wtorek, 6 marca 2018

Uhla pani Ryszardy


Pani Ryszarda, sympatyczna mieszkanka Gdańska, wybrała się na spacer wzdłuż plaży na Stogach. Piękne słońce pomimo mrozu, zachęcało do spacerów a flauta spowodowała, że morskie kaczki: uhle i lodówki pływały blisko brzegu, stając się wdzięcznym obiektem dla fotografów. Piękne zdjęcia uhli Pani Ryszarda wrzuciła następnego dnia (27.02) na fb ale szczególnie jedno z nich zelektryzowało ptasiarski świat. Przedstawiało bowiem pięknego samca uhli ale … garbonosej Melanitta deglandi, ptaka z podgatunku stejnegeri gniazdującego w Azji !!! To dopiero drugi przypadek obserwacji tego gatunku w Polsce !!!

Taki gatunek nie może czekać Świadomy niezbyt przychylnych prognoz pogody, w środku mroźnej nocy ruszyłem ostatniego dnia lutego ku Zatoce Gdańskiej. Na miejscu Samek Sosnowski z ekipą próbował coś wskurać wcześniej, jeszcze przed moim przybyciem, ale warunki pogodowe były fatalne: mróz -12°C można byłoby jako tako wytrzymać, ale bardzo silny, „przeszywający” wiatr z północy, wiejący prosto w twarz, skutecznie zniechęcał do patrzenia w morze, które na dodatek parowało. Pogoda niestety nie poprawiła się. Ptaki trzymały się daleko od brzegu. Odnalezienie w takich warunkach uhli garbonosej było niemożliwe. Licząc na poprawę warunków pogodowych trwałem samotnie na plaży próbując chronić się przed wiatrem za budynkiem. W końcu „przybyły posiłki”. Pojawił się Marek Betlejewicz i Piotrek Baszanowski. Przybyła też Pani Ryszarda. Dotarł Marcin Sołowiej z Maćkiem Sobierajem. Wszyscy „polegliśmy”. Ja poddałem się tuż przed 15-tą. Zaskakujące było dla mnie to, że kaczucha nie przyciągnęła dzisiaj większej liczby obserwatorów. Pewnie wszyscy czekali w „domowym ciepełku” na potwierdzenie obserwacji.

Oczywiście ono nastąpiło. W dniu następnym. W czwartek pogoda się zdecydowanie poprawiła. Uhla garbonosa została ponownie odnaleziona. Przez kogo ?  Oczywiście, że przez Panią Ryszardę. Ku Stogom wreszcie ruszyły "tłiczerskie zastępy” z całej Polski.

Zaliczyłem sobie uhlę garbonosą dopiero w niedzielę (04.03.2018). Nie obyło się bez emocji z elementami groteskowymi. Przed 10-tą na plaży pomiędzy Stogami a Górkami Zachodnimi była już znaczna grupa tłiczerów.

Dzisiejsza aura była o wiele łaskawsza a morze nie falowało tak mocno. Od grupy znajdującej się bliżej Górek Zachodnich przyszedł komunikat. JEST !!! Pędzimy więc w tym kierunku. Nie miałem swojej lunety więc musiałem korzystać z uprzejmości kolegów, a że takich jak ja było więcej, więc trzeba było cierpliwie czekać. Co za emocje ! Zazdroszczę tym, którzy „przybijają sobie piątki” zadowoleni z obserwacji. Wreszcie i ja jestem przy lunecie. Komunikat brzmiał: „na wysokości niebieskiego statku i trochę w lewo, tam jest”. Patrzę, patrzę i nie widzę. Może zanurkowała ? Po chwili komunikat brzmi: „jest w prawo od żółtej boi”. Zaraz, zaraz. Przecież to jest kilkaset metrów na prawo od niebieskiego statku. Co to ? Są dwie ? Znowu „lukam”, dostaje prawie wytrzeszczu oczu i poza zwykłymi uhlami nic nie widzę. Ktoś chwali się digi-zdjęciami. Nawet nie patrzę. Jestem podłamany. Szymon Czyżewski, nieśmiało, tak trochę pod nosem, komentuje zdjęcie, że coś mu w wyglądzie tego kaczora nie pasuje. Nie przebija się to jednak przez gwar rozentuzjazmowanych szczęśliwców. Żałuję, że nie mam ze sobą swojej lunety. W pewnym momencie znaczna część morskich kaczek podrywa się i leci w kierunku Stogów. W tej grupie co pozostała uhli garbonosej na pewno nie było. Od strony Stogów ciągną  kolejni ptasiarze. Już wiedzą, że mają szukać uhli garbonosej w tamtym rejonie.

