać ani słychać
Zaczyna gonić nas czas, parking gdzie zostawiliśmy auto, czynny jest do godziny 19.00. W końcu kątem oka dostrzegam "coś zielonego" przelatującego w koronę kwitnącej, dużej, robinii. Jest amazonka !!! Po chwili słychać jej wrzaski. Objada się kwiatkami robinii (przynajmniej tak się nam wydaje). Uff !!! Nie musimy zmieniać planów. A albatrosa dzisiaj na Sylcie nie było.


Kwitnący kasztanowiec czerwony
Gęsiówka egipska - Alopochen aegyptiaca
Platanowa aleja w Unterer Schlossgarten
Puszczyk - Strix aluco
Amazonka żółtogardła - Amazona oratrix
Amazonka żółtogardła - Amazona oratrix 
Amazonka żółtogardła - Amazona oratrix 


Wciąż nad Neckarem


Wcześnie rano wjeżdżamy do Heidelbergu, urokliwie położonego miasteczka nad Neckarem. Od razu kierujemy się na błonia Neckarwiese. To właśnie ten niewielki odcinek doliny Neckaru, (1,1 km rzeki) ciągnący się pomiędzy mostami Theodor Heuss Brücke i Berliner Strasse wraz z wyspą stanowi siedlisko lęgowe gęsi łabędzionosej Anser cygnoides. Gatunek ten, pochodzący ze wschodniej Azji, trafił do hodowli europejskich dość późno bo około 1920 roku. Ptaki tworzące obecną, wolną, populację lęgową w Heidelbergu pojawiły się na wyspie w korycie Neckaru co najmniej w połowie lat 90.-tych XX w. (1996 - 8 par; 1997 - 7 par). W 2002 roku jej liczebność osiągnęła 140 osobników. Gęsi bardzo chętnie korzystały z błoni na północnym brzegu rzeki a że te również chętnie były wykorzystywane jako miejsce odpoczynku przez mieszkańców miasta powstał konflikt (odchody, agresywne zachowania wobec dzieci czy czworonożnych pupilów szczególnie przy wodzeniu piskląt). Taki stan rzeczy trwa do dzisiaj ale liczebność gęsi łabędzionosej poważnie ograniczono.
Oczywiście nie mamy problemu z odnalezieniem gęsi łabędzionosej, chociaż jako pierwsze w oczy rzucają się oczywiście wszechobecne gęsiówki egipskie, niektóre z nich wodzą młode. U gęsi łabędzionosych nie obserwujemy jeszcze tegorocznych młodych, przynajmniej u tych które spotykamy. Wracając do samochodu napotykamy jeszcze rodzinkę bernikli kanadyjskiej a w przydomowych zadrzewieniach ganiają się aleksandretty zielone. To już chyba przesyt z tymi "obcymi" 😉


Heidelberg, rzeka Neckar. Po lewej fragment wyspy na której gniazdują m.in. gęsi łabędzionose
Błonia Neckarwiese - w zgodzie gęsi i ludzie
Gęś łabędzionosa - Anser cygnoides
Portret gęsi łabędzionosej - Anser cygnoides 
Gęsiówka egipska - Alopochen aegyptiaca 
Pisklę gęsiówki egipskiej - Alopochen aegyptiaca 
Rodzinka bernikli kanadyjskiej - Branta canadensis 
Aleksandretta obrożna - Psittacula krameri

Podejmujemy decyzję, że pomimo braku informacji o albatrosie ryzykujemy i jedziemy te kilkaset kilometrów na północ. Z zachodem słońca docieramy do Westerhever nad sławnym Wattenmeer. Chciałem pokazać Kasi latarnię morską w której miałem okazję nocować podczas jednej z pierwszych ptasich wypraw poza Polskę w 1992 roku. Na polderach pasą się tysiące bernikli białolicych. Na spektakularny zachód słońca spóźniliśmy się kilkanaście minut.


Latarnia morska w Westerhever

Długo oczekiwane spotkanie 


Spanie w samochodzie ma tą zaletę (jedną z wielu 😉), że praktycznie nie ma szans zaspać. Trochę "połamani" pakujemy się do pociągu w Niebüll. Ryzyk - fizyk. Plan uknuliśmy taki. Jedziemy do Westerland, a stamtąd albo komunikacją publiczną albo pieszo dotrzemy do Rantumbecken. To tylko 7 km. Oczywiście marudząc pod nosem próbowałem przeforsować wariant z komunikacją ale Kasia szybko wybiła mi to z głowy. Idziemy. Pogoda wymarzona. Odnotowując kolejne gatunki spotkane po drodze docieramy do grobli skąd widać otwarą wodę. Skanuję taflę i ... widzę dużego ptaka z ciemnymi skrzydłami kołyszącego się na wodzie, który po chwili znika mi za niewielkim półwyspem. Omam jakiś ? NIE !!! ALBATROS WRÓCIŁ !!! Opłacało się jednak zaryzykować. Ochłonąłem. Nie ruszę się już stąd przez kilka godzin. Mam nadzieję, że ptak zbliży się do linii brzegowej, bo rozgrzane powietrze przeszkadza w zrobieniu przyzwoitych "dokumentów". Poza tym mogę napatrzeć się na ten "żywy szybowiec" w komfortowych warunkach, bez konieczności stoczenia walki z choroba morską 😊 Koniecznie muszę zobaczyć go w locie. Trochę pofruwał a i owszem, no ale wieje słabo i to były takie loty na rozruszanie skrzydeł.  Fotek dobrych niestety nie będzie ale jedno z marzeń lat młodzieńczych - "zobaczyć albatrosa" - się spełniło.  Z innych gatunków odnotowaliśmy m.in. kilkaset bernikli obrożnych, edredony, szlamniki, biegusy rdzawe, szlachary. Ale bez wątpienia król tego dnia mógł być tylko jeden - ALBATROS CZARNOBREWY.  


Albatros czarnobrewy - Thalassarche melanophris

Albatros czarnobrewy - Thalassarche melanophris. Ptak z napędem wiatrowym
Albatros czarnobrewy -Thalassarche melanophris. Po 35 lotek w skrzydle





wtorek, 6 marca 2018

Uhla pani Ryszardy


Pani Ryszarda, sympatyczna mieszkanka Gdańska, wybrała się na spacer wzdłuż plaży na Stogach. Piękne słońce pomimo mrozu, zachęcało do spacerów a flauta spowodowała, że morskie kaczki: uhle i lodówki pływały blisko brzegu, stając się wdzięcznym obiektem dla fotografów. Piękne zdjęcia uhli Pani Ryszarda wrzuciła następnego dnia (27.02) na fb ale szczególnie jedno z nich zelektryzowało ptasiarski świat. Przedstawiało bowiem pięknego samca uhli ale … garbonosej Melanitta deglandi, ptaka z podgatunku stejnegeri gniazdującego w Azji !!! To dopiero drugi przypadek obserwacji tego gatunku w Polsce !!!

Taki gatunek nie może czekać Świadomy niezbyt przychylnych prognoz pogody, w środku mroźnej nocy ruszyłem ostatniego dnia lutego ku Zatoce Gdańskiej. Na miejscu Samek Sosnowski z ekipą próbował coś wskurać wcześniej, jeszcze przed moim przybyciem, ale warunki pogodowe były fatalne: mróz -12°C można byłoby jako tako wytrzymać, ale bardzo silny, „przeszywający” wiatr z północy, wiejący prosto w twarz, skutecznie zniechęcał do patrzenia w morze, które na dodatek parowało. Pogoda niestety nie poprawiła się. Ptaki trzymały się daleko od brzegu. Odnalezienie w takich warunkach uhli garbonosej było niemożliwe. Licząc na poprawę warunków pogodowych trwałem samotnie na plaży próbując chronić się przed wiatrem za budynkiem. W końcu „przybyły posiłki”. Pojawił się Marek Betlejewicz i Piotrek Baszanowski. Przybyła też Pani Ryszarda. Dotarł Marcin Sołowiej z Maćkiem Sobierajem. Wszyscy „polegliśmy”. Ja poddałem się tuż przed 15-tą. Zaskakujące było dla mnie to, że kaczucha nie przyciągnęła dzisiaj większej liczby obserwatorów. Pewnie wszyscy czekali w „domowym ciepełku” na potwierdzenie obserwacji.