Wracam zniesmaczony w towarzystwie Marcina Borowika i Grzesia Kaczorowskiego. Za nami podążają też i pozostali. Idziemy i co jakiś czas przeglądamy grupki kaczek. W pewnym momencie Samek Sosnowski zwraca uwagę, na śpiącego kaczora uhli z podejrzanie dużą ilością białego upierzenia wokół oka. Okazuje się, że właśnie patrzymy na … samca uhli garbonosej. DOPIERO TERAZ !!! Wcześniej ptak uznany za uhlę garbonosą okazał się być samcem zwykłej uhli !!! Zadziałał „owczy pęd”. Na szczęście chyba wszyscy, którzy wcześniej już zaliczyli sobie uhlę garbonosą zdołali powrócić i poprawić „zaliczenie”. No humor od razu mi się poprawił. Pozostał jedynie niedosyt, że ptak przebywał w znacznym oddaleniu od linii brzegowej co uniemożliwiało zrobienie lepszej dokumentacji zdjęciowej jako pamiątki ze spotkania.

Ku Stogom ruszyły "tłiczerskie zastępy” z całej Polski
Lodówka - Clangula hyemalis (kaczor)
Uhla - Melanitta fusca (z lewej samica)
Azjatycka uhla garbonosa - Melanitta deglandi stejnegeri
Azjatycka uhla garbonosa - Melanitta deglandi stejnegeri
Azjatycka uhla garbonosa - Melanitta deglandi stejnegeri



niedziela, 4 marca 2018

Nie byle jaki drozd


Musiał przelecieć ponad 6 tysięcy kilometrów aby w końcu "zakotwiczyć" w centrum hiszpańskiego Kadyksu, w niewielkim parczku. Dlaczego akurat tu ? Ptaki są jednak niesamowite 😃 . Na tego drozda wybieraliśmy się z Czarkiem Pióro niczym "sójki za morze". Zawsze coś musiało wypaść. A to coś w pracy, a to kiedy już, już mieliśmy kupować bilety lotnicze przyszła informacja o uhli garbonosej 😉. Wreszcie w czwartek, po moim nieudanym "tłiczu" uhli, ruszyliśmy z mroźnej Warszawy "ku słońcu". Na lotnisku Czarek rozwiał moje pogodowe marzenia. W Kadyksie w piątek, a więc w dniu kiedy tam będziemy, od świtu ma padać. Niestety od świtu i to według prognoz cały dzień. Sprawdziło się. Kiedy zajechaliśmy pod Jardines de Varela w centrum Kadyksu było jeszcze ciemno. Z nieba ściana wody i wichura. Strach w ogóle wyjść z auta. Wstrzeliliśmy się w pogodę, że hej. 