Oczywiście ono nastąpiło. W dniu następnym. W czwartek pogoda się zdecydowanie poprawiła. Uhla garbonosa została ponownie odnaleziona. Przez kogo ?  Oczywiście, że przez Panią Ryszardę. Ku Stogom wreszcie ruszyły "tłiczerskie zastępy” z całej Polski.

Zaliczyłem sobie uhlę garbonosą dopiero w niedzielę (04.03.2018). Nie obyło się bez emocji z elementami groteskowymi. Przed 10-tą na plaży pomiędzy Stogami a Górkami Zachodnimi była już znaczna grupa tłiczerów.

Dzisiejsza aura była o wiele łaskawsza a morze nie falowało tak mocno. Od grupy znajdującej się bliżej Górek Zachodnich przyszedł komunikat. JEST !!! Pędzimy więc w tym kierunku. Nie miałem swojej lunety więc musiałem korzystać z uprzejmości kolegów, a że takich jak ja było więcej, więc trzeba było cierpliwie czekać. Co za emocje ! Zazdroszczę tym, którzy „przybijają sobie piątki” zadowoleni z obserwacji. Wreszcie i ja jestem przy lunecie. Komunikat brzmiał: „na wysokości niebieskiego statku i trochę w lewo, tam jest”. Patrzę, patrzę i nie widzę. Może zanurkowała ? Po chwili komunikat brzmi: „jest w prawo od żółtej boi”. Zaraz, zaraz. Przecież to jest kilkaset metrów na prawo od niebieskiego statku. Co to ? Są dwie ? Znowu „lukam”, dostaje prawie wytrzeszczu oczu i poza zwykłymi uhlami nic nie widzę. Ktoś chwali się digi-zdjęciami. Nawet nie patrzę. Jestem podłamany. Szymon Czyżewski, nieśmiało, tak trochę pod nosem, komentuje zdjęcie, że coś mu w wyglądzie tego kaczora nie pasuje. Nie przebija się to jednak przez gwar rozentuzjazmowanych szczęśliwców. Żałuję, że nie mam ze sobą swojej lunety. W pewnym momencie znaczna część morskich kaczek podrywa się i leci w kierunku Stogów. W tej grupie co pozostała uhli garbonosej na pewno nie było. Od strony Stogów ciągną  kolejni ptasiarze. Już wiedzą, że mają szukać uhli garbonosej w tamtym rejonie.

Wracam zniesmaczony w towarzystwie Marcina Borowika i Grzesia Kaczorowskiego. Za nami podążają też i pozostali. Idziemy i co jakiś czas przeglądamy grupki kaczek. W pewnym momencie Samek Sosnowski zwraca uwagę, na śpiącego kaczora uhli z podejrzanie dużą ilością białego upierzenia wokół oka. Okazuje się, że właśnie patrzymy na … samca uhli garbonosej. DOPIERO TERAZ !!! Wcześniej ptak uznany za uhlę garbonosą okazał się być samcem zwykłej uhli !!! Zadziałał „owczy pęd”. Na szczęście chyba wszyscy, którzy wcześniej już zaliczyli sobie uhlę garbonosą zdołali powrócić i poprawić „zaliczenie”. No humor od razu mi się poprawił. Pozostał jedynie niedosyt, że ptak przebywał w znacznym oddaleniu od linii brzegowej co uniemożliwiało zrobienie lepszej dokumentacji zdjęciowej jako pamiątki ze spotkania.

Ku Stogom ruszyły "tłiczerskie zastępy” z całej Polski
Lodówka - Clangula hyemalis (kaczor)
Uhla - Melanitta fusca (z lewej samica)
Azjatycka uhla garbonosa - Melanitta deglandi stejnegeri
Azjatycka uhla garbonosa - Melanitta deglandi stejnegeri
Azjatycka uhla garbonosa - Melanitta deglandi stejnegeri



niedziela, 4 marca 2018

Nie byle jaki drozd


Musiał przelecieć ponad 6 tysięcy kilometrów aby w końcu "zakotwiczyć" w centrum hiszpańskiego Kadyksu, w niewielkim parczku. Dlaczego akurat tu ? Ptaki są jednak niesamowite 😃 . Na tego drozda wybieraliśmy się z Czarkiem Pióro niczym "sójki za morze". Zawsze coś musiało wypaść. A to coś w pracy, a to kiedy już, już mieliśmy kupować bilety lotnicze przyszła informacja o uhli garbonosej 😉. Wreszcie w czwartek, po moim nieudanym "tłiczu" uhli, ruszyliśmy z mroźnej Warszawy "ku słońcu". Na lotnisku Czarek rozwiał moje pogodowe marzenia. W Kadyksie w piątek, a więc w dniu kiedy tam będziemy, od świtu ma padać. Niestety od świtu i to według prognoz cały dzień. Sprawdziło się. Kiedy zajechaliśmy pod Jardines de Varela w centrum Kadyksu było jeszcze ciemno. Z nieba ściana wody i wichura. Strach w ogóle wyjść z auta. Wstrzeliliśmy się w pogodę, że hej. 

Można się załamać
W końcu, po dwóch godzinach trochę odpuściło. Parkujemy pod ziemią. Idziemy szukać drozda. Po chwili zamiast drozda spotykamy moich przyjaciół z Niemiec Thomasa Langa i Klausa Drissnera. Są tu od wczoraj. Wykorzystujemy ich "znajomość terenu". Okazuje się że drozd oliwkowy upodobał sobie niewielki fragment parku, przy ogrodzeniu (to okazało się później mieć niebagatelne znaczenie), gdzie rosną jakieś iglaste drzewa, skąd zlatuje na ziemię na jedzonko. Po krótkim oczekiwaniu drozd najpierw potwierdził swoją obecność głosem a następnie pokazał się w koronie iglastych drzew. Po chwili żerował już przed nami, na ziemi 😊 . Thomas z Klausem zajrzeli do parku tylko na chwilę, przed powrotem do kraju. Po kwadransie zostaliśmy, póki co, sam na sam z drozdem. Zaczęliśmy z Czarkiem obmyślać fotograficzny plan. Deszcz ustał. Wiatr niestety nie. Poprawa pogody spowodowała, że do parku zaczęli schodzić się okoliczni mieszkańcy w towarzystwie swoich piesków, które niestety musiały się wybiegać, skutecznie płosząc nam drozda. Czarek dosadnie wyrażał swoje niezadowolenie. W końcu chyba zostaliśmy zrozumieni. Kiedy już sytuacja z psami została opanowana i już wydawało się że nic nie zakłóci nam sesji fotograficznej pojawił się Pan w zielonym kombinezonie informując nas, że zamyka parkowe bramy i musimy opuścić park z uwagi na silny wiatr i nasze bezpieczeństwo 😠. Noż kurde blaszka !!! Nie pomogły nasze prośby. Zresztą ów Pan ni w ząb nie kumał angielskiego. Pomagamy sobie rękoma. Gość pozostał niewzruszony. Cóż było począć. Przenieśliśmy się za ogrodzenie. Przypominaliśmy trochę dzieci przyklejone nosami do szyb cukierni 😉 . Na szczęście konstrukcja ogrodzenia nie przysłaniała zbytnio "drozdowej areny" a i za plecami od czasu do czasu pojawiały się "ciekawe obiekty" (w bloku znajdował się klub fitness 😊) . 

Arena drozda oliwkowego zza ogrodzenia parku
Niestety nawroty obfitego deszczu zmuszały nas co jakiś czas do ucieczki do pobliskiej knajpki. Na drozda przybyli też i "miejscowi" ptasiarze, ale szybko odpuszczali. Dotrwaliśmy przed płotem do późnego popołudnia. Podobnie jak lokalni smakosze mocniejszych trunków, którzy racząc się kilkadziesiąt metrów dalej, żywo byli zainteresowani, szczególnie Pan kursujący co jakiś czas po nowe zaopatrzenie, co obserwujemy. Zobaczył ale czy zapamiętał ? 😉 Kolejny nawrót ulewnego deszczu definitywnie pomógł nam w podjęciu decyzji o zakończeniu naszych zmagań. Suma sumarum, pomimo różnych przeszkód, wyjazd należy uznać za udany. Była to jak dotąd moja najdalsza tłiczerska wyprawa 😊 . 