Można się załamać
W końcu, po dwóch godzinach trochę odpuściło. Parkujemy pod ziemią. Idziemy szukać drozda. Po chwili zamiast drozda spotykamy moich przyjaciół z Niemiec Thomasa Langa i Klausa Drissnera. Są tu od wczoraj. Wykorzystujemy ich "znajomość terenu". Okazuje się że drozd oliwkowy upodobał sobie niewielki fragment parku, przy ogrodzeniu (to okazało się później mieć niebagatelne znaczenie), gdzie rosną jakieś iglaste drzewa, skąd zlatuje na ziemię na jedzonko. Po krótkim oczekiwaniu drozd najpierw potwierdził swoją obecność głosem a następnie pokazał się w koronie iglastych drzew. Po chwili żerował już przed nami, na ziemi 😊 . Thomas z Klausem zajrzeli do parku tylko na chwilę, przed powrotem do kraju. Po kwadransie zostaliśmy, póki co, sam na sam z drozdem. Zaczęliśmy z Czarkiem obmyślać fotograficzny plan. Deszcz ustał. Wiatr niestety nie. Poprawa pogody spowodowała, że do parku zaczęli schodzić się okoliczni mieszkańcy w towarzystwie swoich piesków, które niestety musiały się wybiegać, skutecznie płosząc nam drozda. Czarek dosadnie wyrażał swoje niezadowolenie. W końcu chyba zostaliśmy zrozumieni. Kiedy już sytuacja z psami została opanowana i już wydawało się że nic nie zakłóci nam sesji fotograficznej pojawił się Pan w zielonym kombinezonie informując nas, że zamyka parkowe bramy i musimy opuścić park z uwagi na silny wiatr i nasze bezpieczeństwo 😠. Noż kurde blaszka !!! Nie pomogły nasze prośby. Zresztą ów Pan ni w ząb nie kumał angielskiego. Pomagamy sobie rękoma. Gość pozostał niewzruszony. Cóż było począć. Przenieśliśmy się za ogrodzenie. Przypominaliśmy trochę dzieci przyklejone nosami do szyb cukierni 😉 . Na szczęście konstrukcja ogrodzenia nie przysłaniała zbytnio "drozdowej areny" a i za plecami od czasu do czasu pojawiały się "ciekawe obiekty" (w bloku znajdował się klub fitness 😊) . 

Arena drozda oliwkowego zza ogrodzenia parku
Niestety nawroty obfitego deszczu zmuszały nas co jakiś czas do ucieczki do pobliskiej knajpki. Na drozda przybyli też i "miejscowi" ptasiarze, ale szybko odpuszczali. Dotrwaliśmy przed płotem do późnego popołudnia. Podobnie jak lokalni smakosze mocniejszych trunków, którzy racząc się kilkadziesiąt metrów dalej, żywo byli zainteresowani, szczególnie Pan kursujący co jakiś czas po nowe zaopatrzenie, co obserwujemy. Zobaczył ale czy zapamiętał ? 😉 Kolejny nawrót ulewnego deszczu definitywnie pomógł nam w podjęciu decyzji o zakończeniu naszych zmagań. Suma sumarum, pomimo różnych przeszkód, wyjazd należy uznać za udany. Była to jak dotąd moja najdalsza tłiczerska wyprawa 😊 . 

Drozd oliwkowy (Turdus obscurus) - młody samiec
Drozd oliwkowy (Turdus obscurus) - młody samiec
Drozd oliwkowy (Turdus obscurus) - młody samiec
Drozd oliwkowy (Turdus obscurus) - młody samiec
Drozd oliwkowy (Turdus obscurus) - młody samiec
Drozd oliwkowy (Turdus obscurus) - młody samiec
Drozd oliwkowy (Turdus obscurus) - młody samiec
Drozd oliwkowy (Turdus obscurus) - młody samiec

                                                                                                                                                              
Drozd oliwkowy Turdus obscurus gnieździ się w tajdze i mieszanych lasach od zachodniej Syberii do Kamczatki. Zimuje w południowo-wschodniej Azji (południowe Chiny, półwysep Indochiński, Filipiny i część Wysp Sundajskich). Zabłąkane osobniki pojawiają się w Zachodniej Palearktyce praktycznie corocznie. Odnotowany również w Polsce - dotychczas 7 stwierdzeń.

poniedziałek, 12 lutego 2018

Tłusty czwartek czyli moje zmagania nie z pączkiem a z bączkiem


W kilka godzin z mroźnej i zaśnieżonej Polski przeniosłem się na skrzydłach "Small Planet" do "ciepłych krajów". Od -13 do + 23ºC. To jest jednak niesamowite 😀 . Rzeczywiście ta nasza planeta jest "small".
Zgodnie ze wskazówkami tłiczerów zostawiłem samochód na poboczu drogi prowadzącej na wysypisko śmieci i pełen optymizmu pomaszerowałem te kilkaset metrów w kierunku wąwozu Rio Cabras. Nie sądziłem, że w tym mało atrakcyjnym krajobrazie, przyjdzie mi spędzić cały dzień. Plany miałem bardzo ambitne jak na tak krótki pobyt. Okazało się, że zbyt ambitne. Było południe. W wąwozie jednak tętniło życie. Obecność wody robi swoje. "Trąbiące" gilaki pustynne przeganiające się między kamieniami, endemiczne świergotki kanaryjskie i kląskawki kanaryjskie czy pokrzewki okularowe buszowały wśród zarośli w korycie rzeczki. Na błotku żerowały sieweczki rzeczne i samotnik. Stadko szczudłaków natychmiast, niczym eskadra myśliwców, podrywało się do lotu jak tylko coś niepokojącego zadziało się w wąwozie i z głośnym, dodatkowo spotęgowanym ścianami skalnymi, piskiem, przelatując jak na złość wzdłuż wąwozu, ostrzegało wszystko co żywe. Niestety chyba na tyle skutecznie, że bączek ciemny nie miał zamiaru się ujawnić.


Barranco de Rio Cabras. To tutaj "zabunkrował" się skrzydlaty przybysz z Afryki
Gilak pustynny (Bucanetes githagineus)
Pokrzewka okularowa (Sylvia conspicillata)
Kląskawka kanaryjska (Saxicola dacotiae)
Świergotek kanaryjski (Anthus berthelotii)
Sieweczka rzeczna (Charadrius dubius)
Barranco de Rio Cabras
Pierwsze godziny spędziłem w wąwozie sam. Nie licząc kilku zdziczałych kóz i wiewiórek berberyjskich. Warunki pogodowe zmieniały się za sprawą silnego wiatru i zachmurzenia. Raz ciepło, za chwilę trzeba było ubierać kurtkę. Nie obyło się bez deszczu. A po deszczu ... obowiązkowa tęcza.

Podwójna tęcza nad Barranco de Rio Cabras
W końcu pojawili się inni ptasiarze żądni zobaczenia afrykańskiego gościa. Była więc szansa, że kilka par oczu ... Nic z tego. Czas niepokojąco szybko zaczął uciekać. W końcu koło 17, jeden z Anglików stwierdził, że widział przemykającego pod osłoną zarośli bączka poniżej dolnego zbiornika. Skupiliśmy naszą uwagę na tym miejscu. Nic z tego. Po godzinie znowu zostałem sam.
Nadzieja, że go zobaczę zaczęła gasnąć z każdą minutą obniżania się słońca na widnokręgu. W wąwozie zaczęło robić się ciemno. W pewnym momencie jeszcze raz, to miał być już dosłownie ostatni skan terenu, spojrzałem z krawędzi wąwozu w dół. Pomiędzy dwoma czaplami nadobnymi stał ON !!! Bączek ciemny wylazł z ukrycia !!! Oczywiście zrobiłem jakąś tam dokumentację foto. Szybko, wydawało mi się że nie zauważony, przemieściłem się bliżej miejsca pobytu bączka. Okazało się, że komandos ze mnie żaden ;-) . Frunące czaple nadobne wróżyły źle. Bączek zniknął. Może przefrunął w górę wąwozu, a może znowu zaszył się w zaroślach ? Tego nie rozstrzygnę. Jest już za ciemno. Zazdroszczę wszystkim tym, którym udało się zrobić wcześniej fajne fotki, a było ich trochę. Ja muszę zadowolić się tym co mam. Może trzeba było zaplanować dwa dni na Fuercie ? Nie ma co teraz dywagować. Najważniejsze, że w ogóle go zobaczyłem. To był mój tłustoczwartkowy "pączuś" 😊 .