Drozd oliwkowy (Turdus obscurus) - młody samiec
Drozd oliwkowy (Turdus obscurus) - młody samiec
Drozd oliwkowy (Turdus obscurus) - młody samiec
Drozd oliwkowy (Turdus obscurus) - młody samiec
Drozd oliwkowy (Turdus obscurus) - młody samiec
Drozd oliwkowy (Turdus obscurus) - młody samiec
Drozd oliwkowy (Turdus obscurus) - młody samiec
Drozd oliwkowy (Turdus obscurus) - młody samiec

                                                                                                                                                              
Drozd oliwkowy Turdus obscurus gnieździ się w tajdze i mieszanych lasach od zachodniej Syberii do Kamczatki. Zimuje w południowo-wschodniej Azji (południowe Chiny, półwysep Indochiński, Filipiny i część Wysp Sundajskich). Zabłąkane osobniki pojawiają się w Zachodniej Palearktyce praktycznie corocznie. Odnotowany również w Polsce - dotychczas 7 stwierdzeń.

poniedziałek, 12 lutego 2018

Tłusty czwartek czyli moje zmagania nie z pączkiem a z bączkiem


W kilka godzin z mroźnej i zaśnieżonej Polski przeniosłem się na skrzydłach "Small Planet" do "ciepłych krajów". Od -13 do + 23ºC. To jest jednak niesamowite 😀 . Rzeczywiście ta nasza planeta jest "small".
Zgodnie ze wskazówkami tłiczerów zostawiłem samochód na poboczu drogi prowadzącej na wysypisko śmieci i pełen optymizmu pomaszerowałem te kilkaset metrów w kierunku wąwozu Rio Cabras. Nie sądziłem, że w tym mało atrakcyjnym krajobrazie, przyjdzie mi spędzić cały dzień. Plany miałem bardzo ambitne jak na tak krótki pobyt. Okazało się, że zbyt ambitne. Było południe. W wąwozie jednak tętniło życie. Obecność wody robi swoje. "Trąbiące" gilaki pustynne przeganiające się między kamieniami, endemiczne świergotki kanaryjskie i kląskawki kanaryjskie czy pokrzewki okularowe buszowały wśród zarośli w korycie rzeczki. Na błotku żerowały sieweczki rzeczne i samotnik. Stadko szczudłaków natychmiast, niczym eskadra myśliwców, podrywało się do lotu jak tylko coś niepokojącego zadziało się w wąwozie i z głośnym, dodatkowo spotęgowanym ścianami skalnymi, piskiem, przelatując jak na złość wzdłuż wąwozu, ostrzegało wszystko co żywe. Niestety chyba na tyle skutecznie, że bączek ciemny nie miał zamiaru się ujawnić.


Barranco de Rio Cabras. To tutaj "zabunkrował" się skrzydlaty przybysz z Afryki
Gilak pustynny (Bucanetes githagineus)
Pokrzewka okularowa (Sylvia conspicillata)
Kląskawka kanaryjska (Saxicola dacotiae)
Świergotek kanaryjski (Anthus berthelotii)
Sieweczka rzeczna (Charadrius dubius)
Barranco de Rio Cabras
Pierwsze godziny spędziłem w wąwozie sam. Nie licząc kilku zdziczałych kóz i wiewiórek berberyjskich. Warunki pogodowe zmieniały się za sprawą silnego wiatru i zachmurzenia. Raz ciepło, za chwilę trzeba było ubierać kurtkę. Nie obyło się bez deszczu. A po deszczu ... obowiązkowa tęcza.