Bączek ciemny (Ixobrychus sturmii) - 7 stwierdzenie dla WestPalu


Wypożyczonym autem przejechałem aż ... dwadzieścia parę kilometrów. Pewnie w wypożyczalni przeżyli szok. To był zapewne mój rekord oszczędności na paliwie 😉 .

Teraz szybki lot na Gran Canarię i zaczynam drugą część szalonej ekspedycji. Celem zięba z Gran Canarii. Będę miał 3-4 godziny światła". Nic nie wskazywało jednak na to, że przegram z pogodą. Kiedy zacząłem "wspinać się" drogą GC-120 w kierunku Pico de las Nieves zaczęło potwornie wiać, im wyżej tym silniej. Miejscami niskie chmury, przez które trzeba było się przebijać, przy miejscami wąziutkich, krętych drogach potęgowały niepokój. Wreszcie dotarłem do Cazadores. Nie zważam na ustawioną na połowie drogi GC-130 barierę z zakazem ruchu. Pomyślałem sobie - "pewnie jakaś dziura" i przemknąłem obok. Po kilkunastu kilometrach serpentyn na drodze kolejna barierą, z tym że przewrócona. Zatrzymuje się. Z góry zjeżdża "na kogutach" radiowóz Guardia Civil. Droga zamknięta ze względu na panujące warunki atmosferyczne !!! Droga która miała mnie zaprowadzić do miejscówek z endemiczną ziębą !!! Nie ma rady trzeba zawracać. Nie tracę nadziei. Kieruje się do Ayacata. To tutaj Jacek Tabor miesiąc temu miał samca zięby z Gran Canarii przy parkingu obok lokalnego baru. Docieram bez większych problemów. Warunki pogodowe bez zmian. Zaczyna świtać. Nie przestaje wiać i lać. Pomimo takich warunków ptasi świat musi żyć. W zadrzewieniach i na ziemi pojawiają się kosy, kanarki, modraszki kanaryjskie z podgatunku C.t.hedwigae, a przy potoku pliszka górska i dzierzba śródziemnomorska. Niestety muszę zjeżdżać w dół. Zięba z Gran Canarii poczeka sobie na "tick" 😉. Im niżej tym pogoda zdecydowanie się poprawia. Ostatnie spojrzenie w kierunku gór. Na pożegnanie piękna tęcza. Hasta la vista  😊 .



Paskudny poranek w Ayacata
Chmury coraz niżej wieje coraz mocniej
Ayacata. Droga w góry, ku ziębie, ciągle zamknięta
Tęcza na pożegnanie gór

🔻🔻🔻

Bączek ciemny Ixobrychus sturmii jeden z najmniejszych przedstawicieli rodziny czaplowatych Ardeidae. Zamieszkuje podzwrotnikową i równikową Afrykę, gdzie spotyka się go nad zarośniętymi ciekami, stawami, bagnami czy też pośród mangrowców. W obrębie areału występowania podejmuje migracje, związane z porą suchą. Ptaki z północy i południa przemieszczają się wówczas w kierunku równika.

wtorek, 30 stycznia 2018

„Twitch” w Hallandzie

Chyba się starzeję. Brodziec piegowaty Tringa melanoleuca czekał ponad miesiąc abym w końcu się zdecydował i ruszył na szwedzkie zachodnie wybrzeże. Mocno zmotywował mnie do tego też i Czarek Pióro, dla którego to byłby ostatni brodziec z kolekcjonowanej fotograficznej listy „polskich” gatunków (póki co). Kasię nie trzeba było w ogóle namawiać a jako czwarty dołączył do nas Piotrek Szewczyk (podobnie jak Czarek – fotograf). Po blisko 10 godzinach jazdy po polskiej i niemieckich autostradach dotarliśmy do portu w Rostocku. Promem o wdzięcznej nazwie „Tom Sawyer” po ponad 6 godzinach przepłynęliśmy Bałtyk. Jeszcze tylko blisko 3 godziny jazdy w kierunku Göteborga. Dzięki temu, że wszyscy uczestnicy to kierujący, cała podróż samochodem nie należała do tych wielce męczących.
Przed 10-tą dotarliśmy w końcu do chronionego obszaru Utteros koło Smedsgård. Sobota, piękna pogoda. Można było się spodziewać, że i chętnych na zobaczenie tego amerykańskiego brodźca będzie więcej. Tak też było. Brodźca piegowatego namierzyliśmy szybko. Wśród szwedzkich ptasiarzy trwa ciągła rotacja, przychodzą, kilkanaście minut, zaliczają gatunek i idą dalej. Dla mnie i Kasi w zasadzie już wyjazd się powiódł. Gatunek zaliczony. Niestety brodziec póki co trzymał się ponad 200 metrów od brzegu, intensywnie żerował w towarzystwie kilku kulików, i nic nie wskazywało, żeby ta odległość miała się zmniejszyć. Moi fotografujący koledzy cierpieli więc bardzo. Nie ukrywam, że i ja chętnie popatrzyłbym na tego nearktycznego odpowiednika kwokacza z bliższej odległości, nie mówiąc o wykonaniusp; jakiejś porządniejszej fotki. Kasia postanowiła pozwiedzać okolice, my postanowiliśmy czekać. Mijały godziny. Przelatujący bielik poderwał do lotu ohary i bernikle kanadyjskie, te z kolei spłoszyły siewkowate, w tym i nasz obserwowany obiekt. Niestety nie spowodowało to zmiany ich lokalizacji i ptaki ponownie wylądowały w tym samym obszarze skąd poderwały się do lotu. Po jakichś dwóch godzinach brodziec piegowaty przeleciał na "łaszkę" zdecydowanie bliżej nas. Na tyle blisko, że Czarek z Piotrkiem postanowili coś już zacząć fotografować.  Tego co nastąpiło kilkanaście minut później chyba jednak nikt z nas się nie spodziewał. W pewnym momencie nasz brodziec poderwał się do lotu i przeleciawszy nad naszymi głowami, ciągle nawołując, wylądował na częściowo zalanym pastwisku, gdzie staliśmy. Czy mogło być lepiej ? Zdjęcia Czarka i Piotrka powalają. To najlepsze fotki tego ptaka, jakie były dotychczas zrobione od początku jego pobytu w Szwecji (przynajmniej z tych zamieszczonych na artportalen.se) !!! Co do tego nie mam wątpliwości. Ja ze swoich też jestem zadowolony. Niespodziewanie nadciągnęła mgła kończąc nasze zmagania z ptakami. Czas do promu wykorzystujemy na szybkie „zwiedzanie” Trelleborga. Na Bałtyku zaczyna być sztormowo. Ewidentnie nadchodzi zmiana pogody, a zawirowania w pogodzie … Ciekawe jaki ptak będzie dla nas kolejną motywacją do krótszej bądź dłuższej „wyprawy”.


Morska część chronionego obszaru Utteros. Gdzieś tam po wypłyceniach biega sobie brodziec piegowaty
Tablica informacyjna u wejścia na teren obserwacji. Lęgowisko m.in. szablodziob
Czeczotka ze stada około 30 ptaków, które przez chwilę żerowały blisko nas
Brodziec piegowaty - Tringa melanoleuca
Brodziec piegowaty - Tringa melanoleuca
Brodziec piegowaty - Tringa melanoleuca
Brodziec piegowaty - Tringa melanoleuca
Brodziec piegowaty - Tringa melanoleuca
Nadciągająca mgła kończy nasze obserwacje w Hallandzie