Podwójna tęcza nad Barranco de Rio Cabras
W końcu pojawili się inni ptasiarze żądni zobaczenia afrykańskiego gościa. Była więc szansa, że kilka par oczu ... Nic z tego. Czas niepokojąco szybko zaczął uciekać. W końcu koło 17, jeden z Anglików stwierdził, że widział przemykającego pod osłoną zarośli bączka poniżej dolnego zbiornika. Skupiliśmy naszą uwagę na tym miejscu. Nic z tego. Po godzinie znowu zostałem sam.
Nadzieja, że go zobaczę zaczęła gasnąć z każdą minutą obniżania się słońca na widnokręgu. W wąwozie zaczęło robić się ciemno. W pewnym momencie jeszcze raz, to miał być już dosłownie ostatni skan terenu, spojrzałem z krawędzi wąwozu w dół. Pomiędzy dwoma czaplami nadobnymi stał ON !!! Bączek ciemny wylazł z ukrycia !!! Oczywiście zrobiłem jakąś tam dokumentację foto. Szybko, wydawało mi się że nie zauważony, przemieściłem się bliżej miejsca pobytu bączka. Okazało się, że komandos ze mnie żaden ;-) . Frunące czaple nadobne wróżyły źle. Bączek zniknął. Może przefrunął w górę wąwozu, a może znowu zaszył się w zaroślach ? Tego nie rozstrzygnę. Jest już za ciemno. Zazdroszczę wszystkim tym, którym udało się zrobić wcześniej fajne fotki, a było ich trochę. Ja muszę zadowolić się tym co mam. Może trzeba było zaplanować dwa dni na Fuercie ? Nie ma co teraz dywagować. Najważniejsze, że w ogóle go zobaczyłem. To był mój tłustoczwartkowy "pączuś" 😊 .


Bączek ciemny (Ixobrychus sturmii) - 7 stwierdzenie dla WestPalu


Wypożyczonym autem przejechałem aż ... dwadzieścia parę kilometrów. Pewnie w wypożyczalni przeżyli szok. To był zapewne mój rekord oszczędności na paliwie 😉 .

Teraz szybki lot na Gran Canarię i zaczynam drugą część szalonej ekspedycji. Celem zięba z Gran Canarii. Będę miał 3-4 godziny światła". Nic nie wskazywało jednak na to, że przegram z pogodą. Kiedy zacząłem "wspinać się" drogą GC-120 w kierunku Pico de las Nieves zaczęło potwornie wiać, im wyżej tym silniej. Miejscami niskie chmury, przez które trzeba było się przebijać, przy miejscami wąziutkich, krętych drogach potęgowały niepokój. Wreszcie dotarłem do Cazadores. Nie zważam na ustawioną na połowie drogi GC-130 barierę z zakazem ruchu. Pomyślałem sobie - "pewnie jakaś dziura" i przemknąłem obok. Po kilkunastu kilometrach serpentyn na drodze kolejna barierą, z tym że przewrócona. Zatrzymuje się. Z góry zjeżdża "na kogutach" radiowóz Guardia Civil. Droga zamknięta ze względu na panujące warunki atmosferyczne !!! Droga która miała mnie zaprowadzić do miejscówek z endemiczną ziębą !!! Nie ma rady trzeba zawracać. Nie tracę nadziei. Kieruje się do Ayacata. To tutaj Jacek Tabor miesiąc temu miał samca zięby z Gran Canarii przy parkingu obok lokalnego baru. Docieram bez większych problemów. Warunki pogodowe bez zmian. Zaczyna świtać. Nie przestaje wiać i lać. Pomimo takich warunków ptasi świat musi żyć. W zadrzewieniach i na ziemi pojawiają się kosy, kanarki, modraszki kanaryjskie z podgatunku C.t.hedwigae, a przy potoku pliszka górska i dzierzba śródziemnomorska. Niestety muszę zjeżdżać w dół. Zięba z Gran Canarii poczeka sobie na "tick" 😉. Im niżej tym pogoda zdecydowanie się poprawia. Ostatnie spojrzenie w kierunku gór. Na pożegnanie piękna tęcza. Hasta la vista  😊 .



Paskudny poranek w Ayacata
Chmury coraz niżej wieje coraz mocniej
Ayacata. Droga w góry, ku ziębie, ciągle zamknięta
Tęcza na pożegnanie gór

🔻🔻🔻

Bączek ciemny Ixobrychus sturmii jeden z najmniejszych przedstawicieli rodziny czaplowatych Ardeidae. Zamieszkuje podzwrotnikową i równikową Afrykę, gdzie spotyka się go nad zarośniętymi ciekami, stawami, bagnami czy też pośród mangrowców. W obrębie areału występowania podejmuje migracje, związane z porą suchą. Ptaki z północy i południa przemieszczają się wówczas w kierunku równika.