wtorek, 16 stycznia 2018

Na Mierzei Sarbskiej

Zdecydowanie nie byłem przygotowany ale wyzwanie podjąłem. Jeszcze w niedzielne przedpołudnie przy pięknym słońcu i przyjemnej temperaturze mijaliśmy z Kasią gaje pomarańczowe w drodze na lotnisko w Palma de Mallorca. Dobę później wdrapuję się na ruchomą wydmę w pobliżu latarni morskiej „Stilo” na Mierzei Sarbskiej. Opatulony w dwie kurtki i dwie pary spodni w „trochę” przymałej czapce dziecięcej na głowie i „odrobinę” za szczupłych rękawiczkach damskich na rękach. Efekt kompletowania ubioru na szybko, coby nie zamarznąć. Wyglądam zapewne prześmiesznie, no ale przecież mamy karnawał i czas „przebierańców”. Tutaj mam czekać na krzyżodzioby sosnowe. „Cierpliwie czekać” – podkreślają szczęśliwcy, którzy już widzieli je w tym miejscu w minioną sobotę. Na szczęście błękitne niebo i wspinające się po nim coraz wyżej słońce rokują, że jednak nie zamarznę. Przy odtwarzaniu głosów krzyżodziobów sosnowych mijają kolejne minuty. Póki co blisko mnie pojawia się czubatka, słychać „krakającą” wronę, „krzyczące” żurawie, a daleko, daleko krążą dwa bieliki. Niestety krzyżodziobów brak. Jakichkolwiek.

"Drogowskaz" na piaszczystym dukcie
Nad wydmą wstaje słońce
Zapowiada się piękny dzień
Fragment kosodrzewiny (w głębi widoczna latarnia morska Stilo).Pół tysiąca hektarów do schronienia się i …

Po jakimś czasie na wydmie, w tym samym celu co ja, pojawiają się Paweł i Monika. Robi się od razu raźniej. Postanawiamy rozszerzyć obszar poszukiwań. Wymieniamy się telefonami. Póki co ja zostaję na wydmie, Paweł z Moniką idą w miejsce, gdzie wczoraj po południu były widziane krzyżodzioby sosnowe w liczbie ponad 20 przez Marka Betlejewicza i Staszka Turowskiego. Czas biegnie nieubłaganie, dzień krótki. W telefonie wypełnienie ikonki oznaczającej poziom naładowania baterii niepokojąco maleje. W końcu dzwoni Paweł. Są krzyżodzioby !!! Paweł nie jest pewien jeszcze czy sosnowe, ale są. Tyle razy się nasłuchałem za młodu, że chodzenie na skróty w nieznanym terenie często bywa zgubne. Czy musiało to się potwierdzić akurat w takim momencie ? Wlazłem w gęstwinę kosówki. Koszmar. W końcu słyszę „ćwierkające” krzyżodzioby. Udaje mi się wydostać na drogę, gdzie stoją Paweł i Monika. Krzyżodzioby sosnowe są tuż przed nimi. Jest ich około 25. Już upatrzyłem sobie pięknie wybarwionego samca. Biorę go na „celownik” aparatu a tu stadko „frrru” w górę. Strzelam na oślep serię. Może coś z tego wyjdzie. Paweł pokazuje mi swoje fotki samca krzyżodzioba sosnowego. Wymiękłem. Zazdroszczę.

… dużooo jedzenia
Przedzierać się przez coś takiego jak ma się te 190 cm wzrostu, słuszną masę no i jeszcze plecak – koszmar
Krzyżodzioby sosnowe w locie
Krzyżodzioby sosnowe w locie
Krzyżodzioby sosnowe w locie
Samiec krzyżodzioba sosnowego - Loxia pytyopsittacus (fot. P. Mazurek) 

Chodzimy razem po terenie jeszcze z dwie godziny. Jednak drugi raz już do takiego bliskiego spotkania z „papugami” nie dochodzi. Oczywiście krzyżodzioby spotykamy co jakiś czas, nawet jest stadko 37 ptaków, ale wszystkie w locie. Paweł z Moniką wracają do domu, ja jeszcze „walczę”. Robi się coraz zimniej. Niestety herbata w termosie już utraciła swą „rozgrzewającą moc”. Przed 15 wracam do samochodu. Nie mam dobrej dokumentacji ale gatunek zaliczony. I z tego się cieszę 😊.